| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Ciekawe blogi
Dobra prognoza
Fotograficznie
Geograficznie
Mapy i plany
Rowerowo
Z innej strony
Zabytkowo
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
poniedziałek, 09 kwietnia 2012
Wolność słowa 406 lat temu

Wolność szlachecka oznaczała w Rzeczypospolitej także pełną wolność słowa. Dziś autor takich zarzutów - skierowanych choćby wobec wójta - miałby solidny proces i z pewnością by go przegrał. W dobie I Rzeczypospolitej najnędzniejszy szlachcic mógł jednak ośmieszać, obrażać i oczerniać bezkarnie dowolnego dygnitarza państwowego*, nie wyłączając króla, bożego pomazańca. Nieprawdopodobny był przede wszystkim rozkwit publicystki w dobie rokoszu Zebrzydowskiego. Ulotki, druki, broszurki, manifesty, ręczne odpisy na skrawkach papieru. Pisał każdy kto odczuwał taką potrzebę, jeśli miał dość środków drukował i kolportował.

Objawiła się cała masa grafomanów, zaściankowców, pieniaczy. W walce na pióro brali jednak udział także najwięksi. Pisali ważni przedstawiciele obu zwaśnionych obozów, w tym sam Zebrzydowski. Pisał Piotr Skarga i Szymon Szymonowic. Liczne były także gorące i niewątpliwie szczere wezwania do zgody. Grupa neutralnych publicystów obawiających się wyniszczającej wojny domowej była w pierwszej fazie konfliktu bardzo liczna. Wszyscy mieli świadomość niezwykłości sytuacji. Swoje pięć minut miało także grono całkiem utalentowanych, choć anonimowych paszkwilantów, ot chociażby zaciekły rokoszanin, autor przeszło 300-wersowego utworu "Sumienie mówi" jaki powstał w pierwszej połowie 1606 roku. W swoim momentami całkiem zgrabnym wierszu ten szlachciura oskarża króla o wszystko, najgoręcej zaś o czyny, których tenże nigdy nie popełnił. Pisze do Zygmunta na "ty", zawsze z małej litery (pisownia całego tekstu jak w oryginale). Nie podaje jednak ani jednej recepty jak zaradzić złu, nie sugeruje ani jednej reformy. Dla niego przyczyną wszelkich klęsk jest król, po jego usunięciu nastąpi natychmiast okres szczęśliwości:  

 

[...] Wiele panien zgubieło wieńce swej czystości,

dogadzając za wziątek twej chciwej lubości.

Udałeś się na żywot dziwnie rozpuszczony,

wiedzą ludzie co czynisz na wsze strony.

Tak żył Sardanapalus między niewiastami,

Tak też Heliogabal bawieł się z dziewkami. [...]

Lata twoje królewskie leda na czym trawisz.

Twojemi zabawami żałośnie się sławisz.

Sława nasza zdeptana za twym panowaniem.

Rządzisz wrzkomo królestwem a tyś cieniem na niem.

Za panowania twego wszytko się złe dzieje:

mory, głody, rozterki, aż serce truchleje.

Siedzisz jak malowany, cknisz sobie na sądzie,

Namniej o sprawiedliwym nie myslisz nam rządzie.

Nie dbasz o nasze dobro, swoje masz na pieczy.

Nikczemnyś i nie służysz pospolitej rzeczy. 

Alchimijać na myśli, ogródków szczepienie,

Rzeczy płonnych robienie i złota zlewanie.

Nie na to cię wezwano, byś rzemiosło robieł,

Albo jakie płochości z swą niesławą płodził;

Ale abyś był królem, rząd dobry prowadząc,

A królestwem zleconym świątobliwie rządząc

Nieprzyjaciel koronne państwa szablą psuje,

One strasznie, okrutnie, szkodliwie plondruje.

Milionów trzydzieści wziąłeś do swej ręki,

Podaliśmy w szafunek do twojej opieki.

Na cóżeś je obrósił, coś nimi zbudował?

Wieleś Koronie Polskiej za nie ratunku dał?

Więcej na stronę, na marną zapłatę

Marnych rzeczy szkodliwą, w skarbie masz utratę.

Czujże się tedy królu: na cię narzekamy

Tatarzyn nas zwojował, obrony nie mamy.

Nie ojca  z ciebie mamy, lecz ojczyma złego,

Nic nam ojczyźnie naszej nie czynisz dobrego.

Bój się Boga, na jego uważaj snać sądy,

Wejrzy w swoje sumienie, w twe królewskie rządy,

Godne na wszem przygany i pożałowania.

Nie masz o nas żadnego pilnego starania

Twój rząd jest wszystkim przykry, sobie to zeznamy,

Pociechy z ciebie niemasz, wszyscy smętek mamy[...]

 

To oczywiście tylko drobne urywki tego pokaźnego tekstu. Autor oskarża najbardziej cnotliwego polskiego władcę o rozwiązłość, podaje nawet adresy i nazwiska rzekomych kochanek króla. Obwinia króla o wojny i klęski, gdy tymczasem pierwsze 20 lat rządów Zygmunta to niemal wyłącznie błogi pokój, drobne potyczki ze Szwedami toczą się na granicach  i to dopiero po kilkunastu latach jego panowania. Oskarża o łapownictwo, zdradę stanu, zamach na wolności szlachty. Obarcza winą za najazdy tatarskie, tak jakby za poprzedników było inaczej. Wyśmiewa zainteresowania alchemią, grą w piłkę, malarstwem.  

Cóż napisać więc o innym anonimie, który choć mniej jest utalentowany, to równie bezczelny: 

 

Pacierz do Króla Jegomości

 

Ojcze nasz, królu polski, który mieszkasz w Warszawie

U nas w niedobrej sławie!

Święć się w Szwecyej imię twoje,

Gdzie są z dawna twe pokoje.

Przydź do królestwa twego szwedzkiego,

A zaniechaj polskiego i księstwa litewskiego.

Bądź wola twoja w Wandalech, jako pierwej była

Gdzieś dobrych śledzi miał obfitość siła.

Chleba naszego powszedniego zbawiłeś nas za panowania swego

I nie wódz nas na pokuszenie na wojnę z Szwedami

Bo jej dla ciebie doma dość mamy

Ale nas zbaw ode wszego złego

A sam idź prędko do Boga wszechmogącego

Albowiem twoja moc nad nami

Lepiej, niż radzić o nas z Jezuitami. Amen

 

Oto prawdziwa erupcja narodowego szowinizmu, autor wyśmiewa szwedzkie pochodzenie króla. jak ze Szwecji to wiadomo, że śledziojad-barbarzyńca. Na koniec bez ogródek życzy mu śmierci. Zadziwiające jak łatwo mu to przychodzi. Zarzuca królowi wciągnięcie Rzeczypospolitej w wojnę ze Szwecją. Co ciekawe tym podobne argumenty zaważyły na bardzo negatywnym wizerunku Zygmunta III w polskiej historiografii. Odnoszę wrażenie, że autor tej broszurki był z siebie bardzo zadowolony pomimo, że pomysł nie był oryginalny a jego wykonanie słabiutkie.

Gdzieś w tle rozlega się chichot historii. Ciężko będzie wskazać wśród następców Zygmunta III lepszych od niego. Może to nie król był taki słaby tylko naród szlachecki do bani? W kilkuset pismach tego typu nie znalazłem ani jednej konkretnej propozycji reform, zero innowacyjności, powszechna wśród rokoszan niechęć do zmian. Tymczasem to oni domagali się "poprawy Rzeczypospolitej". Chodziło im jednak wyłącznie o przestrzeganie dawnych praw, odkurzenie gmachu państwowego, w żadnym wypadku nie mieli na myśli epokowych reform czy chociażby niezbędnych zmian. Najbardziej przeraża fakt, że za swych patronów w dziele odbudowy państwa uważali "świętego" Stanisława oraz "Zbyszka" Oleśnickiego; czyli ludzi którzy najbardziej przyczynili się do upadku autorytetu władzy zwierzchniej. Mało tego, obu można śmiało nazwać zdrajcami. Jaki naród tacy bohaterowie?  

 

* Możliwość bezkarnego obrażania dygnitarzy wraz z okrzepnięciem oligarchii magnackiej i zmniejszeniem aktywności politycznej szlachty (już od połowy XVII wieku) znacznie zmalała...

poniedziałek, 05 września 2011
Dosadny poczet, cz. 3: królowie elekcyjni i narzucani

Wraz ze zgonem Zygmunta III, umarła godność królewska w Rzeczypospolitej. Można mu bardzo wiele zarzucić, ale nie to, że nie wzbudzał respektu swych poddanych. Władysław IV będzie doprowadzał szlachtę do konsternacji i zakłopotania. Piszę wyłącznie o wrażeniach z audiencji u JKM. Jan Kazimierz będzie żywym zaprzeczeniem godności królewskiej, Michał Korybut zwany będzie małpą, Sobieski zafunduje Rzpltej kreaturę za królową... Po tym festiwalu klęsk August II wyda się być w tej galerii typów zbawieniem, ale okrutny los sprawi, że właśnie on ostatecznie przegra batalię o uratowanie państwa i majestatu królewskiego. 

Władysław IV Fantasta **

Jeden ze słabszych polskich królów, mający jednak przez setki lat dobrą prasę. Przez większość swego panowania był otyłym śpiochem, który roił sobie różne wojenki w przekonaniu o swoim geniuszu wojskowym. Jego osławiona tolerancja religijna była jedynie chęcią odróżnienia się od ojca. Zapowiadał się jednak na wybitnie zdolnego króla, jako nastolatek znał już dobrze język niemiecki i wykazywał zainteresowanie sprawami armii. Mając lat niespełna 30. wyruszył w podróż po krajach zachodniej Europy, w efekcie wprowadził na grunt polski operę i wyniósł wiedzę na temat organizacji nowoczesnej armii. Już wtedy był chorowity i bywał noszony w lektyce: cierpiał na wiele chorób i puchły mu nogi. Rychło przekształcił się w tłustą, bezwładną, aczkolwiek całkiem lubieżną masę. Zanim jednak to nastąpiło, początek jego panowania (1633-1634) to znakomita kampania smoleńska. Król osobiście zadbał o unowocześnienie polskiej armii, liczył bowiem na poważne starcie z sułtanem i wspaniałe zwycięstwo. Znał się na armii i był nowoczesnym dowódcą, dobrym organizatorem. Niestety sułtan się wystraszył a Władysław do końca życia zajmował się już tylko marzeniami o kolejnych wojnach. Cała jego polityka po 1634 roku była sprzeczna z polską racją stanu. Dążył z pobudek osobistych do wywołania wojny z krajami, które nie były geopolitycznymi wrogami Polski: ze Szwecją (naturalny sojusznik przeciw Habsburgom i Rosji) i Turcją (kolejny przeciwnik Habsburgów). 

Jan Pantoflarz *

Jan Kazimierz Waza to król-nieporozumienie. Mściwy, niechlujny mistyk i pantoflarz. W zasadzie powinna tu być charakterystyka królowej Marii Ludwiki, bo to ona rządziła królem i państwem. Zanim został królem włóczył się po Europie w poszukiwaniu stanowiska. Ośmieszał w ten sposób pozycję brata - króla Polski, został nawet aresztowany przez kardynała Richelieu i trafił na 2 lata do więzienia. Po zwolnieniu dzięki interwencji poselstwa Rzpltej wstąpił do zakonu Jezuitów, z którego po niespełna dwóch latach zdezerterował, bo nie wytrzymał trudów życia zakonnego. Potem następuje jeszcze kilka skandali z jego udziałem, aż wreszcie ten człowiek, który nigdy nie wiedział czego chciał, zostaje królem Polski. Jego rządy to istna katastrofa, choć wina nie leżała rzecz jasna wyłącznie po jego stronie; zrobił jednak wiele by zaognić sytuację. To on pchnął do zdrady Radziejowskiego i Lubomirskiego, aż w końcu po śmierci swej właścicielki - królowej, oszołomiony bałaganem który narobił i faktem, że musi rządzić samodzielnie zrzekł się korony i został francuskim opatem. Zanim wyjechał zrabował część skarbca państwowego a jako opat nie zaniedbał spłodzenia nielegalnego potomstwa. Już współcześni od pierwszych liter jego monogramu ICR (Joannes Casimirus Rex) mówili o nim Initium Calamitatis Regni - "początek nieszczęść królestwa". Trudno o lepszy komentarz. 

Michał Niewinny *

Zgodnie z tradycją najsłabszy król w dziejach Polski, ale czy tak było istotnie? Czy można było być słabszym i bardziej niegodnym korony od Jana Kazimierza? Czym tak strasznie zawinił król Michał? Napisał o nim Maciszewski, że znał osiem języków ale w żadnym nie potrafił powiedzieć nic ciekawego. Okrutne to słowa, a jedne z najłagodniejszych. Czy były trafne? Niestety tak. Pamiętać jednak trzeba, że nie pchał się na tron. Był wręcz przerażony faktem zgłoszenia jego kandydatury, zdawał sobie sprawę, że się do tego nie nadaje. Różnił się więc na plus od poprzednika. Był nieszczęśliwym w roli króla. Jego panowanie było udręką dla niego samego i niechętnych mu magnatów na czele z Sobieskim, który otwarcie nazywał go małpą na tronie. Tymczasem jego życiorys do chwili elekcji jest nienaganny. Dobrze wykształcony patriota, zwolennik króla w trakcie rokoszu, choć pozbawiony jakichkolwiek istotnych zdolności. Ten biedny książę został wywyższony na tron przez szlachtę, na złość skorumpowanym magnatom. Szlachta przez całe jego panowanie stała za nim murem, ale oznaczało to wojnę domową z hetmanem Sobieskim w obliczu zagrożenia tureckiego. Nie można oceniać panowania tego króla bez wskazania na główne przyczyny jego klęsk: Marysieńkę i Jana Sobieskiego. Zawarł szczęśliwe małżeństwo z arcyksiężniczką austriacką Eleonorą. Istnieją przesłanki, że wbrew utrwalonej tradycji, miał własny program polityczny i cele jako władca.    

Jan III Przereklamowany **

Tak jak Michał Korybut zaszufladkowany został przez historię jako zły i gnuśny, tak jego największy wróg i prześladowca - Jan Sobieski trafił do panteonu polskich bohaterów narodowych. Wbrew uporczywej tradycji, brak dowodów na staranne wykształcenie Sobieskiego. Znał kilka języków, w tym turecki, to fakt i miał trochę bardzo płytkich zainteresowań "naukowych", które w niczym nie wykraczały poza wąskie ramy sarmatyzmu. Czytywał tandetne romanse choć sam był uzdolniony literacko, czego dowody mamy w jego listach. Tragedią jego życia była Marysieńka. Jak śmiał nazywać Wiśniowieckiego małpą gdy sam się z małpą ożenił? Ta kobieta przekroczyła wszystkie granice dobrego smaku i autokompromitacji. Nie było śmieszniejszej i bardziej żałosnej królowej. Sam był rzecz jasna zdolnym wodzem, ale - znów wbrew tradycji - słabym politykiem. Jego ukochana Marysieńka torpedowała nieraz jego plany (on - opcja francuska a jego francuska żona - austriacka; szczyt paranoi). Niezależnie od tego nie interesował się kompletnie polityką wewnętrzną a na arenie zagranicznej dał się wzorowo wykorzystać Habsburgom, nie słysząc nawet dziękuję. Zmierzch jego panowania to wiek ciemności. Straszliwy upadek mentalny, polityczny i kulturalny kraju. Zrywane sejmy przy braku jakiegokolwiek przeciwdziałania króla, który ongiś sam się tym parał. Klęskę wszystkich swych politycznych planów rekompensował chorobliwym skąpstwem i chciwością. W międzyczasie Marysieńka romansowała na boku z hetmanem Jabłonowskim i knuła intrygi przeciw ich własnemu synowi. Królewski klan Sobieskich to rodzinka z piekła rodem.  

August II Niefortunny ***

Gdyby pojawił się kilkadziesiąt lat wcześniej, np. w 1648 roku, mógł zostać zbawcą Rzeczypospolitej. Znany głównie z wielkiej siły fizycznej, tymczasem natura nie poskąpiła mu także sprawności intelektualnej (to od niej pochodził jego przydomek!). Nie obdarzyła jednak cierpliwością i konsekwencją. Zabrakło mu wnikliwego rozeznania i odrobiny szczęścia. Gdyby wiedział w co się pakuje, zrezygnowałby w porę. Która to już tragiczna postać na chwiejnym elekcyjnym tronie? Między bajki trzeba włożyć opowieści o 300 kochankach. Te które miał hojnie i publicznie wspierał (stąd legendy) a dzieci z nieprawego łoża otaczał troskliwą opieką. Był idealnym ojcem i kochankiem, stanowisko męża cenił znacznie niżej. Miał wielkie ambicje i wielkie plany, i równie wielkiego pecha (kto mógł przewidzieć, że nastoletni Karol XII okaże się wybitnym wodzem?). Postawił los swój, Saksonii i Rzeczypospolitej na jedną kartę - i przegrał. Gdyby wtedy wygrał... 

Stanisław Mianowany *

Cóż można napisać dobrego o królu Polski Leszczyńskim? Nic. Był zdrajcą ojczyzny, figurantem króla szwedzkiego Karola XII. Został przez niego mianowany królem Polski, ale nic na tym stanowisku nie osiągnął. Panował później po gospodarsku w Lotaryngii i narosła legenda światłego Leszczyńskiego. W rzeczywistości przypisywane mu wiekopomne dzieło Głos wolny wolność ubezpieczający nie jest jego autorstwa.

August III Nijaki *

Wielki znawca sztuki i mecenas. Doprowadził do ostatecznego upadku Saksonii, w Polsce bywał rzadko, choć nie można powiedzieć, że się nią nie interesował. Nie odziedziczył po ojcu energii ani wielkich planów. Potrafił zręcznie "zaklepać" sobie elekcję w Polsce, poprzez ustępstwa na rzecz Rosji i Austrii. Zyskał sobie tym samym ich aktywną pomoc w czasie elekcji. Dla Polski jego panowanie - mimo zerwania wszystkich sejmów (poza koronacyjnym) - było do 1756 roku (wybuch wojny 7-letniej) korzystne. Pozytywne zmiany zachodziły głównie w gospodarce, choć coś drgnęło także w sferze kulturalnej. Niestety cały ten dobry okres został zmarnowany w dobie wojny siedmioletniej. 

Stanisław August Prometeusz Niespełniony***

Żaden polski władca nie został przez los i historię tak upodlony i zmieszany z błotem. Żadnemu nie przyszło działać w trudniejszych warunkach i żaden nie miał tak nikłej władzy. Został mianowany przez Katarzynę na króla Polski, bo liczyła, że będzie posłusznie wykonywał jej wolę, a nie mając dużego osobistego majątku, ani nie pochodząc z magnackiego rodu, nie będzie w stanie uzyskać uznania wśród braci-szlachty. Strasznie się caryca pomyliła. Tam gdzie miał odrobinę swobody i choćby namiastkę władzy dokonał więcej niż jego poprzednicy przez ostatnie 200 lat. Był tak groźny, że caryca bała się dać mu przyzwolenie na jakiekolwiek reformy, choćby czysto kosmetyczne. Niewielu było władców wobec których można było sformułować tak mało zarzutów. Czym zawinił? Chyba jedynie pewną naiwnością (choć znacznie mniejszą od pozostałych ówczesnych patriotów) i spolegliwością wobec losu.

Nie miał realnego wpływu na losy państwa i nie mógł go mieć. Wiedział, że jedyną drogą reform jest współpraca z Katarzyną. Wiedział też, że każdy magnat był opłacany przez jakiś dwór europejski. Nie miał żadnych argumentów wobec Katarzyny dlatego, że w każdej chwili mogła ona liczyć na gorącą współprace z Branickimi, Szczęsnymi Potockimi etc. Każdą jego ofertę współpracy z Katarzyną dla idei reform natychmiast przebijała oferta magnatów zawierająca gwarancje anarchii i dozgonnej lojalności wobec carycy i tylko jedną prośbę - usunięcie Poniatowskiego. Jakie miał szanse? Jaką możliwość manewru? Absurdem jest fakt, że właśnie królowi zarzucono spolegliwość wobec Rosji... Nie ponosi praktycznie winy za rozbiory. Posiada za to olbrzymie zasługi na polu oświaty i kultury, a nawet na polu gospodarczym. Chciał Polskę ucywilizować, uważał, że tego wymaga od niego patriotyzm. Żal go jako człowieka, ale prawdziwe oburzenie wywołuje los jego szczątków po śmierci. Rodacy nie potraktowali ich po chrześcijańsku. 

wtorek, 30 sierpnia 2011
Dosadny poczet, cz. 2: Królowie elekcyjni złotego wieku

Tytuł jest celowy: wszak wszyscy królowie po śmierci Kazimierza Wielkiego byli władcami elekcyjnymi. Szlachta wcale nie miała obowiązku wybierać zawsze Jagiellona. Złoty wiek rozwoju państwa kończy się na panowaniu Zygmunta III Wazy, jest to także cezura do kiedy autorytet królewski był powszechnie poważany a majestat władzy królewskiej sprawiał, że nawet najwięksi magnaci czuli się uszczęśliwieni dostępując łaski. 

Ludwik Nieobecny *

Król decydujący o obliczu współczesnej mu Europy, na Węgrzech zwany Wielkim. Trafił się nam świetny król, szkoda, że wyłącznie na papierze. W praktyce król był w Polsce bodajże 3 razy w ciągu swego 12-letniego panowania. Władze sprawowali za niego inni - bez żadnej kontroli z jego strony. Królestwo Piastów miał głęboko w tyle, chyba że myślał o zapewnieniu dziedzictwa swym córkom. Doprowadził do znacznego osłabienia władzy monarszej, w kraju trwały nieustanne kłótnie a nawet regionalne wojny domowe. Nieprawdopodobnie wzrosła rola możnowładztwa. Jego panowanie to wielkie nieporozumienie, ale wina spada na jego poprzednika, swawolnego Kazika. 

Jadwiga Dewotka **

Kobieta o znakomitym pochodzeniu i koligacjach, przedniej urodzie, odpowiednim wykształceniu. Kobieta na tronie o takich zaletach to lep na zalotników i wielka szansa dla królestwa. Gdyby do tego nie była świętobliwą dewotką przedkładającą posty i umartwianie nad wszystko inne, losy państwa potoczyły by się pewnie inaczej. Niestety była religijną purytanką a seks z Jagiełłą uważała prawdopodobnie za okrutny obowiązek, dbanie o siebie w ciąży zaś za grzeszną próżność. Chrześcijańska cnota kazała jej pościć i umartwiać się także w tym okresie. Wraz z jej śmiercią (do której walnie się przyczyniła) szanse na utrzymanie silnej władzy monarszej stały się w Polsce iluzoryczne. Była ostatnią o niekwestionowanych prawach do polskiego tronu (choć nabytych za cenę przywileju koszyckiego). Jagiełło był tylko mężem króla Polski, którym była ona. To jednak mąż króla był samcem alfa w tym związku. To nawet za dużo powiedziane - przez wiele lat był Jagiełło bardziej jej opiekunem niż mężem.

Władysław II Cwaniak *****

JogailaWybitny polityk i niezły wódz wyłonił się w postaci Jogaiły z litewskiej puszczy. Zaledwie piąty w kolejności do tronu litewskiego (miał 10 braci, w tym 4 starszych od niego) został wybrany przez swego ojca Olgierda na bezpośredniego następcę, z pominięciem praw starszych synów. Analfabeta pełen pasji: miłośnik podróży (największy turysta wśród polskich królów), malarstwa i przyrody (chyba pierwszy nad Wisłą ornitolog), koneser władzy, sędzia sprawiedliwy, zagorzały myśliwy i abstynent. Najsprawniejszy fizycznie i chyba ogólnie najzdolniejszy polski monarcha. Potrafił się kłócić i godzić. Mógł być okrutny i łagodny jak baranek.

Jagiełło miał niezwykłą zdolność zjednywania sobie wrogów i wychodzenia bez uszczerbku z niemożebnie trudnych sytuacji. Rządził silną ręką (co jest niebywałe, bo nie miał de facto żadnych praw do tronu po śmierci Jadwigi), choć zawsze wysłuchiwał opinii mądrych doradców, którymi lubił się otaczać. Niestety na starość był już mniej elastyczny i opanowany jedyną myślą zapewnienia swoim synom następstwa tronu. Gdy umierał, w kraju panowało jednak powszechne przygnębienie. O jego wielkości najlepiej świadczy fakt, że nawet najzacieklejsi wrogowie nie odmawiali mu miana największego z Jagiellonów (patrz Jasienica). Najbardziej rzucającą się w oczy zaletą tego władcy jest inteligencja i trafność oceny sytuacji politycznej. Szkoda, że starość przyniosła u niego osłabienie zalet charakteru, stał się nawet sentymentalny o co ciężko było go wcześniej posądzać (niezbadane są wyroki starości). Można powiedzieć, że panował za długo i synów posiadł za późno. Polski przydomek "Jagiełło" to spolszczona wersja jego imienia (Jogaila), które znaczy tyle co lepszy od innych. Taki też był do czasu starczej bezsilności. Olgierd się nie pomylił. 

Władysław III Bezgłowy *

Niezbyt bystry młodzian, co gorsza pozostający pod przemożnym wpływem bardzo słabego polityka, jakim był - skądinąd utalentowany -  kardynał Zbigniew Oleśnicki. Trudno powiedzieć, że stracił głowę pod Warną bo nie mamy pewności czy miał ją kiedykolwiek.

Kazimierz IV Niekonsekwentny **

Dobre złego początki. Początek jego rządów znamionował styl jagiełłowski, niestety szybko spuścił z tonu i popadł w przeciętność. Był władcą potężnego kraju, nie ograniczanym już jak ojciec konkurentami na Litwie i potęgą Zakonu. Gdyby był bardziej konsekwentny i wytrwały mógł decydować o losach całego kontynentu. Jedno mu się w każdym razie na pewno udało: żona. Elżbieta była brzydka jak noc, ale dobra i wspaniale płodna (choć ilość nie przeszła w jakość). Nie przypadkiem nosi miano matki królów. Król nie znosił możnowładztwa i stawiał jako pierwszy na szlachtę, niestety pomijając w tak ważnym momencie mieszczaństwo (tak ważnym, bo zyskał miasta typu Gdańsk i Toruń). Od jego panowania zaczyna się okres niezwykłej słabości militarnej państwa. Przywilej nieszawski podkopał siłę militarną państwa i uniemożliwił królowi prowadzenie szybkich, zwycięskich kampanii. 

Jan Pijak *

Jan Olbracht w swym krótkim panowaniu zasłynął dwiema klęskami: w Mołdawii i w Krakowie. W tym drugim przypadku pijany jak bela, włócząc się incognito zaczepił na ulicy plebeja, który nie omieszkał mu oddać (ze skutkiem dla króla śmiertelnym). Wystarczy spojrzeć na jego twarz na nagrobku - trudno dopatrzeć się w niej śladu inteligencji. 

Aleksander Tragiczny *

Panował krótko, nie wykazał się szczególnymi wadami a mimo to bilans jego panowania jest tragiczny. Stracił 1/3 Litwy na rzecz Moskwy i poddał władzę królewską w Polsce kontroli senatorów. Starając się ratować Litwę dodatkowo uszczuplił zakres władzy monarszej Jagiellonów w Koronie. 

Zygmunt I Dobry Dziadzio **

Wspaniale mieć takiego dziadka albo szefa: do rany przyłóż. Gorzej gdy dziadek jest odpowiedzialny za politykę rozległego państwa. Gdyby poczciwy Zygmunt miał 1/10 ambicji Bony, 1/10 jej energii i potrafił z bezliku jej projektów politycznych odsiać ziarno od plewy - byłby wielki. Prywatnie Zygmunt był człowiekiem godnym najwyższego szacunku i powszechnie szanowanym. Cechowała go moralna nieskazitelność, uczciwość, wielkoduszność. To są właśnie najgorsze cechy dla dobrego polityka i dlatego Zygmunt politykiem był beznadziejnym, a król musiał być - niestety - dobrym politykiem... By dopełnić obrazu nieszczęścia, był z natury ufny i ufał wszystkim; w tym innym władcom i swoim współpracownikom, a właśnie wtedy elity królestwa zaczęły przyjmować łapówki od Habsburgów... Oceniał po prostu innych według siebie - byłby świetnym urzędnikiem, uczciwym, ale nie bezdusznym. Takie było za jego czasów państwo polsko-litewskie: święty na tronie, a diabli w najbliższym otoczeniu. Kiepska była polityka wewnętrzna, król przegapił najlepszy moment na sojusz szlachty z tronem. Był beznadziejnym, skostniałym aż do szpiku kości konserwatystą. Podążanie utartą ścieżką mu odpowiadało, bo bał się ryzyka i nie ufał swym niewielkim zdolnościom umysłowym. Mimo to historia potraktowała go dość łagodnie, tak jak obchodził się z poddanymi - stał się symbolem złotego wieku i świetności państwa. Ja także nie potrafię dać mu jednej gwiazdki, bo to dobry chłop był i basta. 

Zygmunt II Zniewieściały ***

Trochę rozpieszczony i trochę zepsuty, ale jaki umysł! Syn marnotrawny dynastii Jagiellonów, gdyby był piłkarzem szybko zyskałby określenie zmarnowany talent. Długo trzeba było czekać na bystrego Jagiellona na tronie a gdy już się pojawił to wolał swawole i błyskotki. Czyżby destrukcyjny wpływ dzieciństwa spędzanego niemal wyłącznie w damskim towarzystwie? W dodatku pod czujnym okiem arcyambitnej matki? Czy taka opieka mogła nie przytłaczać? Jako władca często przedkładał dobro osobiste nad interesy królestwa (vide Radziwiłłówna). Zwany był "Dojutrkiem" co jest dobrą puentą jego panowania - ważne sprawy zawsze odkładał na później, nie zdążył przygotować kraju na wygaśnięcie dynastii. Był jednak zdolnym dyplomatą i bardzo zręcznym politykiem (godny prawnuk Jagiełły). Posiadał wysoką kulturę osobistą, a gdy trzeba było zadziwiał ciętą ripostą i cynizmem. Osiągnął wiele sukcesów (polityka bałtycka, Unia Lubelska, ruch egzekucyjny), był człowiekiem gruntownie wykształconym, znacznie przewyższał zdolnościami i horyzontami swego ojca. Surowa ocena wynika z tego, że miał duże możliwości, których nie wykorzystał. Był na to zbyt chimeryczny. Umierając zostawił kraj pogrążony w chaosie. Znacznie mniej obciąża go natomiast samo wygaśnięcie dynastii. Fizycznie nie był w stanie spłodzić potomka i niestety za szybko wszyscy to zrozumieli, by dało się oszukać los. Szkoda, że nie porządził kilku lat dłużej - umarł w wieku zaledwie 52 lat.

Henryk Za Mądry By Zostać *

Nie sposób ocenić jego rządy w Polsce, bo za dużo nie porządził. Wolał Francję, tamże zapisał się jako zdolny, choć nieszczęśliwy monarcha.

Stefan Pułkownik ***

Batory to jeden z "kultowych" królów Polski. Człowiek bardzo konkretny, który wiedział czego chce. Byłby znakomitym pułkownikiem, rozumiał i kochał wojnę. Historycy wojskowości nie cenią go jednak wysoko jako zwierzchniego dowódcy całej armii i naczelnego stratega. Szorstki w obyciu. Jako polityk miał swoje cele. Nie interesował się jednak kompletnie sprawami wewnętrznymi, jeśli nie liczyć silnego poparcia dla kontrreformacji i jezuitów. Nigdy nie nauczył się choćby zdania po polsku. Niebezpiecznie wywyższył Jana Zamoyskiego (nawet biorąc pod uwagę jego zdolności, a może przede wszystkim dlatego). Potrafił wyciągnąć od szlachty bardzo wysokie podatki na wojnę, ale nie bez ustępstw (oddał królewskie kompetencje sądownicze), na całe dziesięciolecia zraził ją do aktywnej polityki zagranicznej. Biorąc pod uwagę wysokość środków jakimi dysponował - wbrew legendzie - nie osiągnął wcale spektakularnych sukcesów. Miał to szczęście, że rządził Rzecząpospolitą w dobie, gdy naprawdę był to kraj zamożny.  

Zygmunt III Powolny **

Ten król to znakomity materiał do psychologicznych koncepcji na temat wpływu traumatycznych doświadczeń dzieciństwa na dorosłe życie. Abstrahując od tego faktu trzeba przyznać, że był człowiekiem gruntownie wykształconym; gdy przybywał do Polski jako 21-letni młodzieniec znał biegle (!) 5 języków, na co mamy liczne dowody. Biegle mówił także po polsku - to dzięki jagiellońskiej krwi jaką odziedziczył po matce zdobył polską koronę. Ponadto był wielkim miłośnikiem sztuki, a osobiście parał się malarstwem (z całkiem dobrym rezultatem) i alchemią. Sprowadził też do Polski wysokiej klasy artystów. Lubił grywać w piłkę i karty - wcale nie przypominał swego posępnego wizerunku na nagrobku czy kolumnie Zygmunta. W życiu prywatnym kochający mąż - oba jego małżeństwa były bardzo udane. Pod względem moralnym nienaganny. Słynął też z dużego dystansu do siebie i poczucia humoru. Co zatem sprawiło, że żaden historyk nigdy go nie wychwalał? Błędy jego panowania - były mniejsze i większe, najważniejszym było dopuszczenie do wciągnięcia Rzpltej w wojnę na wielu frontach.

Król był słabym politykiem i wodzem, choć nie brakowało mu ani dobrych chęci ani osobistej odwagi. Wiele błędów popełnił już na początku panowania gdy kompletnie nie rozumiał kraju którym przyszło mu rządzić (który ówczesny Szwed, nawet katolik, mógłby go zrozumieć?). Zaczął wprost fatalnie: pokłócenie z wszechwładnym Zamoyskim, utrata Szwecji i rokosz Zebrzydowskiego (gdzie formułowano pod adresem króla tak absurdalne i bezczelne zarzuty, że włos się jeżył na głowie). Bardzo trudno w kilku zdaniach zawrzeć streszczenie 45-letniego panowania, tak bogatego w wydarzenia. Na korzyść króla świadczy, że pod koniec życia cieszył się wysokim autorytetem wśród szlachty a zakres jego władzy znacznie wzrósł, główne dzięki umiejętnemu szafowaniu łaską i stworzeniu silnego stronnictwa królewskiego. Był ostatnim polskim królem, o którym można powiedzieć, że reprezentował w  pełni majestat królewski. Smutny jest bilans ogólny, bowiem mimo, że interesował się żywo sprawami państwa (nie opuścił żadnego sejmu) niewiele było błędów których nie popełnił i problemów, które rozwiązał. Najzwyczajniej za wolno zaadoptował się do polskich warunków ustrojowych, a nawet wtedy nie mógł zdziałać cudów, bo brakowało mu zdolności politycznych. 

niedziela, 28 sierpnia 2011
Dosadny poczet władców Polski: Piastowie

Oto moje zestawienie książąt i królów z właściwymi przydomkami. Żadne określenie nie odnosi się do wyglądu, oceniają działalność, charakter i zdolności władców. Pod każdym dałem krótką charakterystykę jako uzasadnienie wyboru przydomka. Starałem się jak ognia unikać rzucania datami i wydarzeniami, to nie analityczne kalendarium a jedynie syntetyczny zarys. Ocena władców w skali gwiazdkowej-szkolnej (1-6) :)

Mieszko I Stworzyciel *****

Historia nie obdarzyła go żadnym przydomkiem, a szkoda. Co prawda nie wiemy ile zawdzięczał sobie a ile poprzednikom, ale dziedzictwa nie zaprzepaścił. Wprost przeciwnie - pomnożył i wprowadził w krąg historii pisanej. Jak to mówił mój wykładowca na studiach: "nie pchał się tam gdzie mógłby dostać między oczy" i to określa go jako zręcznego władcę. Miarą jego wielkości jest fakt, że nie możemy o nim powiedzieć nic złego. Ponadto przyłączył do Polski krainę bogatą i żyzną - Śląsk, nie narażając się przy tym na bolesny odwet. 

Bolesław I Rozbójnik ***

Jeden z tradycyjnych bohaterów polskiej historii, pięknie scharakteryzowany przez ruską kronikę jako nadzwyczaj tłusty ale i niezwykle odważny, wyjątkowo drapieżny rozbójnik (łowca złota, zwycięstw i kobiet). Powiedzmy wprost: prymityw, brutal, gwałciciel i analfabeta. Na jego licznych wyprawach wojennych bogacili się nieliczni, zapłacić musieli wszyscy. Odniósł olbrzymie, ale nietrwałe sukcesy. Czy to jest ideał wybitnego władcy? Przydomek Chrobry uznaję więc za nie oddający realiów jego panowania, choć ten bandzior może budzić pewną sympatię -  pod warunkiem jednak, gdy uznamy, że jest zawsze po naszej stronie :) 

Mieszko II Pechowiec ***

Jego panowanie to odpowiedź na pytanie jakim władcą był Chrobry. Ojciec rozrabiał a syn płacił za niego rachunki. Wrogowie nie mogli zemścić się na "cnym" Bolesławie, połączyli więc siły i dopadli tego wykształconego i znacznie bardziej okrzesanego od ojca monarchę. Potraktowali go tak jak Chrobry traktował ich (oślepienie księcia czeskiego Bolesława, zgwałcenie księżniczki kijowskiej etc) - brutalnie. Konkretnie pozbawili go męskości, zmusili do oddania korony królewskiej a państwo po jego rychłej śmierci omal nie zaginęło na wieki. Tak kończy się zawsze życie (wojowanie) ponad stan.

Kazimierz I Odtworzyciel *****

Z ciemności wielkiej smuty w jaką popadło państwo Piastów, wyłonił się mistrz pracy organicznej, nowoczesny (wg ówczesnych realiów) Europejczyk. Tak naprawdę dopiero on wprowadził nadwiślańską krainę do świata zachodniego średniowiecza. Był tylko podnóżkiem cesarza, ale był myślącym podnóżkiem. Potrafił wyzyskać swoją pozycję wiernego wasala dla korzyści własnego kraju. Jakby to powiedział Talleyrand: pojął czym jest dla władcy prawdziwa chwała. Dzięki niemu państwo narodziło się na nowo i zostało na nowo ochrzczone (w przenośni i dosłownie).

Bolesław II Niezrównoważony **

Mógł mieć wszystko a został z niczym. Przegrał przyszłość państwa (które na niemal 250 lat straci rangę królestwa!) o którą tak zabiegał jego ojciec Kazimierz. Swym następcom zostawił groźnego przeciwnika władzy monarszej w postaci legendy św. Stanisława. Ten władca to kopia Chrobrego, różni ich tylko to, że osobiście poniósł konsekwencje za własne czyny. Wzorowo zmarnował dobrą koniunkturę polityczną (konflikt cesarz-papież) na awantury, postradał przez nie koronę, a przez własną pychę (lub głupotę - jak kto woli) także życie. Przydomek Śmiały nie oddaje tragizmu jego panowania i pochopności jego czynów, był bardziej bezczelny i nierównoważony niż śmiały. 

Władysław Popychadło *

Pech chciał, że następcą niezrównoważonego Bolesława był jego niczegowaty brat Władysław, zwany Hermanem. Nie można o nim powiedzieć nic dobrego poza wspomnieniem kilku fundacji kościelnych. Nie znał się na ludziach i wspierał szumowiny pokroju Sieciecha. To właściwie możnowładca Sieciech rządził państwem a nie książę Władysław (zresztą Sieciech rządził też w sypialni Władysława i dokazywał z książęcą żoną, bił własną monetę itd). Swoją decyzją o podziale kraju i uznaniu Zbigniewa doprowadził Herman do wojny wewnętrznej po swojej śmierci. Choć nie wiadomo na ile była to jego decyzja, bo tak naprawdę - jak już pisałem - rządził Sieciech...  

Bolesław III Zdobywca ****

Władca na wskroś wyjątkowy. Przyczynił się do rozbicia dzielnicowego, ale też jego panowanie przyniosło cały szereg sukcesów. Był okrutny - owszem, ale był też konsekwentny. Nie miał wcale łatwego startu do pełni władzy, mając za przeciwników potężnego Sieciecha, brata Zbigniewa a wreszcie także i cesarza. Odbudował pozycję kraju, prowadził z sukcesami akcję regularnego podboju Pomorza - nie mającą analogii w dziejach państwa polskiego. Nie zaniechał przedłużenia rodu (niestety aż ze zbytnim poświeceniem). 

----  Tutaj zaczynają się książątka dzielnicowi, o lokalnych wyłącznie zainteresowaniach i lokalnej władzy - pomijam więc ich wszystkich, bez wyjątku. 

Władysław II Uparciuch ***

Jakby powiedział Józef Oleksy: zacięty dupek. Taki właśnie był ten niezmordowany kurdupel. Nie umiał za bardzo zjednywać sobie ludzi (delikatnie rzecz ujmując), nie był jakimś wybitnym umysłem, ale miał niebywałą wprost energię i cel - chciał mieć władzę, jak najwięcej władzy i jak najwięcej terenu. Czyżby klasyczny dla niskich mężczyzn kompleks niższości? Wbrew wszelkim przeciwnościom i licznym upokorzeniom dopiął w znacznej mierze swego - nic nieznaczący książę kujawski został królem Krakowa (bo tak brzmiał jego tytuł). Same umieszczenie na tej liście jest więc jego sukcesem. Jako człowiek może budzić pewien podziw i być wzorem kariery od zera do milionera, ale nie ma żadnych dowodów na to, że pod rządami Przemyślidów byłoby gorzej. Na pewno Polska nie byłaby krajem otoczonym dookoła przez samych wrogów (z wyjątkiem neutralnych Węgier) i składała by się z więcej niż dwóch dzielnic, do których prawa Łokietka były i tak dość wątpliwe. Miał resztą kolosalne szczęście,  że jego silniejsi przeciwnicy padali jak muchy - bez jego ingerencji - jeden po drugim. Za swą nieuleczalną upierdliwość i konsekwencję w dążeniu do celu dostaje zasłużone trzy gwiazdki. Szczęściu trzeba bowiem umieć pomóc, a Włodek to potrafił.

Kazimierz III Playboy ***

Ten władca zawsze był skrajnie oceniany: raz jako wybitny, innym razem jako żałosny. Prawda leży tym razem pośrodku. Jego osiągnięcia są duże i to wcale nie tylko w polityce wewnętrznej. Zapewnił krajowi niemal 70 lat pokoju przed walną rozprawą z Krzyżakami (pokój w Kaliszu 1343), unormował stosunki z wszystkimi sąsiadami i gdyby tylko podobny rozsądek zachował w sferze życia intymnego, zasłużyłby na 4 gwiazdki. Popełnił jednak najstraszniejszą dla budowanego od nowa państwa zbrodnię: nie zostawił potomstwa. Żaden z jego następców nie będzie miał już takiej władzy a to wszystko przez niego. Na niepłodność nie narzekał, a mimo to nie zostawił po sobie żadnego legalnego męskiego potomka. Wolał zamknąć żonę w Żarnowcu i uganiać się za kochankami. Nie świadczy to o tym by przejmował się losami swego królestwa. Gdyby raczył współżyć z królową spłodziłby wcześniej czy później syna a ten stałby się potężnym władcą - bo zgodnie z układem dynastycznym przejąłby też władzę na Węgrzech, będących u szczytu swojej potęgi. Popełnił błąd większości dykaktorów: uważał, że ma jeszcze dużo czasu...


Takich zestawień chyba będzie u mnie więcej - to taki efekt wtórny nadmiaru czasu i niedomiaru nowych peregrynacji. 

piątek, 28 stycznia 2011
Przesławnej Wiślicy pogmatwane dzieje, cz. II

Wiślica jako miasto. Układ urbanistyczny

Wiślica leżała na obszarze o największej gęstości zaludnienia w Królestwie Polskim. Jesli chodzi o samą ilość mieszkańców miasta to wynosiła ona w XV-XVI wieku około 2000. Była więc mniejsza niż w Sandomierzu (4000) ale porównywalna z Radomiem, Opatowem i Pilznem (wszystkie ok. 2000) i wraz z nimi Wiślica zaliczana była w XV-XVI w. do największych miast województwa sandomierskiego. Pozostałymi większymi miastami były: Chęciny, Opoczno, Szydłów, Nowe Miasto Korczyn, Iłża, Zawichost i Opatowiec. Razem te miasta zaliczano do tzw. miast drugiej kategorii (klasyfikacja podatkowa obejmowała 4 kategorie miast). W powiecie wiślickim znajdowało się w XV-XVI w. łącznie 8 miast, w kolejności wg wielkości były to: Wiślica (~2000), Szydłów (~1500, do XVI w. miał własny powiat), Nowe Miasto Korczyn (~1000, XVI w. ~1500), Pińczów (~1000, XVI w. ~1200), Opatowiec (w XV w. nawet ~2000, XVI w. ~1000), Busko (~700), Pacanów (~700) i Stopnica (~500). Najwięcej rzemieślników w powiecie mieszkało jednak nie w stołecznej Wiślicy a Szydłowie. Największy podatek szosowy (świadczący o wielkości i bogactwie miasta) płaciła Wiślica (aż 2-krotnie więcej niż kolejny w klasyfikacji Szydłów), w podatku czopowym (świadczącym o produkcji napojów alkoholowych) wyprzedzało ją jednak Nowe Miasto Korczyn (nic w tym dziwnego, skoro płaciło najwyższy w całym województwie). Wiślica prowadziła natomiast wyraźnie w ilości podatków odprowadzanych z racji samej tylko produkcji piwa. Browary wiślickie generowały 2.5-krotnie wyższe zyski od tych z Nowego Miasta Korczyna (poniekąd znanego z produkcji piwa i płacącego najwyższy podatek czopowy) a zyski pozostałych miast powiatu przewyższały 4-krotnie.

W dobie rozkwitu Wiślicy jako miasta jej atutami były: położenie przy ważnym szlaku handlowym z Rusi do Krakowa i biegnącego dalej na Śląsk i do Pragi; na ważnym szlaku przepędu bydła z Rusi na Śląsk i dalej do Rzeszy (szlak wołowy), prawo składu soli bocheńskiej (ze sprzedaży tzw. bałwanów soli Wiślica czerpała w XV w. większe zyski od Bochni, mając monopol na sprzedaż soli w wielu miastach północnej Polski), przymus drożny, znaczenie Nidy dla spławu zboża, położenie w sąsiedztwie najważniejszych w regionie osi drożnych, częste zjazdy i wiece, postoje dworu królewskiego. W mieście funkcjonowały jatki rzeźnicze, sochaczka (plac mięsny) i kramy sukiennicze (Wiślica stanowiła poważną konkurencję w handlu suknem dla Krakowa). Był także targ solny (Rynek Solny), zbożowy, liczne browary (w tym najbardziej znany o nazwie "Rak"). Listę uzupełniały piekarnie (w XVI wieku było w mieście 20 piekarzy), cegielnia (na potrzeby miasta i okolicy - posiadały ją tylko większe ośrodki miejskie), 3 młyny i 4 karczmy. Dodać wypada, że od XIV wieku miasto posiadało przywilej na 3 jarmarki rocznie.

Miasto lokacyjne rozwinęło się na gipsowej wyspie (zwanej Regią) otoczonej dwiema odnogami Nidy. Po jego północnej stronie, oddzielone wodami rzeki, przez której odnogi prowadziły trzy mosty, powstało przedmieście św. Wawrzyńca, zwane później Gorysławicami.  Od strony południowej - w kierunku Krakowa - za długą, 600-metrową Groblą Krakowską, składającą się aż z sześciu mostów - rozciągało się drugie przedmieście zwane Kucharami (jego przednia część zwana była zgodnie ze stanem faktycznym Koniecmosty). Warunki naturalne tworzyły więc z Wiślicy miejsce o dużym potencjale obronnym, ułatwiały pobieranie ceł (zwłaszcza mostowego), ale utrudniały przestrzenny rozwój miasta i wymagały dużych zasobów finansowych (utrzymanie aż 9 mostów).

Wislica

Plan Wiślicy wg. J. Widawskiego. Mury obronne Wiślicy: 1 - Brama Krakowska, 2 - siedziba książęca na Regii (z rotundami i palatiami romańskimi), 3 - zachowane ślady baszty obronnej w murach miejskich, 4 - Brama Buska, 5 - Brama Zamkowa (źle oznaczona), 6 - kośc. św. Marcina.

Pierwotna lokacja w II połowie XIII w. musiała ze względów własnościowych (wyspa należała do biskupów krakowskich) nastąpić poza wyspą, na terenie zwanym w źródłach jako Staromieście i lokalizowanym na obszarze dzisiejszej wsi Gorysławice. Przeniesienie lokacji na wyspę dokonało się dopiero za Kazimierza Wielkiego. Wtedy wytyczono plan miasta. Obszar miasta zamkniętego murami wynosił 13 ha, same mury zbudowano około połowy XIV wieku. Miały średnio 1.6 metra grubości. Miasto posiadało 3 bramy: Krakowską, Buską i Zamkową. Z racji zniszczeń miasta, jego upadku i braku środków na renowacje, mury zostały częściowo rozebrane już w końcu XVIII wieku. Rynek choć powierzchniowo niewielki, zajmował powierzchnię 5% miasta intra muros - czyli zabudowy wewnątrz murów - tyle samo co w Krakowie i Lwowie.

Powierzchnie rynku i głównych ulic były utwardzone brukiem z kamienia łupanego, na środku rynku stał zaś gotycki, przebudowany w renesansie ratusz. W mieście istniały też wodociągi (od 1528), waga miejska, postrzygalnia, łaźnia wójtowska, drugi plac targowy zwany Rynkiem Solnym, 4 kościoły (kolegiata NNMP, kościół św. Marcina oraz poza murami: św. Ducha i św. Wawrzyńca), zamek (tudzież dwór), dwór Ligęzów, Dom Kanoników (zwany dziś Domem Długosza). Niezwykłą szerokosć 15 metrów (przepustowość) posiadała ulica Buska, będąca główną arterią komunikacyjną miasta i zarazem elementem szlaku handlowego z Rusi do Krakowa. Była ulicą przelotową i wiązała się z ul. Krakowską zmierzajacą do Rynku i Bramy Zamkowej. O ile wiec od południa dostać się można było do miasta tylko Bramą Krakowską i dalej podążać ulica Buską to wyjeżdżać można było albo ulicą Krakowską i Bramą Zamkową (po drodze był Rynek Główny) albo ulica Buską i Bramą Buską (po drodze był Rynek Solny).

W skrócie: miasto pełną gębą.

Srebrny wiek - stagnacja - regres (koniec XVI - połowa XVII wieku)

Wracając do dziejów Wiślicy, wypada mi wspomnieć, że między panowaniem Kazimierza Wielkiego a Jagiełły, w dobie andegaweńskiej Wislica utrzymała w pełni pozycję z epoki ostatnich Piastów. W 1378 r. panowie małopolscy zgromadzeni na zjeździe w Wiślicy wypowiadają posłuszeństwo regentowi, księciu Władysławowi Opolczykowi. W 1381 roku fatyguje się do Polski, sam król Ludwik Andegaweński i odbywa w Wiślicy zjazd z senatorami Królestwa Polskiego na temat dziedziczenia przez jego córki korony polskiej. Po śmierci króla, w 1382 roku odbywa się w Wiślicy - a gdzieżby indziej - zjazd przedstawicieli wszystkich ziem Królestwa Polskiego. W epoce Jagiełły dalej odbywają się w Wiślicy zjazdy generalne rycerstwa z Małopolski (1388, 1403, 1416, 1420, 1424, 1428), choć bywają też w Nowym Mieście Korczynie - co świadczy o tym, że rośnie konkurencja w regionie.

Od połowy XV wieku poważną konkurencję dla politycznego znaczenia Wiślicy stanowiło właśnie wspomniane Nowe Miasto Korczyn. Z początku jedyną jego przewagą był fakt posiadania wygodnego, murowanego zamku. Fakt ten zdecydował jednak o tym, że siedzibą starostwa grodowego został w 1403 r. Korczyn a nie Wiślica (mimo, że wiece sądowe odbywały się nadal wyłącznie w Wiślicy i pozostała ona stolicą powiatu sądowego). Wygodna siedziba kusić zaczęła także królów. O ile Jagiełło, mimo niewygód, przebywać wolał w Wiślicy (choć w Nowym Mieście Korczynie także często bywał), to już jego syn Kazimierz Jagiellończyk wyraźnie faworyzował Korczyn. W 1450 zwołał jeszcze zjazd generalny do Wiślicy, ale następnym razem areną zjazdu była Wiślica dopiero w 1470 roku. Nowe Miasto zostało zresztą stałą lokalizacją dla zjazdów (zwanych już sejmikami) generalnych Małopolski - przejmując w tym względzie rolę Wiślicy. Przyjmował król w Nowym Mieście poselstwa i hołdy, bywał prawie co roku, podczas gdy w Wiślicy, w przeciągu swego panowania, ledwie kilka razy (panował 45 lat).

Wraz z wielką prosperitą na zboże (od końca XV wieku), Nowe Miasto zaczęło także doganiać Wiślicę pod względem znaczenia gospodarczego, a pod koniec XVI wieku osiągnęło nad nią przewagę. Pod koniec XVI w. Wiślicę dotknęła wyraźna stagnacja, miasto przestało się rozwijać a Nowe Miasto Korczyn miało już podobną liczbę mieszkańców. W I połowie XVII wieku można mówić o prawdziwym regresie. W 1615 roku nawet na sejmie obradowano nad faktem, że w Wiślicy było 80 pustych placów (na miejscu dawnych budynków mieszkalnych) - liczbę mieszkańców ocenia się już tylko na ok. 1500. Wiślica podupadała, Nowe Miasto przeżywało zaś dzięki wiślanemu handlowi zbożowemu prawdziwy boom demograficzny i w XVII wieku przerosło Wiślicę. Następowała wyraźna zmiana warty: Wiślica traciła pozycję lidera regionu.

Należy tutaj podkreślić, że klęski żywiołowe Wiślicy nie oszczędzały. Pożary trawiły zabudowę miasta w latach: 1409, 1437, 1467, 1471, 1564, 1628. W roku 1543 i 1559 przytrafiły się dla urozmaicenia zarazy morowe; w 1502 roku miasto po raz ostatni ograbili Tatarzy. Pożary trafiały się jednak wówczas z równym natężeniem w Nowym Mieście, głównym powodem zubożenia i wyludnienia miasta był fakt zmiany przebiegu szlaku wołowego, ta zmiana powodowała omijanie przez wolarzy Wiślicy, czyli mniejsze dochody i zaniedbywanie spławności Nidy (pojawiają się informacje o zagrożeniu powodziowym - co było nie do pomyślenia w XV i XVI wieku) - co z kolei zmniejszało dochody ze spławu zboża (i tak o wiele mniejsze niż w Korczynie, położonym nad Wisłą). Brakowało pieniędzy na utrzymanie mostów, tym bardziej, że już na początku XVI wieku ucierpiało kolejne źródło dochodów miasta - monopol na handel solą, który przestał być ściśle przestrzegany a ponadto część miast otrzymała zwolnienia z obowiązku zaopatrywania się w sól w Wiślicy. Źródła historyczne z początków XVII wieku wskazują jednoznacznie na wzrost udziału gruntów rolnych w powierzchni miasta, co świadczyło, że mieszczanie wiśliccy rekompensowali utratę dochodów poprzez produkcję rolną. Na przełomie XVI i XVII wieku Wiślica była po raz ostatni areną ważnych wydarzeń ogólnokrajowych. W 1587 roku zebrali się w mieście zwolennicy elekcji Zygmunta Wazy, doszło do starcia zbrojnego między nimi a Zborowskimi, będącymi zwolennikami arcyksięcia Maksymiliana (doszło do ostrzelania miasta z armat). W 1606 roku Wiślica była miejscem zawiązania swoistego antyrokoszu czyli zjazdu rojalistów występujących przeciw Mikołajowi Zebrzydowskiemu. W burzliwej polemice tamtego czasu regalistów zwano po prostu Wiśliczanami. Po raz kolejny miasto stanęło wiec po stronie króla, będąc bazą jego zwolenników.

W skrócie: stopniowe opadanie z sił, oczekiwanie na zasłużoną emeryturę.

Upadek na samo dno (połowa XVII - połowa XX wieku)

Srebrny wiek w dziejach Wiślicy definitywnie zakończył się w 1656 roku. W tymże roku Wiślicę najechał Rakoczy, definitywnie kończąc prawie 600-letni okres, w którym odgrywała ona ważną rolę historyczną. Najazd księcia siedmiogrodzkiego - współpracującego ze Szwedami w próbie rozbioru Rzeczypospolitej - doprowadził do totalnego zniszczenia miasta. Tym razem miasto nie dało rady wrócić do dawnego znaczenia. Podstawy jego dobrobytu były już mocno nadszarpnięte przed potopem. Trudno się więc dziwić tej impotencji, skoro i państwo już się nie podniosło. Upadek Wiślicy był jednak szczególnie spektakularny. Wiślica spadła do kategorii najmniejszych i najbiedniejszych miast Rzpltej (1662 - 300 mieszkańców, 1674 - 400 mieszkańców), nie pomagały próby reanimacji podejmowane przez Jana III, władców z dynastii saskiej czy też Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wraz z II rozbiorem Wiślica utraciła funkcję stolicy powiatu (którą posiadała już wówczas wyłącznie ze względu na dawne zasługi). Nie przejął jej jednak Korczyn, którego okres świetności (ok. 1450-1650) także zakończył się w dobie potopu szwedzkiego. Powstało na pograniczu krakowsko-sandomierskim bezkrólewie. Zresztą podupadł znacznie także sam Sandomierz a Kraków nie pełnił już funkcji stołecznych. Rola całej Małopolski uległa osłabieniu a Wiślica straciła właściwie charakter ośrodka miejskiego, stając się osadą rolniczą. Wrósł także procent ludności żydowskiej i drewnianej zabudowy (np ratusz miał już w XVIII wieku tylko kamienne fundamenty).

W XVIII i XIX wieku nędza i brak materiału budowlanego przyczyniły się do niszczenia kolejnych zabytków miasteczka: zamek i część murów miejskich (m.in. bramy) rozebrano w 1766 roku, murowane kościoły św. Marcina i św. Ducha znikły do 1820 roku. W końcu XIX wieku rozebrano ratusz i resztę mocno nadszarpniętych zębem czasu murów obronnych (aż po fundamenty). Po brukowanych ulicach zostało tylko wspomnienie, wozy grzęzły w błocie. W 1819 roku po przeszło 650 latach skasowano kapitułę kolegiacką. W 1869 r. Wiślica utraciła prawa miejskie. Akurat w latach 60. XIX wieku Wiślica powróciła do liczby mieszkańców na poziomie z XV-XVI wieku, czyli około 2000. W 1915 roku dotknęła ją jednak kolejna tragedia - wojska austriackie ostrzelały z armat kolegiatę - runęło prawie całe wspaniałe sklepienie, połamały się jak zapałki potężne filary, szczęściem w nieszczęściu był fakt, że najmniej ucierpiało prezbiterium (zachowało się nawet przęsło sklepienia i łuk tęczowy) ze swoimi cennymi freskami. Z bogatego ongiś wyposażenia pozostały tylko zmasakrowane fragmenty. Ucierpiała też gotycka dzwonnica (tracąc kopułę szczytową) - natomiast bez szwanku wyszedł z pożogi wojennej Dom Długosza, osłonięty przez kolegiatę. W 1926 prof. Szyszko-Bohusz zakończył odbudowę a już dwa lata wcześniej odbudowywana świątynia odzyskała po przeszło 100 latach tytuł kolegiaty. W 1923 roku ten sam architekt dopuścił jednak do zawalenia się - i w konsekwencji rozebrania - dwóch romańskich wież będących pozostałością po kolegiacie z I połowy XIII wieku. W dwudziestoleciu międzywojennym Wiślica wiodła żywot sennego miasteczka o dużym odsetku ludności żydowskiej (70%). II wojna światowa nie przyniosła w zasadzie żadnych zniszczeń a po wojnie, w 1949 rozpoczęły się badania archeologiczne, które przywróciły Wiślicy część dawnej chwały.

W skrócie: bolesne przejście na emeryturę i nędzna wegetacja niepotrzebnego nikomu staruszka.

Podsumowanie i dzień dzisiejszy (połowa XX - pocz. XXI wieku)

Rezultaty badań archeologicznych rozsławiły na powrót imię Wiślicy w Polsce. Zaczęto baczniej analizować jej dzieje, powstało mnóstwo hipotez, przeprowadzano kolejne badania, wydawano kolejne monografie. Rozkwit na kanwie naukowej odbił się pozytywnie na losie samej Wiślicy. W ramach akcji "tysiąc szkół na tysiąclecie" powstał gigantyczny - jak na wielkość osady - budynek szkolny, zbudowano muzeum, doczekała się Wiślica w latach 50. elektryfikacji i ponownie doświadczyła wodociągów. Stała się miejscem turystycznym a nawet wypoczynkowym (kąpielisko nad Nidą). Całe szczęście, że decydenci nie wpadli natomiast na pomysł budowy jakiegoś socjalistycznego osiedla z wielkiej płyty...

Dwukrotnie stolica udzielnego księstwa, ważny punkt strategiczny, miejsce przeprawy przez Nidę o wybitnych walorach obronnych, ważny gród kasztelański, siedziba powiatu (w latach 1365-1793), starostwa niegrodowego, kapituły, prepozytury i archidiakonatu, miejsce wielu wieców sądowych i zjazdów rycerstwa. Ulubione miasto królów, centrum nauki i sztuki, miasto położone w bardzo gęsto zaludnionym regionie na ważnych szlakach handlowych, zwane przez średniowiecznych kronikarzy urbs famosissima bądź urbs gloriosa (Kadłubek). Miejsce gdzie istniało w przeciągu dziejów 9 obiektów sakralnych (kolegiata gotycka, tzw. kościół romański I z grobem księcia Henryka Sandomierskiego, tzw. kościół romański II czyli trójnawowa, dwuwieżowa kolegiata romańska, 2 rotundy książęce na Regii i 4 mniejsze kościoły (p.w. świętych: Mikołaja, Marcina oraz za murami: Ducha i Wawrzyńca). Dość powiedzieć, że przed totalnym zniszczeniem przez Tatarów (1241) istniały w Wiślicy: rotunda, kościół św. Mikołaja, wspaniała kolegiata romańska p.w. św. Trójcy i kościół św. Marcina (tylko ten ostatni był drewniany). Oprócz tego w przeciągu dziejów istniały w Wiślicy: dwór królewski, dwór Ligęzów, 2 palatia książęce, 2 obronne grody - na wyspie i na Regii, mury obronne z 3 bramami i przynajmniej kilkoma basztami, 2 rynki (właściwy i solny), ratusz, dom kanoników itd.

Które z tych obiektów zachowały się do dziś można przeczytać w dobrym artykule o Wiślicy w wikipedii, brakuje tam tylko wpisania na listę zabytków zachowanego układu średniowiecznego miasta, poza granice którego Wiślica nie wyszła zabudową do dnia dzisiejszego. Wspaniała jest więc panorama wsi z lotu ptaka, czy choćby z lotu satelity, tylko mury miejskie trzeba sobie w wyobraźni domalować :)

Wiślicy nie grozi odzyskanie praw miejskich. Niemniej nowe władze gminne uczyniły ostatnio wiele dla aktywizacji turystycznej miejscowości. Wiślica od dawna jest postrzegana jako pomnik historii, a pozycję tą może jeszcze wzmocnić, bo jest miejscem dobrze rozpoznawalnym przez turystów. Kolegiata jest już bazyliką (2005), powstały parkingi, odsłonięto freski w Domu Długosza, przeniesiono tamże część ekspozycji muzeum, udostępniono szerokiej publiczności podziemia kolegiaty, wydano foldery, pocztówki a nawet reklamówki foliowe z wizerunkami zabytków Wiślicy. Sławne imię Wiślicy nie zaginie.

Ja zaś liczę, że w tym roku po raz 12. znajdę się w tym miejscu - tak skromnym dziś i zaściankowym a zarazem tak pięknym i magicznym. To tu pisał część swych dzieł Jan Długosz, to tu rycerz Gniewosz musiał odszczekiwać na Psiej Górce pomówienie królowej Jadwigi o zdradę, to tu Łokietek modlił się do romańskiej płaskorzeźby Madonny, której kult poświadczony jest historycznie od XV wieku. Tutaj spoczywa też jedyny polski krzyżowiec z prawdziwego zdarzenia - człowiek równie niezwykły jak miejsce jego wiecznego spoczynku - sandomierski desperado.

W skrócie: prawie 1000 lat na karku i bez szans by przeżyć to (prawa miejskie) jeszcze raz - a jednak nawet w tym wieku można cieszyć się życiem.

Cieniem kładzie się na przyszłości Wiślicy jedynie czyn światłego biznesmena, który postanowił przypomnieć wszystkim starą, jeszcze XVI-wieczną maksymę: "prawo jest jak pajęczyna, bąk się przebije, muchę zatrzyma".

Zdjęć brak - bo nie chce mi się skanować starych a cyfrowych nie posiadam.

LITERATURA:

Piotr Kardyś, Wiślica w średniowieczu i w okresie wczesnonowożytnym. Studia z dziejów miasta, Kielce 2006 - znakomita monografia Wiślicy zbierająca w całość wszystko co o jej dziejach wiemy (ponad 30 stron bibliografii).

 
1 , 2