| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Ciekawe blogi
Dobra prognoza
Fotograficznie
Geograficznie
Mapy i plany
Rowerowo
Z innej strony
Zabytkowo
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
poniedziałek, 10 października 2016
Gdzie ta jesień? W górach też jej nie ma...

Gwiżdżący prolog

  Wstałem kilka minut po czwartej, przed piątą byłem już na rowerze. Jechałem z Chorzowa do Podlesia przez Lasy Kochłowickie i w poblizu Stargańca. Tradycyjnie łanie mnie lekceważyły, dopiero gwizdanie powodowało że ruszały lustra z drogi. Poruszający się w nocnej ciszy rowerzysta jest przez kopytne permanentnie ignorowany, traktowany jak powietrze. Narusza to moje poczucie ważności i wyższości gatunkowej. Z drugiej strony na ul. Owsianej, tuż porzed przejazdem kolejowym stadko saren skupiło się wokół latarni i wyglądały pięknie, tajemniczo, jak w nieziemskiej poświacie. Zamiast wyjąć aparat - gwizdnąłem, no cóż, pośpiech jest złym doradcą.

 Szczęśliwie zdąrzyłem dzięki temu gwizdnięciu na pociąg (o 5:35) w Katowicach-Podlesiu, peronik był bowiem opleciony taśmami a na ziemi leżała kartka z napisem "peron 1 wyłączony z użytkowania". Ledwo to przeczytałem zobaczyłem światła pociągu i niemal natychmiast rzuciłem się do przeprowadzania roweru przez tory. Rozległ się potężny gwizd (tym razem lokomotywy, nie mój), ale uniknąłem wprasowania w tory.

czwartek, 28 stycznia 2016
David Byrne i jego "Dzienniki rowerowe"

Na początku roku korzystając z chwili luzu, z braku laku, wypożyczyłem w bibliotece Dzienniki rowerowe. Autor tychże - David Byrne - lider grupy Talking Heads, nie znalazł się nigdy w sferze moich zainteresowań. Zdecydował zatem nie jego dorobek muzyczny a tytuł książki. Nie spodziewałem się niczego szczególnie ciekawego. To miała być lektura do poduszki, bo cenniejszych pozycji nie udało mi się wypożyczyć. Książka przeleżała na półce 2 tygodnie i chyba tylko zbliżający się nieuchronnie termin zwrotu skłonił mnie do naruszenia jej nietykalności.

Każdy lubi się pozytywnie rozczarować. Byrne okazuje się człowiekiem o szerokich horyzontach i niezwykłej pasji poznawania otoczenia. Autor książki ma swoje poglądy, także polityczne, których nie ukrywa. Potrafi jednak od czasu do czasu zdobyć się na całkowicie obiektywną refleksję, na własne niezwykle celne spostrzeżenie. Mnóstwo razy się z nim nie zgadzałem i równie często zgadzałem. Tytuł książki jest bardzo mylący, skala i kaliber poruszanych tematów robią wrażenie. Od wolności mediów po prostytucję, od zagrożeń dla istnienia planety po rozmyślania na temat kasku rowerowego (W kasku generalnie każdy wygląda jak głupek). 

sobota, 29 grudnia 2012
Krynickie życzenia nowroczne

  Beztroski w Nowym Roku wszystkim życzę. Bądźcie uparci i wytrwali w swoich postanowieniach jak Nikifor Krynicki - na pewno Wam się uda i osiągnięcie cel. Życzę Wam też, abyście jak Nikifor mieli gdzie wracać.

Rok z Nikiforem

To była dla mnie nowość - pomnik Epifaniusza Drowniaka w krynickim Parku Zdrojowym.
Tagi: krynica
17:31, stradovius , Refleksje
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
Czas wracać na rower

W miesiącu boga wojny (Marsa) nie zdarzyło mi się udzielać na blogu. Zapewne z racji wielu wyjazdów służbowych i szkoleń. Ostatni wpis zakończyłem jednak zobowiązującym hasłem "byle do wiosny, czas wracać na rower"...

Przez cały luty negocjowałem sobie cenę mojego nowego dwukołowca. Negocjacje zakończyły się sukcesem. W tym roku będę miał do dyspozycji aż trzy egzemplarze/wcielenia jednego z największych wynalazków człowieka - roweru. Z racji zróżnicowanego wieku te zacne sprzęty pozwalają na wgląd w chronologię postępu technologicznego przełomu wieków (roczniki 1995, 2007, 2012).

Stary Olpran Spirit

Najstarszy w tej stawce jest czeski weteran pamiętający pierwsze większe eskapady licealne i pierwszą magiczną "setkę". Stary treking Olprana jest moim rowerem rezerwowym w dojazdach do pracy w słotne dni. Dożywa swoich dni z godnością, zimą trochę przy nim majstrowałem i jeszcze tysiąc - dwa tysiące kilometrów powinien przejechać. Drugi w kolejności chronologicznej to ciągle jeszcze kompletowany rower wyprawowy o wyporności każdego z kół na poziomie prawie 150 kg. Przekształcam go z polskiego crossa marki nomen-omen Kross. Zdjęcia nie zamieszczę, bo czekam na efekt finalny (akcesoria, akcesoria). Trzeci zaś to maszyna do zadań specjalnych. Pochłaniacz kilometrów przystosowany do długich samotnych eskapad (wzmocnione obręcze i ciężke choć wąskie nieprzebijalne i legendarne opony Schwalbe Marathon). Formalnie jest Bawarczykiem, ale wszystkie istotne części produkowano w Indochinach... 

Najtańszy szosowy model zyskującej coraz większe uznanie marki Haibike ujął mnie praktycznością. Silne obręcze, sztywna i lekka rama, jednorodny napęd i atrakcyjna cena. Myślałem nawet nad znacznie droższymi modelami, ale we wszystkich bez wyjątku musiałbym wymieniać obręcze (14-24 szprychy) na takie, które dają radę na polskich drogach. Po przejechaniu pierwszych 200 km stwierdzam, że obsesja na punkcie wytrzymałości kół nie była bezzasadna; oj nie! 

Nowiutki Haibike Tour SL

Nie zamierzam kupować przynajmniej do końca października choćby jednego bileciku sygnowanego podpisem KZK GOP. Bojkot nie dotyczy oczywiście innych przewoźników, szczególnie kolei. Spieszę się kochać spółkę Regio bo wiele wskazuje na to, że długo nie będzie już obecna w województwie śląskim. Oby znów ruszyli z promocją "kolej na rower". Polecam każdemu. 

Jeśli ktoś z czytających te słowa jeździ czasem pociągiem na linii Bukowno-Sosnowiec-Katowice-Tychy (w różnych wariantach) być może będzie miał szczęście i spotka pewnego konduktora. Pan jest przeciwieństwem tramwajowego/autobusowego kanara. Nie muszę chyba dodawać, że świadczy to na jego korzyść. Takiej pogody ducha i życzliwości wobec pasażera ze świecą szukać nawet wśród konduktorów PKP, których oceniam bardzo pozytywnie (z nielicznymi tylko wyjątkami).

PS

Gdzie ta wiosna? 

wtorek, 21 lutego 2012
Starcie z bezczelnym kanarem i jego równie bezczelnym pracodawcą

W ogłoszonym niedawno wyroku w sprawie stanu wojennego padło wobec WRON określenie "związek przestępczy o charakterze zbrojnym". Mnie ciekawi jak równie prawdziwie i chwytliwie określić KZK GOP - oficjalnie jest to Komunikacyjny Związek Komunalny Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego.

Dopiero od stycznia bieżącego roku 2012 postanowił ów podmiot wprowadzić do sprzedaży bilety czasowe. Wcześniej, przez ponad 20 lat swego istnienia dyskryminował mieszkańców centrum tego okręgu faworyzując mieszkańców peryferiów. Dyskryminacja ta przybierała wymiary wręcz groteskowe. Taryfa opierała się na idiotycznych miejscami granicach administracyjnych. Otóż mieszkaniec Dąbrowy Górniczej, dzielnicy Błędów płacił za przejazd 20 km w linii prostej (do centrum tegoż miasta) kwotę 2,80 zł. W tym samym czasie mieszkaniec Świętochłowic jadąc w linii prostej niecałe 3km do najbliższego hipermarketu Auchan (zach. rubieże Katowic) płacił u tego samego przewoźnika 4,20 zł i musiał wykupić bilet na "3 i więcej gmin". Jak to wygląda w odległościach rzeczywistych? Mieszkaniec Świętochłowic płacił 4,20 za przejazd odległości 3,4 km. Mieszkaniec Dąbrowy Górniczej płacił 2,80 za odcinek 24 km. 

Dlaczego o tym piszę? W listopadzie skończył mi się bilet kwartalny i z racji niewielkiej liczby dni pracujących w grudniu nie kupiłem kolejnego. Gdybym chciał jechać z przystanku do którego mam najbliżej (800 m), znajdującego się jeszcze na terenie gminy Chorzów płaciłbym za bilet 3,40. Nigdy więc z niego nie jeździłem czyniąc to z przystanku położonego 400 metrów dalej (już w Katowicach). Oficjalnie dla zdrowia -  w praktyce ze zdrowotnością grudniowych biegów na przystanek różnie bywa - w rzeczywistości dla oszczędności . Tak czy owak świadomość płacenia 3,40 zł za 3,20 km rodzi co najmniej poczucie pokrzywdzenia. Wystarczy obliczyć ile by kosztował przy tej taryfie bilet do Gdańska. 5 grudnia nie mając do wyboru taryfy czasowej, w obliczu spóźniającego się tramwaju poszedłem pieszo i wsiadłem do niego dopiero na ostatnim odcinku (1,2 km do przystanku docelowego). Własnie tam trafiłem na kontrolę. Miałem oczywiście pęk biletów, ale żaden nie był skasowany.

Nie, nie tłumaczyłem się spóźnieniem tramwaju, ani złodziejską opłatą, przyznałem się po prostu do jazdy bez ważnego biletu i wykonywałem bez słowa polecenia kontrolera. No cóż, widziałem to wielokrotnie i kontroler zawsze zaczynał od żądania (jak twierdzi KZK GOP "prośby") okazania dowodu osobistego. Wtedy nie wiedziałem, że praktyka łamania prawa jest na porządku dziennym; nie wiedziałem, że to łamanie prawa. Wystarczyło skojarzyć zapisy z taryfy, której wyciąg jest w każdym tramwaju/autobusie, ale sprawa mnie nigdy nie dotyczyła (95% przejazdów w roku dokonuję na bilecie kwartalnym sieciowym), więc nigdy nie skojarzyłem; aż do 5 grudnia 2011.

Gdy chciałem zapłacić na miejscu opłatę dodatkową (miałem akurat portfel wypchany banknotami i monetami o wszelkich nominałach), by uniknąć zawyżenia tej opłaty z "kredytowej opłaty dodatkowej" (różnica kwot oscyluje między 82,80 a 102,80/142,80 w zależności do tempa wpłaty + opłata pocztowa) kontroler poinformował mnie ze złośliwym uśmieszkiem (autentycznie), że już "mu się wstawiło 100 i nie może tego cofnąć". Dopiero wtedy podniosłem głos, żądając możliwości uiszczenia opłaty na miejscu - zgodnie z taryfą. Po raz drugi odmówił. Powtórzyłem to, a właściwie wykrzyczałem wszystkim w tramwaju, pokrzyczałem o korzyści majątkowej jaką w ten sposób przyjął (i zdania nie zmieniam, bo faktów nie sposób obalić) i wyrwałem mu druczek opłaty (razem z kopią). Pan zaczął mi grozić policją, podbiegł jego kompan i powtórzył groźbę na co chętnie się zgodziłem i czekając na to wezwanie popełniłem jedyny błąd - oddałem druk, dodając zgodnie ze stanem faktycznym, że został wydany niezgodnie z prawem, dzięki wyłudzeniu moich danych, do których nie posiadają żadnych praw, bo chciałem uiścić opłatę na miejscu a do tego moje dane nie są im potrzebne.

Gdy tylko oddałem kontrolerom druk, czmychnęli z tramwaju. Nawet nie zdążyłem zareagować. Tak działa na ludzi przepis o ujęciu przez kontrolera. Oddałem im druczek, bo był ich własnością (KZK GOP). Oni zaś z całą świadomością okoliczności w jakich pozyskali moje dane, przetwarzali je dalej. Gdy dostałem wezwanie do zapłaty kwoty 142,80 zł, jeszcze tego samego dnia wysłałem mejla do KZK GOP z żądaniem natychmiastowego zaprzestania przetwarzania moich danych osobowych pozyskanych w wyniku naruszenia Prawa przewozowego i Ustawy o ochronie danych osobowych. Dzień później zjawiłem się w "wypasionej" siedzibie KZK GOP i osobiście złożyłem żądanie w nieco innej formie (bardziej merytorycznej). W pismach od razu zaznaczyłem, że ani chwili nie kwestionowałem swojej jazdy bez ważnego biletu, podałem nawet paragraf jaki załamałem informując też o licznych paragrafach złamanych przez kontrolera, o podejrzeniu celowości tego działania, dodając - zgodnie z faktami - że posiadam dane świadków zdarzenia.  Oto co odpisał KZK GOP:

Odpowiedź KZK GOP

To pismo ma wielką wartość edukacyjną, pokazuje mentalność i logikę bezkarnych organizacji typu KZK GOP. Co do pierwszego akapitu sam opisałem w swoim piśmie te wszystkie dane. Hasło o bezsporności nie jest więc odkrywcze... 

W drugim akapicie poza przyznaniem mi racji jest zwrot który mnie zbulwersował i jest główną przyczyną tego wpisu: z całą stanowczością (...) nie było intencją kontrolera wyłudzenie danych osobowych czy też wystawienie wyższej opłaty. Nie? To co to było??? Może mi ktoś wyjaśnić?

W trzecim akapicie jest o moich "tezach". KZK GOP serwuje mi prawdy "bezsporne" ja zaś szaraczek jedynie "tezy". KZK GOP jest tak wspaniałomyślne, że postanawia naliczyć mi jednak opłatę prawidłowo, bez naruszania prawa. Najlepsze na koniec:

Dopiero po uregulowaniu tej kwoty zostaną usunięte pana dane osobowe z bazy danych KZK GOP

Czyli KZK GOP ma prawo obracać moimi danymi zebranymi z naruszeniem ustawy i moje uzasadnione żądanie natychmiastowego zaprzestania ich przetwarzania KZK GOP nie obowiązuje? Zwracam uwagę, że ja chciałem zapłacić opłatę dodatkową, to KZK GOP w osobie kontrolera nie chciał jej przyjąć! Dlaczego nie chciał? Bo nie przyjmując skazywał mnie na wyższą opłatę! Łapownictwo bierne? A co z prowizją kontrolera za wystawienie druczku? 

Czy w świetle tego pisma oraz jak się okazuje powszechnej praktyki wyłudzania danych osobowych można nazwać KZK GOP organizacją przestępczą o charakterze transportowym?

 

PS 

Uzyskałem 60 zł "upustu", tylko, że kwoty 142,80 zł i tak bym nie zapłacił i nikt by mnie do jej zapłacenia nie zmusił. Co mam teraz zrobić? Zamierzam zapłacić te 82,80 zł dlatego, że tego właśnie chciałem w tramwaju. Tylko czy zostawić to bagno bez interwencji? Cóż mogę zyskać? Interwencję GIODO i satysfakcję z pstryczka w nos, ale nic więcej. Tylko niepotrzebne nerwy i opłaty... "Stanowczo" niewinny KZK GOP będzie w tym czasie dalej kontynuował proceder wyłudzania danych i podwyższania opłat. Niech żyje KZK GOP - najwspanialszy związek komunalny w Polsce. 

Byle do wiosny, czas wrócić na rower.

 
1 , 2 , 3