| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
Ciekawe blogi
Dobra prognoza
Fotograficznie
Geograficznie
Mapy i plany
Rowerowo
Z innej strony
Zabytkowo
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
środa, 22 czerwca 2016
Nieopodal Wiślicy

Dawne wiślickie przedmieście św. Wawrzyńca. Pierwotnie miejsce lokacji miasta Wiślicy (spór własnościowy księcia z Kościołem). Dziś jest to osobna wieś Gorysławice, niewiele mniej ludna od stolicy gminy.

Tuż przy drodze do Wiślicy posadowiono tu, na litej skale bez fundamentów, typowo ponidziański kościółek. Jest malowniczy, kamienny i stary - spełnia wszystkie nadnidziańskie kryteria. Jest też niemal stale zamknięty, bo parafialnym kościołem Gorysławic jest od przeszło 200 lat obszerna wiślicka kolegiata. Kościół św. Wawrzyńca pozostaje w głębokiej rezerwie, jako filialny. Jest nieco zaniedbany i rzadko otwierany. Opisuję jednak kościółek na Ponidziu, jest więc oczywiste, że do środka warto zajrzeć. 

poniedziałek, 06 lipca 2015
W nadnidziańskim stepie

Nie mogłem sobie odmówić na przełomie czerwca i lipca wypadu na Ponidzie. Zacząłem od Sobkowa (dokąd dotarłem koleją) a zakończyłem w Chorzowie. Tematem przewodnim był step gipsowy. To on czyni Ponidzie odmiennym krajobrazowo i właśnie ten niezwykły pejzaż - jakże miły dla mnie - chcę wam pokazać. 

Na początek Góry Pińczowskie - od tych malowniczych wapiennych (jeszcze nie gispowych) wzgórz zaczyna się dla mnie klasyczny nadnidziański pejzaż.

czwartek, 28 marca 2013
Dobrowoda - kwintesencja prowincjonalnego piękna

Kiedyś na pewno będzie wiosna a skoro o wiośnie mowa to nie mogę nie zaprosić na Ponidzie. Zamiast pchać się na początku maja w zatłoczone wówczas góry sprytniej jest zapuścić się w regiony mniej popularne, np. Ponidzie.

Dobrowoda

sobota, 16 marca 2013
Pomnik wdzięczności (bez Armii Czerwonej)

Zadziwiające są tryby historii. Potrafią zetrzeć w pył wielkie dzieła architektury a zarazem nie uczynić krzywdy tym małym, podrzędnym, prowincjonalnym. Gdzieś w lukach tej potężnej dziejowej niszczarki prześliźnie się czasem bez uszczerbku jakiś drobiazg. To trochę tak jakby krwiożercza bestia dziejów nasyciwszy trzewia zabytkową zabudową pobliskiego Pińczowa wzgardziła tak skromną przekąską.

Wojny jakoś nie pofatygowały się by zniszczyć jedyny zabytek we wsi Włochy. On zaś bezczelnie prosił się o guza, jak każdy posadowiony tuż przy drodze wielki monument. Nic mu się jednak nie stało - zapewnił swemu twórcy miejsce w katalogu zabytków sztuki. W ten sposób anonimowy i nieco egzaltowany Walenty Kącki wniósł swój wkład w dziedzictwo Rzeczypospolitej.

     Włochy, pomnik z 1609 r.

poniedziałek, 04 czerwca 2012
Z sakwami w nadnidziańskim stepie

Dawno już temu zacząłem liczyć dni spędzane na Ponidziu i mój niedawny rajd uzupełnił tą statystykę o dni nr 288 i 289. Wszystko zaczęło się oczywiście na dworcu w Katowicach.

Napakowany z tyłu

Więcej już by się w tej konfiguracji nie zmieściło, zestaw jest w pełni wodoodporny ;) W rezerwie zostały jednak jeszcze przednie sakwy (w domu). 

Na początek skorzystałem z pomocy pociągu (do Charsznicy, linią na Sędziszów  - do której mam sentyment równie wielki jak do Ponidzia). Tamże miałem okazję zapoznać się z kilkoma kolejarzami, w tym 69-letnim panem, który przejechał na rowerze w zeszłym roku ponad 13 000 km (!). Potem przez Miechów i malowniczą Wyżynę Miechowską znakomitymi jakościowo i pustymi drogami do Działoszyc. W Działoszycach położonych na skraju Ponidzia zrobiłem krótką przerwę i skierowałem się dalej do Czarnocina. To była pierwsza na mojej trasie wieś z charakterem. Jest tu oryginalny kościół gotycki z obronną wieżą i zachowanymi detalami architektonicznymi. Jest tu także tajemniczy kopiec zwany mogiłą ariańską mający proweniencję przedchrześcijańską. Na tym sporych rozmiarów obiekcie postawiono w XVIII wieku figurę, która jak to na Ponidziu - stoi tam do dziś .

Tajemniczy kopiec w Czarnocinie

Dalej jechałem przez pięknie położoną wieś Pełczyska, wieś sławną z odkryć archeologicznych. Oczywiście moim celem była jeszcze bardziej sławna z odkryć Wiślica. Zanim jednak po raz czternasty w życiu znalazłem się na wiślickim ryneczku chciałem zrobić kilka cyfrowych fotek pięknemu, choć tylko neogotyckiemu, kościołowi w nadnidziańskim Jurkowie. Nie udało się - trafiłem na ślub. Po wizycie w Wiślicy wyruszyłem na północny-wschód doskonale mi znanym szlakiem gotyckich piękności, bo na takie miano zasługują cztery położone blisko siebie gotyckie świątynie: w Wiślicy, Gorysławicach, Chotlu Czerwonym i Dobrowodzie. To kwintesencja Ponidzia. Zabytki, rezerwaty stepowe i spokój. 

Typowy pejzaż Ponidzia - gipsowe wzgórze stepowe

Typowy gotyk ponidziański

Oczywiście malowniczy kościół w Chotlu wybudowano na gipsowym wzgórzu (jest tam nawet odsłonięcie geologiczne-pomnik przyrody i jaskinia zwana "kuchnią proboszcza"). Kościół w pobliskich Gorysławicach - równie malowniczy - posadowiono wręcz na litej gipsowej skale, bez fundamentów). Na gipsowych wzgórzach wzniesiono też kolegiatę wiślicką i kościół w Dobrowodzie (oczywiście równie malowniczy).  

Z Dobrowody, gdzie miałem szczęście i trafiłem na otwarty kościół (przed bierzmowaniem) skierowałem się przez Szczaworyż do Buska (ta sielska, nieco senna atmosfera uzdrowiska!) a stamtąd w okolice Szańca by nabrać trochę wody w dobrze mi znanym źródełku. Po uzupełnieniu zapasów ulokowałem się na nocleg w pobliżu wsi Grochowiska (miejsce dosyć znanej potyczki z czasów powstania styczniowego). Ulokowałem się w dobrze mi znanym miejscu - na majdanie po wypalonej leśniczówce. Były tu wszelkie wygody tzn. miękkie podłoże (dla namiotowych śledzi), bujna trawa (dla mnie), osłonięcie od leśnej drogi przez żywopłot z grabów (znakomita ochrona przed ciekawskimi), oddalenie od wsi i skowytu podwórkowych kundli. Niestety było jeszcze jedno: podniecony samiec gżegżółki, który kukułczył przez calutką noc a ulokował się bezczelnie tuż nad moim namiotem. Gdybym wiedział, że o tej porze kukułki nawijają przez całą noc to wygramoliłbym się z ciepłego śpiwora i przepędził tego kukuła-seksoholika na cztery wiatry.  

Moje obozowisko

Kukułka ułatwiła mi pobudkę o pierwszym brzasku. Zgodnie ze szczegółową prognozą jaką oglądałem przed wyjazdem dokoła panowała jednak nieprzenikniona mgła i skroplenie wilgoci na tropiku było wyjątkowo intensywne. Nie zachęcało to do wychodzenia i dopiero przed siódmą zwinąłem manatki by wyruszyć na spotkanie najbliższych mi stron wakacyjnych.

Najpierw chciałem dotrzeć na północne rubieże "mojej wsi" Bogucice, do zamierającego, acz w związku z tym bardzo malowniczego przysiółka Parcelanty. Tutaj moi rodzice chcieli kupić kiedyś "własną chałupę wakacyjną", ale facet się uparł i postawił cenę zaporową. Gdy już miałem dojechać do tego gospodarstwa objawił się przede mną gość, który ewidentnie nie wyglądał na miejscowego. Wkrótce okazało się, że mam przyjemność ratować balonowych rozbitków.

Po spakowaniu gratów, gdy wyruszyłem w dalszą drogę, przed Parcelantami zaczęły dochodzić mnie niepokojące dźwięki jakiejś dmuchawy, zacząłem się intensywnie zastanawiać co to może wydawać takie nieludzkie dźwięki w środku lasu w niedzielę rano? Rozbitek dał mi szybką odpowiedź. Piękny lot z Tarnowa do Pińczowa nie zakończył się szczęśliwie. Operator balonu intensywnie próbował wymóc na nim wzbicie się w powietrze (stąd te dźwięki) zaś nieco wystraszony pasażer próbował ustalić miejsce swej lokalizacji. Bo ekipa techniczna nie wiedziała gdzie ma trafić. Straciłem trochę czasu, ale wytłumaczyłem szczegółowo co i jak.

Parcelanty

Zaliczyłem zatem dobry uczynek na dobry początek dnia. Udało mi się przebić przez piachy do wsi Włochy, gdzie nie ma już przystanku z pięknym graffiti "Słoneczna Italia wita" - szkoda...  Do Włoch chciałem zaś koniecznie trafić nad ranem, gdy dobrze oświetlony jest niezwykły pomnik lizusostwa czyli monument wystawiony ku czci Zygmunta Myszkowskiego w 1609 roku przez jego egzaltowanego dworzanina. Nie wiem czy jest gdzieś w Polsce starszy zabytek tego typu, tym bardziej wątpię by był gdzieś starszy z zachowaną polską inskrypcją. To właściwie pochwalny monolog z niewielkimi elementami własnej autopromocji wyryty przez sługę uwielbiającego swego pana. 

Wieś Skałki

W tle widać zabudowania Pińczowa i wznoszące się nad miastem Góry - a jakże - Pińczowskie

Z Włoch wyruszyłem do Pińczowa by spod kaplicy św. Anny (najpiękniejsza renesansowa wolnostojąca kaplica kopułowa w Polsce) obejrzeć panoramę tak dobrze mi znaną i bliską. Panoramę Ponidzia z położonym u stóp kaplicznego wzgórza "starym pielgrzymem dziejowym" Pińczowem. Jeśli będziecie kiedyś w Pińczowie zacznijcie zwiedzanie właśnie od tego punktu (można podjechać samochodem pod kaplicę dobrą szutrówką od strony wsi Włochy). 

Panorama

Ze wzgórza kierunek mógł być tylko jeden - Bogucice Skałki. Zawiodła mnie w Skałkach górka Jochimka, o tej porze prawie bezkwietna. Chałupę minąłem szybko na zjeździe a to co widziałem było wystarczająco przygnębiające. Następnym celem były Krzyżanowice, obowiązkowy cel dawnych wakacyjnych pieszych wycieczek po Ponidziu. Wieś z klasycystycznym kościołem o wysmakowanej architekturze i wnętrzu, dzieło autorskie Hugo Kołłątaja, m.in. tutejszego proboszcza. Celem rodzinnych wycieczek był jednak zawsze nie tyle kościół co wspaniały rezerwat stepowy (największy powierzchniowo rez. stepowy na Ponidziu) położony na stromym wydłużonym wzgórzu. Niestety tym razem bezkwietny, jakby kaleki, to nie są moje Krzyżanowice:

Rezerwat

Z Krzyżanowic w typowo ponidziańskim, tak bliskim mi pejzażu, do prastarej Zagości; trudno zliczyć ile razy tu byłem. Tutejszy gotycko-romański kościół jest godny Ponidzia. Trochę zszokowało mnie, że moda na piaskowanie historycznych budowli poczyniła na Ponidziu takie postępy (Młodzawy, Szaniec, kaplica św. Anny w Pińczowie, Zagość). Najdotkliwiej ubodło mnie to w Szańcu, który ma neogotyckie wyposażenie wnętrza a teraz także z zewnątrz wygląda neogotycko...

Doskonałości nie da się poprawić

Kościół zagojski został w mniejszym stopniu zbeszczeszczony opiaskowaniem. Ten obiekt ma w sobie tyle wiekowej godności (stoi tu przeszło 800 lat), że nie utracił "tego czegoś". Co się jednak stało z patyną dziejów? Znam wszystkie argumenty za piaskowaniem i nie jestem przekonany, bo to po prostu usuwanie warstwy kulturowej. Takie zabiegi "konserwatorskie" przypominają mi dawne pomysły "poprawiania gotyku" w XIX wieku czy restaurowania gotyckich fresków w XIX-wiecznych Niemczech przy pomocy farb olejnych - w efekcie czego są dziś nie do uratowania. Jednym słowem chcę powiedzieć, że usunięcie zerodowanej warstwy może być za kilka lat oceniane nie jako zabieg konserwujący a dewastujący i niszczący bezpowrotnie warstwę zewnętrzną, kto przewidzi rozwój techniki?  

Wola Zagojska

Oczywiście te wzgórze skrywa swoją niespodziankę, bardzo wydajne wywierzysko krasowe. Źródeł (oczywiście także mineralnych) na Ponidziu nie brakuje, trzeba tylko wiedzieć gdzie ich szukać.

W każdym razie nie miałem czasu by rozmyślać nad nową modą konserwatorską, miałem bowiem dwie godziny opóźnienia w stosunku do pierwotnego planu. zaczęła się walka z czasem, którą ostatecznie wygrałem. W drodze do Krakowa minąłem oczywiście kilka ciekawych, ale dobrze mi znanych punktów takich jak: Bejsce, Hebdów, Niepołomice, Staniątki. Wspomnę tylko, że most na Wiśle w Nowym Brzesku jest tak złośliwie zaprojektowany by mieścił się na nim tylko samochód albo tylko rower. Most z ruchem jednostronnym, bo jezdnia jest jednopasmowa. Jest niby chodnik dla pieszych ale nie spełnia warunków ustawowych bym mógł po nim jechać rowerem (szerokość), jest tak wąski, że z moim sporym bagażem nie miałbym szans przejechać bez zahaczenia o coś ze skutkiem prawdopodobnie śmiertelnym. Jechałem więc jezdnią (brak znaków dotyczących tego co może a albo nie może rowerzysta na tym moście, jak to w kraju nad Wisłą często bywa) wyciągając tyle ile byłem w stanie, ale i tak sznurek wściekłych kierowców rósł w zastraszającym tempie. Kilka uwag usłyszałem, ale od czekających po drugiej stronie. 

Jeszcze jeden obrazek z Ponidzia

Zanim dojechałem do tego nieszczęsnego mostu zachwycił mnie po raz kolejny pejzaż tzw. Działów Proszowickich (Proszowskich), no i widok z drogi nadwiślańskiej w kierunku Hebdowa i widocznych w tle gór. Coś pięknego. Zebrałem ze sobą dokładnie 29 kg bagażu (razem z 3 litrami napojów) i wyglądało to już przyzwoicie ;) Bagaż był celowo trochę na wyrost - formę trzeba kształtować świadomie, jednakowoż kamieni jak Małysz nie brałem...

Bilans dwóch dni zakończył się cyfrą prawie 500 km, z czego 293 przejechanych własnonożnie. Pogoda była wspaniała, wszystkie odwiedzone miejsca znałem już wcześniej, przyjemność z jazdy po Ponidziu jest jednak zawsze taka sama. Polecam każdemu (problem może być z noclegiem innym niż agroturystyka albo masówka sanatoryjna w Busku), z doświadczenia wiem, że Ponidzie trzeba smakować latami, by móc powiedzieć że się je poznało. Ja poznałem. 

Nidzica

Zabytków rodem ze średniowiecza i renesansu jest na Ponidziu mnóstwo, wśród kościołów tutejszych stanowią wręcz większość. Większość z nich ma niebagatelne znaczenie dla historii sztuki. Typowym elementem są przydrożne świątki, najstarsze pamiętają XVI wiek a najbardziej malownicze są te XVIII-wieczne, pamiętające jeszcze I Rzeczpospolitą. Prezentowania tych obiektów celowo unikałem, tematem przewodnim miał być nadnidziański pejzaż. Chyba przeoczyłem sfotografowanie Nidy, ale zaręczam jej malowniczość (stopień zmeandrowania możecie ocenić sami na mapach). Ponidzie mimo licznych zmian jakie tu zaszły na przestrzeni przeszło 20 lat mojego poznawania wciąż ma swój niepowtarzalny klimat, ten gipsowo-stepowo-zabytkowy klimat. 

PS

Zabrakło mi tylko jednego - naglący czas uniemożliwił mi wizytę w starym kamieniołomie w Gackach, nad pięknym jeziorem Podkowa. To zawsze był - obok Krzyżanowic, Pińczowa, Grochowisk i łąk nadnidziańskich obowiązkowy punkt corocznych wakacyjnych wizyt.

Tagi: Ponidzie
22:39, stradovius , Ponidzie
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2