| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Ciekawe blogi
Dobra prognoza
Fotograficznie
Geograficznie
Mapy i plany
Rowerowo
Z innej strony
Zabytkowo
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
piątek, 03 września 2010
O "Czubku" słów kilka...

W moim rodzinnym domu i wśród znajomych propaguję od dawna (z sukcesami) zawadiacką ksywkę Macieja Kurzajewskiego. Nie pamiętam już nawet ile czasu to trwa?

Pół roku, rok, dwa lata?

Ktokolwiek pamięta, ktokolwiek wie?


Ale chyba każdy przyzna, że kolejne wcielenia czubka u Macieja "Czubka" Kurzajewskiego robią się - kolokwialnie mówiąc - wkurzające.

Tak. Nie bawią już, nie wywołują salw ironicznego śmiechu. Znudziło się. Pozostał tylko Maciej "Czubek" wKurzajewski, jak słusznie określa go nonsensopedia.

 

poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Zabójcza chrypka cesarza Fryderyka III

Chrypka, która odmieniła losy świata

Kto słyszał o cesarzu niemieckim Fryderyku III? Prawie nikt. To wszystko przez chrypkę...



6 marca 1887 roku wezwano Carla Gerhardta, profesora interny Uniwersytetu Berlińskiego do pałacu następcy tronu, kronprinza Fryderyka Hohenzollerna. Przyczyną była banalna chrypka.

Następca tronu przyjął gościa stojąc. Był człowiekiem wysokim i szerokim w barach, nosił bujne jasne włosy i potężną falistą brodę. Obrazu dopełniały niebieskie oczy - mógłby służyć za wzorzec dla idei rasy panów.

Ten człowiek o liberalnych poglądach (w Wielkopolsce pytał dlaczego urzędnicy niemieccy nie znają polskiego i kazał im się go uczyć) i sporych zdolnościach dowódczych (brał udział w kampanii przeciw Austrii i wojnie prusko-francuskiej) miał już sześćdziesiątkę na karku a wciąż pozostawał jedynie następcą tronu, który dzierżył jego niemal 90-letni ojciec Wilhelm I.

Był tylko marionetką bez władzy, w dodatku Wilhelm I widział na tronie nie swego syna, lecz wnuka (późniejszego Wilhelma II), którego obiektywnie nie sposób było oskarżyć o większe zdolności, fizycznie zaś kalekę. W chwilach słabości Fryderyk nieraz narzekał na swój los nie zdając sobie sprawy, że najgorsze dopiero przed nim.

Profesor Gerhardt, wezwany przez lekarza przybocznego Wegnera stwierdził obecność polipa na strunie głosowej i postanowił go wypalić. Guzek okazał się jednak zadziwiająco twardy. Po częściowym usunięciu rozrastał się z jeszcze większą szybkością, co z przerażeniem odkrył Gerhardt podczas kolejnych wizyt.

------------------------------------------------------------------------------

16 maja Gerhardt się poddał i wezwał na pomoc profesora Bergmanna, który zdiagnozował guzek jako złośliwego nabłoniaka. Zaproponował natychmiastowe usunięcie zajętych przez nabłoniaka części krtani. Powiadomiona została żona następcy tronu, księżna Wiktoria (najstarsza córka brytyjskiej królowej Wiktorii). Po uzyskaniu zgody Fryderyka na ten odważny zabieg, jego lekarz przyboczny Wegner poczuł jednak brzemię odpowiedzialności i zaproponował wezwanie laryngologa o światowej sławie celem potwierdzenia diagnozy. Propozycję poparła gorąco księżna i poprosiła o specjalistę z Anglii.

Cieszący się największym uznaniem na Wyspach laryngolog Morell Mackenzie znalazł się tym sposobem w Niemczech i... nie potwierdził postawionej diagnozy, stwierdzając, że nie ma mowy o raku.

Tym sposobem stał się zabójcą następcy tronu. Poparła go oczywiście księżna obawiająca się wpływu operacji na głos męża (klasyczne co ludzie powiedzą) a Mackenzie bawił się przez makabryczne pół roku (wywalczył wyłączność w leczeniu!) w przycinanie złośliwego nowotworu krtani. By potwierdzić swoją diagnozę wysłał nawet 3 razy kawałki nowotworowej narośli do badania w laboratorium i 3 razy wynik był negatywny. Oj, następca tronu nie był urodzony pod szczęśliwą gwiazdą. Mackenzie zyskał pełne poparcie księżnej i zalecał kuracje klimatyczne. Śmiertelnie chory książę podróżował więc po Anglii, Szkocji, Tyrolu, Włoszech...

Macknezie pisał zaś sprawozdania o poprawiającym się stanie zdrowia pacjenta... brrr.

------------------------------------------------------------------------------

6 listopada Mackenzie zbadał swego prawie zdrowego pacjenta po 2 miesiącach przerwy (pobyt pary książęcej w San Remo), książe zapytał:

- Czy to rak?

- Przykro mi, Wasza Cesarska Wysokość, muszę powiedzieć, że na to wygląda - odrzekł Mackenzie, dodając - Ale nie można być tego zupełnie pewnym (phi!)

Tym razem na Mackenzie'go padł blady strach. Najpierw wywalczył sobie wyłączność w "leczeniu" kronprinza a teraz rozpaczliwie szukał współodpowiedzialnych. Zażądał lekarzy z Niemiec dla stworzenia wspólnego orzeczenia  (byle nie byłoby wśród nich Bergmanna...), które brzmiało: daleko posunięty rak krtani. Tym razem książę nie zgodził się na usunięcie - szanse powodzenia w tym stadium były zresztą równe zeru. Fryderyk zdecydował się czekać na śmierć.

------------------------------------------------------------------------------

8 lutego 1888 roku nie będący już w stanie oddychać z powodu ucisku raka na tchawicę, książę Fryderyk przeszedł zabieg tracheotomii. Odtąd nie był już w stanie mówić.

------------------------------------------------------------------------------

9 marca, gdy następca tronu z rurką ukrytą pod bujną brodą przechadzał się powoli po ogrodzie, podano mu na srebrnej tacy telegram zaadresowany "Jego Cesarska Wysokość Fryderyk Wilhelm". Udało mu się jednak przeżyć ojca. Ziściło się jego marzenie, został cesarzem. On - śmiertelnie chory człowiek z rurką w krtani. On, który nie mógł nawet wygłosić mowy tronowej.

------------------------------------------------------------------------------

10 czerwca Mackenzie po zbadaniu dogorywającego cesarza, oświadczył:

- Z przykrością muszę stwierdzić, że Wasza Wyskość nie robi żadnych postępów

- Bardzo mi przykro, że nie robię żadnych postepów - odpisał na kartce cesarz...

------------------------------------------------------------------------------

15 czerwca o godzinie 11:15 cesarz wydał ostatnie tchnienie. Trwający 15 miesięcy dramat dobiegł końca.

------------------------------------------------------------------------------

Niecałe 4 lata później zmarł Mackenzie. Zmarł utraciwszy cały autorytet po tym gdy o śmierć cesarza obwiniał wszystkich innych lekarzy. Posunął się nawet do wydania paszkwilu na ich temat, gdzie sam miotał się w zeznaniach (stwierdzając, iż od razu zdiagnozował raka, ale nie chciał ryzykownej operacji). Pod presją musiął wystąpić z Królewskiego Towarzystwa Lekarzy Angielskich.

Na tronie niemieckim zasiadł syn Fryderyka, Wilhelm. Swoją antyangielską i antyrosyjską polityką, nastawioną na konfrontację zbrojną, przyczynił się walnie do wybuchu I wojny światowej.

Jakim cesarzem byłby Fryderyk? Do końca nie wiemy, ale na pewno lepszym od swego syna...

piątek, 20 sierpnia 2010
Perła Ziemi Proszowskiej

 

Słowo o Ziemi Proszowskiej

Ziemia Proszowska - spichlerz Rzeczypospolitej dawnej i w większym jeszcze stopniu obecnej. Próżno szukać tu lasów, jezior, łąk czy nieużytków, wszędzie tylko pola i pola. Ale pejzaż nie jest wcale nieciekawy i monotonny; wprost przeciwnie! Z morza różnokolorowych i różnokształtnych pól wyłaniają się czasem zaskakująco strome i malownicze pasma wzgórz, oraz - rzecz jasna - ludzkie osady, a osadnictwo tutejsze ma długie dzieje i liczy sobie kilka tysięcy lat; dość wspomnieć, że w X wieku, gdy bezwględne Pyry (Polanie) podbijały te tereny, były one najgęściej zaludnione w państwie Wiślan.

Lasów już w chwili podboju przez Polan było tu mało, bo w ludzkim rozumieniu las mógł tylko marnotrawić tak znakomitą glebę. Murszały już wówczas w zapomnieniu cmentarzyska kultury łużyckiej, prastare kurhany. Kilkaset lat później - w XVI wieku - Ziemia Proszowska nadawała kierunek demokracji szlacheckiej, sejmik proszowski był uważany za jeden z najważniejszych i najbardziej opiniotwórczych w kraju braci-szlachty. Wojny światowe nie przyniosły wielkich zniszczeń, zarówno więc w Pierwszej, jak i w Drugiej, Ludowej czy Trzeciej Rzeczypospolitej region ten odgrywał znaczną rolę gospodarczą. Poza bogactwami naturalnymi: znakomitą glebą, złożami gazu ziemnego i ropy naftowej mikroregion ten posiada także bogactwa kulturalne, kilka niezwykłych dzieł sztuki:

Lista najcenniejszych dzieł sztuki:

Numer 2: Bazylikowy (architektonicznie) romański kościół w Kościelcu Proszowskim zasługuje na osobny wpis, bo jest budowlą niepowtarzalną i zawierającą w sobie znaczną część historii tej ziemi.

Numer 4: Kościoła św. Jana Chrzciciela w Prandocinie zachwalać nie wypada, to "klasyk" polskiego romanizmu.

Numer 6: W barokowym - wydawałoby się - kościele w Hebdowie, trwają właśnie prace mające odkryć znaczne fragmenty romańskie tej budowli, w tym podziemia.

Numer 3: Piękny i cenny późnogotycki kościół w Przemykowie

Numer 1: Na tytuł lokalnego Sanktuarium Sztuki zasługują Bejsce. Jest tam zarówno cenny gotycki kościół św. Mikołaja z zachowaną XIV-wieczną polichromią, jak i nietuzinkowa manierystyczna kaplica Firlejów, arcydzieło pińczowskiego warsztatu kamieniarskiego. Na dokładkę znajduje się tu jedyny na Ziemi Proszowskiej cenny architektonicznie pałac, proj. przez Jakuba Kubickiego.

Numer 5: Skalbmierz pochwalić się może kolegiatą, która mimo licznych wojen przetrwała do dzisiejszych czasów nietknięta i jest prawdziwym konglomeratem stylów, od romańskiego, przez gotyk, renesans i barok aż po historyzm. To też cenny obiekt, często niedoceniany, a szkoda, bo to co najcenniejsze kryje się za tajemnym przejściem, ukrytym za stallami ;)

Numer 7: W Działoszycach zachowały się gotyckie polichromie w gotyckim kościele z neogotycką wieżą z której widać... Tatry.

Poliptyk książnicki, czyli numer 8:

Jak widać wśród najcenniejszych obiektów kultury materialnej przeważają te romańskie i gotyckie. Do kategorii "gotyckie" należy też ostatni zabytek z tej proszowskiej listy najcenniejszych dzieł sztuki: ołtarz Wniebowzięcia NMP w Książnicach Wielkich. Gotycki poliptyk powstał w warsztacie mistrza Wita Stwosza, prawdopodobnie w 1491 roku. Jest to dzieło wysokiej klasy, w dodatku zostało w 2009 roku wspaniale odrestaurowane dzięki środkom Ministerstwa Kultury. Warto zwrócić uwagę na architekturę baldachimu w zwieńczeniu retabulum:

Jego wspaniałość poliptyk książnicki

Osobiście mogłem zamknąć skrzydła tego oryginalnego gotyckiego ołtarza za co jestem niezmiernie wdzięczny (dziękuję siostro, powodzenia w Miasteczku Śląskim). To specyficzne przeżycie, nigdy więcej mi się to pewnie nie przytrafi... Po zamknięciu książnicki ołtarz ma 8 malowanych kwater (krakowski 12) przedstawiających sceny z życia Jezusa Chrystusa.

Czy ktoś może pochwalić się, że zamykał i otwierał ołtarz Wita Stwosza? No właśnie! A ja tak.

Ołtarz WNMP po zamknięciu skrzydeł

Jeszcze jedno: nie ma o Książnicach wzmianki w żadnym przewodniku wydanym po 1990 roku. W internecie są tylko informacje szczątkowe. Tak więc o turystach nikt tu nie słyszał, czasem zabłąka się jedynie jakiś zroweryzowany historyk wielbiący romanizm, renesans i gotyk ;)

Ot, patriota pejzażu...

czwartek, 15 lipca 2010
600. rocznica wielkiego triumfu Jogaiły

Dziś 600. rocznica bitwy grunwaldzkiej, wielkiego zwycięstwa militarnego, którego nie byłoby bez głównodowodzącego wojskami polsko-litewskimi Jogaiły. Wszystkie pomniki jakie postawiono z tej okazji równo 100 lat temu w wielu wioskach zaboru austriackiego, są zarazem pomnikami wieczystej chwały tego króla.

Kopiec Grunwaldzki w Gręboszowie

Zwraca uwagę symbolika tych monumentów: zazwyczaj usadowione są na specjalnie usypanych w tym celu tzw. kopcach grunwaldzkich; czasem rolę pomnika pełni sam kopiec, albo sam obelisk. Ten na zdjęciu pochodzi z wioski Gręboszów, leżącej w powiecie Dąbrowa Tarnowska. Ma on swoją szczególną symbolikę, bo w nieodległym Opatowcu leżącym na drugim brzegu Wisły przeprawiał swoją brygadę - po nieudanej akcji wywołania proaustriackiego powstania w zaborze rosyjskim - Józef Piłsudski. Jest tu też cmentarzyk z doczesnymi szczątkami wojaków C.-K. armii poległych w 1915 roku...

Ta data zmusza do zadumy. W 1910 roku z wielkim zapałem sypano kopiec i ciosano obelisk aby uczcić militarną katastrofę rycerzy spod znaku czarnego krzyża. Zaledwie 4 lata później uczestnicy tych obchodów mieli na własne oczy zobaczyć (a właściwie przez długie 4 lata oglądać) całkowitą katastrofę czarnego austriackiego orła. A przecież godło habsburskich Austro-Węgier widnieje na tym świadectwie triumfu jednych a klęski drugich sprzed setek lat...

Jest jeszcze drugi wymiar: zapał przy wznoszeniu owych kopców grunwaldzkich pobudzała nadzieja o odzyskaniu niepodległości, zaledwie 8 lat później mało realne marzenie stało się rzeczywistością. To nie tylko pomniki bitwy i króla który ją wygrał, to nie tylko pomniki ludzkiej tęsknoty za minioną potęgą czy pragnienia lepszego życia (życia w wolnym kraju), to także pomniki dziejów tej Ziemi, bo oglądali je żołnierze walczący w I wojnie światowej, a w 1918, 1919 roku ozdabiane były biało-czerwonymi barwami. Głosząc klęskę zakonu stały się przepowiednią klęski trzech czarnych orłów i przypominają o tych wydarzeniach także dziś, po 100 latach.

Gręboszów, powiat Dąbrowa Tarnowska

1 ... 36 , 37 , 38