| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Ciekawe blogi
Dobra prognoza
Fotograficznie
Geograficznie
Mapy i plany
Rowerowo
Z innej strony
Zabytkowo
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
środa, 03 listopada 2010
Z Andrychowa do Wadowic

Dane liczbowe i motywacje

Trasa: Andrychów Dworzec PKP 354 - Pańska Góra 435 - Przełęcz Pańska 385 - Biadasów - Kobylica (Gronie) 503 - Czuby 491 - Przełęcz Biadasowska 438 - Wapienica 531 - Przełęcz Siodełko 504 - Przykraźń - Panienka 522 - Kokocznik 512 - Kaczyna Za Wodą 396 - Bliźniaki (Giermotka) 564 (572) - Przełęcz Panczakiewicza 510 (502) - Łysa Góra 554 - Iłowiec 477 - Gorzeń Dolny - Gorzeń Górny - Zawadka - Wadowice Dworzec PKS

Data: 30 października 2010 roku

Czas przejścia: 7h 30'

Długość trasy: 21 km

Przewyższenie: 600 m

Warunki atmosferyczne: ciepło (14°C), bezchmurnie

Beskid Andrychowski to najczęstsze określenie wschodniej części Beskidu Małego, ongiś funkcjonowało także określenie Góry Zasolskie ale nie wytrzymało uzasadnionej krytyki. Najniższą częścią Beskidu Andrychowskiego jest pasmo rozciągające się między Andrychowem a Wadowicami, mające długość kilkunastu kilometrów ale osiągające w najwyższym punkcie wysokość zaledwie 564 (lub według innych źródeł 572) m n.p.m.

Własnie tym pasmem wiódł szlak naszej wędrówki. Ta rekreacyjna trasa "na pożegnanie jesieni" przebiegać miała po szlakach: zielonym, żółtym i czarnym. W obszar ten od dawna planowałem jakiś niezobowiązujący, relaksacyjny wypad. Przypuszczałem, że może tu być:

a) malowniczo

b) pusto i cicho

Połączenie tych dwóch cech bardzo mi odpowiada, a że trasa - choć przyzwoitej długości - pozbawiona była dużych przewyższeń, mogłem planować ten wypad z dziewczyną - bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia.

Opis trasy i zdjęcia

Spod zabytkowego dworca w Andrychowie wyruszyliśmy w stronę Pańskiej Góry wspinając się wśród przysiółkowej podmiejskiej zabudowy Andrychowa. Po przejściu na drugą stronę Pańskiej ukazał nam się bajkowy widok na wzgórze o nazwie Kobylica vel Gronie o regularnym stożkowym kształcie.

Kobylica to prawdziwa dominanta w pejzażu Biadasowa

Wraz z otwarciem się tego widoku wkroczyliśmy na obszar przysiółka wsi Zagórnik - Biadasowa. Widoki były po prostu sielankowe i skłaniały do przystawania celem utrwalenia ich na karcie pamięci.

Dalej szlak wspinał się na sam wierzchołek Kobylicy i wśród pięknego jodłowego lasu, przez niewielkie lecz strome kopczyki zwane Czubami schodził ku Przełęczy Biadasowej, okraszonej zabytkowym krycyfiksem pilnowanym przez dwóch wartowników w postaci dorodnych wiązów.

Z przełęczy szlak wspinał się głębokim wądrożem stokami Wapienicy i wiódł dalej grzbietem do kolejnego punktu sakralnego: kapliczki a raczej kapliczek usadowionych na grzbietowym zworniku, zwanym - na cześć patronki tych obiektów - Panienką.

Od tego miejsca szlak (już żółtego koloru) odmieniał znowu charakter, bowiem odcinek po długim ramieniu Kokocznika trawersował przez świetlistą jesienną buczynę i w takich klimatach, szurając nogami w grubej warstwie bukowych liści, dotarliśmy do przełomu rzeki Choczenki.

Z dna przełomu czekało nas najbardziej uciążliwe na całej trasie podejście - na Bliźniaki, czyli najwyższą górę całej trasy... Bliźniaki porosłe były także lasem bukowym a strome podejście prowadziło przez chwilę wąskodennym wądrożem a następnie doliną suchego potoku. Pierwszy z Bliźniaków (zgodnie z nazwą szczyt miał dwie kulminacje) miał małą polanę, drugi - bardziej efektowny i stromszy - pozbawiony był niestety widoków.

Dalej nasza trasa, niczym wykres funkcji, łączyła po drodze wszystkie punkty wysokościowe pasma. Północne jego stoki, dotąd bardzo strome, stały się łagodniejsze a ogólna wysokość grzbietu wyraźnie malała, tak że szlak wrowadzając na Iłowiec i dalej nie miał już górskiego charakteru. Przed zejściem do Gorzenia Dolnego otwarły się jednak widoki na efektowną brązowo-czerwonawą Jaroszowicką Górę (buki) upstrzoną łatkami żółtego (modrzewie) i zielonego (świerki) koloru.

Pod krzyżem kamień przypominający, że po tych ścieżkach papież chadzał bardzo często - to wszak rzut kamieniem od Wadowic

Ostatni odcinek prowadziłł osadami ludzkimi, po asfalcie. Dopadł nas zmierzch i do Wadowic doszliśmy już w nocnej scenerii. Za spacerowe tempo na początku musieliśmy zapłacić cenę w postaci godzinnego marznięcia w oczekiwaniu na autobus do Andrychowa. Niemniej było warto. Odcinek z Andrychowa aż po Bliźniaki jest bardzo ciekawy, dalsza część szlaku jest jednak mniej efektowna i nieco monotonna.

Małe jest piękne. Pasemko to leży jednocześnie bardzo blisko i bardzo daleko. Blisko miast takich jak Andrychów czy słynne Wadowice ale daleko jeśli chodzi o jego przystępność i popularność. Na całym ponad 20-kilometrowym odcinku spotkaliśmy jednego zbłąkanego turystę.

środa, 27 października 2010
Park Róż jesienią

Park Róż powstawał w latach 1926-1930 według koncepcji modernistycznych

Składa się z dwóch części: geometrycznej i krajobrazowej

Zajmuje powierzchnię 9 ha

Na jego obszarze znajdują się dwa stawy: Mały Leopold z wyspą i Duży Leopold w zagłębieniu po dawnej piaskowni

W części geometrycznej znajduje się ogród tarasowy i zgodnie z nazwą parku - liczne gazony różane

Ozdobą tej części parku jest także buk pamiętający czasy jego budowy

Park położony jest w naturalnej niecce, dzięki czemu z tarasów części geometrycznej widać jego wnętrze

Park posiada niezwykle bogatą kolekcję dendrologiczną

Rośnie tu około 130 taksonów drzew i krzewów

W tym tak rzadkie jak orzech szary, perełkowiec czy jarząb pośredni

Park Róż

Park Róż leży niemal w geometrycznym centrum Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego

piątek, 22 października 2010
Czarujący przybytek nafciarza

Władysław Długosz...

Ten wspaniały wiek XIX. Epoka węgla i stali, czas wielkich odkryć i wielkich karier. Przedsiębiorczy syn krakowskiego sędziego podjął u schyłku tej wspaniałej epoki pracę w przemyśle naftowym jako zwykły robotnik - pomocnik kowala. Stopniowo piął się po szczeblach kariery na stanowisko kierownika technicznego kopalni, aż postanowił zainwestować wszystko co dotąd zarobił we własną kopalnię i... zbankrutować.

Na szczęście żył w XIX wieku, pracy w przemyśle naftowym nie brakowało i zatrudnił się w nim ponownie w charakterze poszukiwacza nowych złóż ropy. Stosując nowatorska metodę kanadyjską odniósł wielki sukces w tych poszukiwaniach, stając się odkrywcą Zagłębia Borysławskiego. W efekcie został dyrektorem kilku kopalni a z czasem ich właścicielem, i mając znaczne dochody mógł skupić się na karierze politycznej. Został posłem do Parlamentu Wiedeńskiego, członkiem austriackiej Rady Państwa, osiągnął stanowisko ministra do spraw Galicji w rządzie Jego Cesarskiej Mości. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości został senatorem I kadencji sejmu II Rzeczypospolitej oraz na długie lata prezesem Krajowego Towarzystwa Naftowego. Nie trzeba chyba dodawać, że po odniesieniu sukcesu finansowego ożenił się, a na rodzinne gniazdko wybrał pałac w Siarach, zlecając jego gruntowną przebudowę.

i pałac jego:

Nie samą naftą żyje człowiek chciałoby się wykrzyczeć eksplorując posiadłość naftowego magnata. Już sam budynek kordegardy strzegący wjazdu do pałacowego parku zdaje się składać obietnicę architektonicznej uczty.

Pałacowa kordegarda

Pałac Władysława Długosza w Siarach wzniesiony został w stylu jaki określić wypada mianem neobarokowego, ze znaczną szczyptą rokoka i delikatnym aromatem secesji (zdobienia), co jednak nie daje podstaw do określania go mianem eklektycznego. Projekt opracowany został w wiedeńskim atelier architektonicznym Fellnera i Helmera. Niezwykła harmonia i wysmakowany detal tej budowli nie powinny więc dziwić - nie jest to dzieło przypadkowe. Pałac zbudowano na początku XX wieku ale niektóre prace prowadzono aż do lat 30.

Siary

Parterowy pałacyk ma bardzo urozmaiconą bryłę. Doprawdy, jest tu na czym oko zawiesić; są wielkie okna w typie portfenetru, ryzality, pilastry, ozdobne wazony, lizeny, znakomicie wkomponowane w budowlę balkony z misternymi balustradami, owalne lukarny oraz mansardowe dachy. Bogaty wystrój elewacji podkreśla złożoność planu budowli. Równie efektowne jest wnętrze pałacu, czego nie miałem okazji sprawdzić osobiście, więc nie opisuję. Zdjęcia można zobaczyć tu.

Siary

Z dbałością o najmniejsze szczegóły zaprojektowano otaczający pałac park, co we mnie - jako patriocie pejzażu - wzbudziło niekłamany zachwyt. Jest potężna kolumnowa pergola, są uformowane z krzewów "tunele" i grabowy "wąwóz", staw z wyspą pośrodku, mostek, fontanna, zadbane alejki i grupa antycznych posągów. Pozostaje zazdrościć obecnemu właścicielowi - Edwardowi Brzostowskiemu - takiego "domku", Fellnerowi i Helmerowi dobrego gustu, Długoszowi zaś czasów, w których przyszło mu żyć*.

 

*Z małym wyjątkiem dla lat 1914-1918...

 

niedziela, 10 października 2010
Najsłodszy zapach jesieni

Cudowny zapach pobudza kubki smakowe a u mniej odpornych wywołuje prawdziwy ślinotok (ten zapach naprawdę wzmaga apetyt). Zapach tak słodki, że człowiek automatycznie rozgląda się w poszukiwaniu kuchni, gdzie piecze się tak smakowite ciasto. Określa się go najczęściej jako karmelowy lub piernikowy, ale miewa różne odcienie i występuje w różnym natężeniu.

Kuchenbaum dla Niemców, Cercidiphyllum japonicum dla biologów, katsura dla Japończyków, arbre au caramel dla Francuzów i grujecznik japoński dla lepiej zorientowanych amatorów egzotycznych gatunków drzew. Tak właśnie nazywa się sprawca zamieszania. Przebarwiające się na jesieni liście - a przebarwiają się pięknie na złocisto-żółto i pomarańczowo - wydzielają niezwykle intensywny i słodki zapach przypominający zapach pieczonego ciasta piernikowego, drożdżowego lub palonego cukru vel waty cukrowej (stąd nazwa francuska). Jest tylko jeden warunek: muszą znajdować się w zasięgu promieni słonecznych i być odpowiednio dojrzałe (tuż przed opadnięciem i do kilku godzin po opadnięciu).

W grujecznikowym zagajniku

Grujecznikowy zagajnik słoneczną jesienną porą: jak u van Gogha!

Grujecznik to piękne drzewo o ażurowej koronie i zazwyczaj o kilku pniach. Drzewo o niezwykle malowniczym pokroju i pięknych, delikatnych liściach o kształcie karbowanych serduszek, odpornych na wszelkie choroby i szkodniki. Nie dość, że liście te cudownie pachną i przebarwiają się na jesieni to jeszcze wiosną przybierają efektowny brązowoczerwony odcień a latem przy powiewach wiatru pięknie połyskują, bo od spodu są jaśniejsze. Jak każde japońskie drzewo grujecznik jest bardzo odporny na mrozy.

Można powiedzieć, że to taka japońska topola: rośnie szybko, nie lubi suszy, wyrasta wysoko i jest krótkowieczny. Tylko, że jak przystało na japońską topolę: nie jest uciążliwy dla otoczenia a wprost przeciwnie, dostarcza radości o każdej porze roku. W ojczyźnie należy do najwyższych drzew a wrażenie strzelistości potęguje jego smukła sylwetka (gdy rośnie w zwarciu); u nas niestety rzadko kiedy przekracza magiczne 10 metrów wysokości (mało opadów). Cały sprawia wrażenie delikatnego i rzec by się chciało miłego w dotyku. Już ten opis powinien wskazywać na jego japońskie pochodzenie.

Złote serduszka grujecznika

Źródło: www. futuregardens.pl

Japońskie rośliny cechuje właśnie, nadzwyczaj często, delikatność i malowniczość. Jest to o tyle zadziwiające, że warunki w jakich przychodzi tam egzystować roślinom nie należą do najłatwiejszych. A jednak - wbrew logice - pewien wdzięk i delikatność wyróżnia japońskie drzewa niezależnie od rodziny i rodzaju do jakiego należą.

Wystarczy wspomnieć pieszczotliwą miękkość igieł jodły Veitcha, sylwetkę kryptomerii japońskiej czy ażurową kopułę cyprysika groszkowego nie mówiąc o właściwościach igieł jego pierzastej odmiany (także pochodzącej z Japonii), szyszkach modrzewia japońskiego, ogólnym wrażeniu jakie robi sośnica japońska. Cis japoński jest delikatniejszy od pospolitego, żywotnik wschodni zadziwia kształtem szyszek, nawet choina różnoigłowa jest ładniejsza od pięknej przecież choiny kanadyjskiej. A liczne gatunki klonów japońskich? Toż to dzieła sztuki. Owoce kasztanowca japońskiego nie mają rzecz jasna kolców, graby japońskie mają szyszeczki wyglądające niczym szyszki chmielowe. A są jeszcze przecież wiśnie japońskie, pigwowce, oczary (rzeczywiście oczarowują), hortensje, piękna magnolia japońska, orzech japoński, jarząb japoński, cudowne gatunki jabłoni, różaneczników, tawuł, na obficie kwitnącej lipie japońskiej kończąc. W tym raju znajduje się też miejsce dla grujecznika japońskiego, który występuje na naturalnych stanowiskach tylko w Japonii.


PS

Uwielbiam te drzewa za zaskakiwanie nieświadomych źródła zapachu spacerowiczów...

wtorek, 05 października 2010
Myśliwi znowu upolowali niedźwiedzia

Trzech myśliwych i pies

Było ich trzech. Trzech myśliwych jak co roku ustrzeliło niedźwiedzia a od jego krwi zaczerwieniły się liście klonów. Nadeszła jesień. Ci trzej myśliwi polują tak co roku, przyczyniając się do zmiany pór roku.

Piękna indiańska legenda widzi dla nich miejsce na niebie w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy. Indianie genialnie rozwiązali problem przydługiego ogona - to trzej myśliwcy tropiący 4-gwiazdowego niedźwiedzia (czasem postrzeganego z dodatkowymi gwiazdami - jako nogami i głową, tak że 4. gwiazdy tworzą tułów) postępują jeden za drugim... i wszystko jasne.

Później Indianie wzbogacili tą legendę o psa. Wśród trzech myśliwych podążających za niedźwiedziem, środkowy ma towarzysza. Obdarzeni dobrym wzrokiem dostrzegą z pewnością przy środkowej gwieździe dyszla Wielkiego Wozu, zwanej Mizar, mniejszą gwiazdę Alkor.

Wielka Niedźwiedzica w wersji

Źródło: chandra.harvard.edu

Co zrobić z tym dodatkowym towarzyszem? Do idei Wielkiego Wozu czy Wielkiej Niedźwiedzicy nie pasuje; nie wnosi nic nowego. Znakomicie natomiast pasuje do sceny polowania na niedźwiedzia. To trzej myśliwi i towarzyszący im pies ścigają niedźwiedzia!

Mnie ta wersja w pełni przekonuje, tym bardziej, że nazwa Wielkiej Niedźwiedzicy dla tego gwiazdozbioru jest starsza niż Wielki Wóz (taka interpretacja pojawiła się dopiero wraz z przejściem na osiadły tryb życia i wynalezieniem wozu). Mało tego, po grecku gwiazdozbiór ten nazywa się Wielkim Niedźwiedziem (gwiazdozbiór już przez starożytnych przedstawiany był w formie męskiej). Mianem niedźwiedzia czy niedźwiedzicy określały ten charakterystyczny gwiazdozbiór niemal wszystkie ludy północy! Począwszy od Hindusów i Chińczyków a na Skandynawach, ludach syberyjskich czy Indianach kończąc.

Tylko ci ostatni mieli wystarczająco bystry wzrok i odpowiednio rozbudowaną wyobraźnię by dokonać tak przekonywującej egzegezy.

Jeśli dodać, że jest to najprawdopodobniej najstarszy gwiazdozbiór wydzielony przez człowieka na sferze niebieskiej, sprawa nabiera wielkiej wagi.

Motyw polowania u innych ludów

Motyw polowania na niedźwiedzia pojawia się - przy opisach gwiazdozbiorów - u wielu ludów. Ludy całej Eurazji i Ameryki Północnej miały bardzo podobne mity wiążące Wielką Niedźwiedzicę z Wolarzem, który pełnił rolę myśliwego lub strażnika.

Irokezi i Mikmacy także uznawali 4-gwiazdowego niedźwiedzia (a więc część gwiazdozbioru bez dyszla) ale w roli myśliwych widzieli kilka gwiazd z gwiazdozbioru Wolarza.

Podobieństwo tych wszystkich mitów wskazuje na ich wspólne pochodzenie. Część badaczy twierdzi więc, że pierwotny mit, a wraz z nim wyobrażenia niebieskie zostały przeniesione do Ameryki z Azji. Miało do tego dojść w czasach kiedy istniało lądowe połączenie między obydwoma kontynentami - najpóźniej 15 tys. lat temu...

Patrząc na klony (zwyczajne, srebrzyste, palmowe i ginnala) stwierdzam, że łowcy dopadli już władcę Północy i zarazem całego północnego nieba. Rozlana krew przynosi nam na klonowych liściach jesień, oby taką prawdziwą indiańską (vel złotą polską) - wbrew prognozom.