| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Ciekawe blogi
Dobra prognoza
Fotograficznie
Geograficznie
Mapy i plany
Rowerowo
Z innej strony
Zabytkowo
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
wtorek, 17 stycznia 2017
W ojczyznie Ladynów

  Wrzucam garść rozgrzewających letnich obrazków z Dolomitów. Paradoskalnie w Dolomitach mocno przemarzłem i naoglądałem się śniegu. Takich zdjęć jednak nie będzie. Ciężkie chwile i fatalne deszczowe (potopowe) lub zimne dni przeplatały się bowiem z upalnymi i lodowato-słonecznymi. Dwa lata temu, po wizycie na wierzchołku zachwycającej sylwetką Tofany nabrałem przekonania że Dolomity efektowniej wyglądają z dolin niż z wierzchołków. W roku 2016 utwierdziłem się w przekonaniach. Rezygnacja z pieszych wędrówek przyszła mi tym łatwiej, że na szlakach nie można liczyć na wrażenia indywidualne. O takich drobnostkach jak zabójczo niebezpieczny świeży śnieg zalegający na dolomitowych skałach nawet nie wspominam...

niedziela, 21 lutego 2016
Zachód w stylu alpejskim

6 sierpnia 2015 r. 18 dnia wspólnej jazdy przez Alpy nadszedł czas pożegnania z bratem. Nie zawsze było idyllicznie, spanie w jednym namiocie, gotowanie na jednej butli, konieczność ciągłego kompromisu i zsynchronizowania naszych nieraz bardzo różnych przywyczajeń była męcząca. Obecność brata pozbawiła mnie szans na rozkoszowanie się widokami z kilku niezwykłych gór. W zamian dostałem pejzaże i zabytki Prowansji. Razem zyskaliśmy cenną pewność siebie przy biwakach na dziko i większe bezpieczeństwo jazdy. 

Punktem gdzie rozdzieliły się nasze szlaki był Liechtestein. Brat zmierzał na Niemcy i do domu, mnie gnał potężny zew porzucenia roweru i poczucia pod stopami alpejskich głazów. Miałem tak wielką potrzebę znalezienia się wreszcie na jakimś poważniejszym wierzchołku, że postawiłem wszystko na jedną kartę: pognąłem z Liechtensteinu w dolinę Engadyny.

wtorek, 12 stycznia 2016
Najwyższe drogi Europy

W temacie najwyższych dróg w Europie panuje - jak w wielu tego typu zestawieniach - spory galimatias. Tymczasem sprawa jest prosta. Najwyżej w Europie droga asfaltowa wspina się na Veletę w górach Sierra Nevada i osiąga imponującą wysokość 3300 m n.p.m. (część szutrowa dochodzi do wysokości 3380, niemal na sam wierzchołek góry)

Droga na Veletę nie jest jednak drogą przelotową, czyli wymaga wjazdu i zjazdu dokładnie taką samą trasą. Nie lubię takich dróg. Najwyższy asfalt w Alpach osiąga wysokość 2829 m n.p.m. na Ötztaler Gletscherstraße w Austrii, ale ta droga jest również ślepa.

Najwyższa przelotowa droga Europy biegnie przez pętlę Bonette we francuskich Alpach Nadmorskich. Droga okrąża kopiastą górę Cima de la Bonette (2860) i biegnie dalej w kierunku doliny Tinee. W najwyższym punkcie asfalt osiąga tu wysokość 2802 m n.p.m. Przy okazji jest to najwyższy punkt Tour de France.

sobota, 19 grudnia 2015
Polowanie na koziorożce

Od dawien dawna planowałem, że poniesie mnie w Engadynę. Jednym z gryzońskich celów miał być trudno dostępny trzytysięcznik Piz Albris. Góra ma różne oblicza, nie jest jednak szczególnie wybitna, nie oferuje też spektakularnych widoków. W Alpach tej klasy górek (o podobnej lub większej wysokości względnej i bezwzględnej) jest ponad tysiąc. Piz Albris jest jednak największą gryzońską ostoją koziorożca. Koziorożec alpejski jest zwierzęcym symbolem Alp. Moim celem było poznanie Alp, takie zanurzenie się w różnych odmianach alpejskości. Postanowiłem więc poświęcić niemal cały dzień na wycieczkę faunistyczną w okolice tejże góry.

Źródło: map.geo.admin.ch

piątek, 04 grudnia 2015
Najwspanialsza ścieżka rowerowa Alp

Tras rowerowych jest w Alpach wiele. Raz są to trakty szutrowe o morderczych stromiznach, jak w Szwajcarii. Innym razem wydzielone pasy jezdni na podjazdach jak we Francji. Trafiają się jednak w każdym alpejskim kraju typowe luksusowe asfaltowe ścieżki przeznaczone tylko dla rowerów. Jechałem takimi we Francji (np. Carpentras-Orange, Grenoble), Liechtensteinie (wzdłuż Renu), Włoszech (np. Bergamo, Tyrol Południowy, Friuli), Szwajcarii (okolice Sion, Interlaken, Sankt Moritz), Austrii (Bad Radkersburg, dolina Raby) czy Słowenii (Alpy Julijskie, Alpy Sawińskie).

Prawdziwą rowerostradą jechałem jednak tylko raz. Był to niespełna 80-kilometrowy odcinek trasy Via Claudia Augusta w Tyrolu Południowym. To była zaledwie cząstka całej trasy rowerowej (700km!)poprowadzonej  śladem rzymskiej drogi cesarskiej  łączącej Augsburg z Trydentem i Wenecją (Imperium Romanum nie pozwala o sobie w Alpach zapomnieć). Na 80% swej długości w granicach Tyrolu Południowego jest to trakt asfaltowy, poprowadzony całkowicie niezależnie od dróg samochodowych. Są tu osobne estakady, mosty, barierki i serpentyny... Największe wrażenie robią jednak ogródki rowerzystów(Fahrradengarten) z miejscami do grilowania, ławkami i stołami, kranikami z wodą pitną oraz całą gamą urządzeń rekreacyjnych dla dzieci - od boisk po huśtawki, piaskownice i instalacje wspinaczkowe. Wszędzie plany oraz infografiki. Żeby tego było mało z niezwykłą regularnością co 200 metrów występują miejsca przystankowe z ławkami i śmietnikami. Same centra odpoczynkowe trafiają się zwykle co kilometr.


 
1 , 2 , 3