| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Ciekawe blogi
Dobra prognoza
Fotograficznie
Geograficznie
Mapy i plany
Rowerowo
Z innej strony
Zabytkowo
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
sobota, 15 stycznia 2011
Na Luboń we mgle

Lubon

Lubon

Lubon

Lubon

Lubon

Lubon

wtorek, 04 stycznia 2011
Nad cichym Donem/Над тихим Доном

Cichy Don, czyli epopeja Kozaczyzny, to książka przydługa (w wydaniu które czytałem - 4 tomy, po 500 stron każdy) i nieco ciężkostrawna, pełno w niej krwi, śmierci, przekleństw, pożądania, ludzkich słabości i ludzkiego okrucieństwa. Za dużo w niej wojny, opisów potyczek, dyskusji ideologicznych, faktów...

Jest jednak jedynym w swoim rodzaju zapisem ostatnich chwil wolnej Kozaczyzny, pozwala wczuć się, wsiąknąć bez reszty w rytm naddońskiego życia. Przenieść się do krainy mlekiem i miodem płynącej, obfitej w żyzną czarnoziemną glebę, bogatej w ptactwo i ryby, gdzie stepy mienią się różnobarwnym kwieciem , pokryte tabunami półdzikich koni.

W moich oczach największą wartością powieści jest nie tyle realistyczny i pełen szczegółów opis wydarzeń, nie tyle niezwykła - zważywszy na czas jej pisania - obiektywność, czy świetnie zarysowane postacie głównych bohaterów, co opisy naddońskiej przyrody. Gdy trafiałem na taki opis, zwalniałem, uruchomiając zmysły przenosiłem się nad brzeg cichego Donu, odurzający zapach stepnych ziół, unoszący się znad wstęgi rzeki chłód, odgłosy ptactwa i tętent końskich kopyt, no i - rzecz jasna - dropie.

Wszystko co dzieje się w tej książce wpisane jest w naddoński pejzaż. Jest on wszechobecny, niemal dzwoni w uszach, jak pieśni Kozaków przy sianokosach. Przez chwilę czytelnik traci z pola widzenia tragizm kolejnych powstań, bo autor* roztacza przed nim z pietyzmem obraz budzącego się do życia stepu... a potem, jakby z obowiązku, kontynuuje opis krwawej jatki.

Przyznaje, że czytając rzuciłem się do map i stwierdziłem ze smutkiem, iż nie tak łatwo trafić w internecie na dość dokładną. Poszukałem więc zdjęć i te które znalazłem umocniły tylko we mnie zachwyt nad tą rzeką. Piękna to ziemia, urodzenie się nad brzegami tej rzeki musi wyryć trwałe ślady w mentalności i przestaje dziwić, że Kozacy tracili cały zapał jak tylko oddalali się od granic naddońskich stanic. Wystarczy poczytać opisy i popatrzeć:

"Pod wieczór zaniosło się na burzę. Rozczochrany przez wiatr Don rzucał na brzegi grzebieniaste, gęste fale. Rzadkie odgłosy grzmotu przytłaczały ziemię. Kania krążyła pod chmurą z rozpuszczonymi skrzydłami, wrony goniły ją z wrzaskiem. Dysząca zimnem chmura szła z zachodu wzdłuż Donu. Niebo za błoniem czerniało groźnie, step milczał wyczekująco. Przez chutor szedł trzask zamykanych okiennic. Staruchy wracały z nabożeństwa, żegnając się nieustannie, szary słup kurzu kołysał się na placu, pierwsze ziarna dżdżu padały już w przeciążoną wiosennym upałem ziemię".
Don
Źródło: Дон [w:} http://skyscrapercity.com
"Dopiero przed świtaniem ustalała się nad Donem cisza. Głucho bulgotała woda w zatopionym lesie, obmywając bladozielone pnie topoli, miarowo kołysząc wystającymi z wody wierzchołkami młodych dębczaków i osiny; szeleściły nachylone prądem wiechy oczeretu na zalanych jeziorach; na rozlewisku, na głuchych łachach, tam gdzie woda z roztopów stała nieruchoma jak urzeczona - ledwo dosłyszalnie nawoływały się kazarki, sennie pogwizdywały kaczory cyranek i z rzadka dźwięczały niczym srebrne trąby głosy nocujących na przestronnych miejscach przelotnych łabędzi. Czasami plusnęła w mroku żerująca na szerokiej toni ryba; po wodzie usianej złotymi pobłyskami daleko toczyła się chybka fala i słychać było ostrzegawczy krzyk zaniepokojonego ptactwa. I znowu cisza ogarniała Don. Ale z brzaskiem gdy ledwie zaczynały różowieć kredowe odnogi gór, podnosił się niżowy wiatr (zob. fotografia nr 3). Zwarty i mocny, dął pod prąd. Na Donie pagórzyły się sążniste fale, wściekle kotłowała się woda w lesie, jęczały kolebiące się drzewa".
Don
Źródło: Дон [w:} http://skyscrapercity.com
"Tlało suche lato. Don naprzeciw chutoru stawał się płytki i tam, gdzie przedtem rwał wartki prąd, utworzył się bród, woły przechodziły na drugi brzeg, nie zamoczywszy grzbietów. Nocami wiatr nasycał powietrze gryzącym zapachem przypalonych traw. Płonęły burzany i słodki miraż wisiał niewidzialną zasłoną nad porzeczem. Po nocach na dzwonnicy hukała sowa. Rozciągliwe i straszne wisiały nad chutorem jej chichoty, a sowa z dzwonnicy przelatywała na cmentarz, stratowany przez cielęta, jęczała nad bukami, nad mogiłami tonącymi w trawie".

"W lesie za Donem rozgościła się spokojna, miła jesień. Z topól opadały z szelestem uschłe liście. Krzewy głogu były niby płomieniami objęte, a ich czerwone jagody gorzały wśród rzadkiego listowia jak ogniste języki. Las przesiąkł gorzkim, zagłuszającym wszystkie inne zapachem zbutwiałej kory dębowej. Jeżyny gęste i chwytliwe oplątywały ziemię. Na obumarłej trawie w cieniu aż do południa leżała rosa, błyszczała posrebrzona nią pajęczyna. Tylko pracowite stukanie dzięcioła i szczebiot kwiczołów mąciły ciszę".
Słynny różowy wschód na kredowych, urwistych brzegach Donu
Przepiękne zdjęcie Andrieja Morozowa [w:] http://www.photosight.ru

"Z ciemnoniebieskiej pustki nieba, srebrnymi dzwoneczkami nawoływały się spóźnione żurawie. Obumarłe trawy i zioła pachniały mdło i martwo. Gdzieś na wzgórku migała plama rozpalonego przez oraczy ogniska...
Grigorij zbudził się przed świtem. Na kożuchu leżał śnieg gruby na dwa palce. Step pogrążył się ciężko w migotaniu dziewiczej niebieskości świeżego śniegu, obok obozowiska widniały wyraźne ślady kluczącego o pierwszym śniegu zająca".
"Koło czwartej niedzieli postu mrozy zelżały. Wzdłuż Donu leżał szlak wyciśniętej z koryta kry, lód obrzmiał, poszarzał, tając po wierzchu. Jeszcze nad ranem dzwonił przymrozek, ale koło południa ziemia się rozgrzewała, pachniało marcem, zamarzniętą korą wiśni, zaprzałą słomą".
Te kilka fragmentów nie oddaje oczywiście w pełni naddońskich klimatów, a kilka zdjęć nie ukazuje nawet w małej części zadziwiającej różnorodności krajobrazowej doliny tej rzeki. Don ma przecież niemal 1900 km długości, stromy prawy brzeg opada gdzieniegdzie potężnymi klifami, a naddońskie kredowe wzgórza przewyższają dolinę rzeki miejscami o przeszło 200 metrów. Rzeka w średnim biegu (tutaj mieszkają - w stanicy Wieszeńskiej - bohaterowie powieści) płynie więc przez bardzo urozmaicone, pagórkowate tereny i towarzyszy jej przez cały ten czas przepaścisty prawy brzeg. W dolnym biegu rozlewa się szeroko ukazując cały swój majestat. I tylko kozackich kureni brak...

*Ktokolwiek by nim nie był
środa, 29 grudnia 2010
10 życzeń noworocznych

Z okazji nowego roku życzyłbym sobie i wszystkim:

Po pierwsze: by w Polsce wszystkie miasta wojewódzkie i województwa posiadały plany zagospodarowania przestrzennego. Tak, wiele z nich ich nie posiada, mimo, że jest to wymóg Unii Europejskiej, a także wymóg przyzwoitości.

Po drugie: by w Polsce nowobogaccy zasiedlający swe pustakowe dworki z tekturowymi kolumnami i balkonami bez balustrad, raczyli płacić za wywóz nieczystości i śmieci. Mój podziw budzi samozaparcie kochanych rodaków, którzy dla zaoszczędzenia dosłownie paru złotych gotowi są poświęcać swój czas i ryzykować kontakt z naturą, czego wymaga regularne porzucanie worków w lesie.

Po trzecie: by w Polsce budowa hotelu na zboczu jurajskiego ostańca (np. Ogrodzieniec), budowa wypasionego pałacyku na szczycie góry (np. w Żywieckim Parku Krajobrazowym) przestała być normą. Część tych "dzieł" powstaje rzecz jasna nielegalnie, potem, jak sprawa wyjdzie na jaw, załatwia się bez trudu odpowiednie zezwolenia (najlepszy przykład: Hotel Gołębiewski w Wiśle). Zresztą od czego są przysłowiowi Miro, Rychu i Zdzichu? Przykładów trzeba? Moim ulubionym pozostaje jawne zakpienie z idei ochrony krajobrazu w Skarżycach (ogrodzenie kilkuhektarowego latyfundium wraz z ostańcami wysokim betonowym murem na obszarze Parku Krajobrazowego).

Po czwarte: by w Polsce przestało obowiązywać sformułowanie "pieszy wtargnął na pasy", bo wyraża aż nazbyt dosadnie poziom niedorozwoju cywilizacyjnego w którym przyszło nam żyć - ponoć w centrum Europy. Albo tworzymy pasy i dajemy na nich pierwszeństwo pieszemu albo przestajemy wydawać pieniądze na oznaczenia, skoro pieszy może być na nich w majestacie prawa rozjechany. Wkrótce zapewne usłyszymy, że pieszy "wtargnął na chodnik".

Po piąte: by w Polsce purpuraci zrozumieli, że nie są książętami Kościoła a kapłanami. By dobrotliwy duszpasterz abp Józef Michalik nie groził policjantowi, który przyłapał go na przekroczeniu szybkości. Co gorsza, by nie wprowadzał swych gróźb w życie - jak nasz wzór cnót chrześcijańskich niezwłocznie postąpił.

Po szóste: by proboszczowie zrozumieli, że nie są właścicielami kościołów, którymi jedynie zarządzają w imieniu wspólnoty wiernych. Zabytkowe kościoły są dziedzictwem całego narodu!

Po siódme: by zaprzestano w Polsce okaleczania drzew zwanego "pielęgnacją". W Polsce barbarzyństwo zawsze ma ładną nazwę i szybko zdobywa popularność.

Po ósme: by w Polsce przestano ścigać tych, którzy nie zapłacili za jakiś miesiąc abonamentu telewizyjnego, a zaczęto wreszcie ścigać tych, którzy nie płacą od 20 lat - bo nigdy swych odbiorników nie raczyli zarejestrować. Tudzież, by raz na zawsze uregulowano całą sprawę - szczególnie w kontekście zbliżającego się spisu powszechnego.

Po dziewiąte: by w Polsce Kościół raczył płacić podatki za działalność gospodarczą a rządzący liberałowie nie podwyższali stawek VAT-u.

Po dziesiąte: by ktoś wreszcie zauważył, że szybka i nowoczesna kolej to przyszłość komunikacji międzymiastowej. Zresztą życzyłbym sobie podróżować znów (tj. w tym zbliżającym się nowym roku) trochę koleją po Polsce. Liczę, że do tego czasu przetrwa przynajmniej kilka linii...


Tego właśnie sobie i wszystkim życzę


Patriota pejzażu

Tagi: marzenia
14:25, stradovius , Refleksje
Link Komentarze (6) »
środa, 22 grudnia 2010
Miłość nad Wisłą

Piotrawin

wtorek, 21 grudnia 2010
Pejzaż sakralny Ponidzia

Młodzawy

Nad niewielkim lessowym wąwozem, na przedpolu Młodzaw Małych, przy ścieżce wiodącej do młodzawskiego kościoła - trzy świątki (od prawej: Jan Nepomucen, krucyfiks, Jan Kanty); wszystkie ufundowane anno domini 1735. Fundator był niewątpliwie patriotą pejzażu.

Tagi: Ponidzie
18:26, stradovius , Ponidzie
Link Komentarze (2) »