| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Ciekawe blogi
Dobra prognoza
Fotograficznie
Geograficznie
Mapy i plany
Rowerowo
Z innej strony
Zabytkowo
środa, 22 czerwca 2016
Nieopodal Wiślicy

Dawne wiślickie przedmieście św. Wawrzyńca. Pierwotnie miejsce lokacji miasta Wiślicy (spór własnościowy księcia z Kościołem). Dziś jest to osobna wieś Gorysławice, niewiele mniej ludna od stolicy gminy.

Tuż przy drodze do Wiślicy posadowiono tu, na litej skale bez fundamentów, typowo ponidziański kościółek. Jest malowniczy, kamienny i stary - spełnia wszystkie nadnidziańskie kryteria. Jest też niemal stale zamknięty, bo parafialnym kościołem Gorysławic jest od przeszło 200 lat obszerna wiślicka kolegiata. Kościół św. Wawrzyńca pozostaje w głębokiej rezerwie, jako filialny. Jest nieco zaniedbany i rzadko otwierany. Opisuję jednak kościółek na Ponidziu, jest więc oczywiste, że do środka warto zajrzeć. 

Powstał w 1535 r. i pomimo daty budowy ma charakter gotycki z niewielką tylko domieszką renesansu. Jest tu piękne sklepienie sieciowe z typowymi dla Ponidzia rzeźbionymi zwornikami, są fragmenty późnogotyckich polichromii, są też gotyckie rzeźby i kropielnice oraz 3 barokowe ołtarzyki (główny jest wczesnobarokowy) i barokowa ambona. Jest gotycko-renesansowy portal do zakrystii i wczesnobarokowy portal zachodni. Całkiem sporo jak na tak maleńki, filialny kościółek. 

Wnętrze jest nieco przykurzone, ale autentyczne. Nikt tu niczego na siłę nie poprawiał i nie upiększał. Czuje się tu dziejowy kurz historii i takie wnętrza lubię najbardziej.

Niezwykłą cechą łuku tęczowego jest zaznaczony ośli grzbiet. Figury na belce tęczowej są gotyckie.

________________________________________________________

Zbliża się znowu ta chwila porzucenia osiadłego trybu życia. Zatem moja absencja będzie usprawiedliwiona. Pozostawiam Was na Ponidziu, bo właśnie tutaj przez 17 lat spędzałem długie czerwcowe dni. Tu też wyruszyłem na pierwszą samodzielną "wyprawę" w nieznane. 

niedziela, 19 czerwca 2016
Poranna Piotrkowska na rowerze

Łódź, około godziny 5 rano, czerwcowa niedziela. Wymarzony moment na rowerową przejażdżkę najwspanialszą miejską ulicą w Polsce i przy okazji najdłuższym traktem handlowym Europy. Ulica totalnie opustoszała, jedynie po horyzont ciągnęły się kamienice. Na jej cześć miasto włókniarzy powinno się nazywać miastem osi - bo Piotrkowska jest osią sprawczą, kompozycyjnym kręgosłupem, tętnicą i linią życia zarazem.

Zaryzykuje stwierdzenie, że ta monumentalna ulica najlepiej prezentuje się właśnie pusta, bo miejski zgiełk zagłusza nieco jej majestat. Oczywiście jest to paradoks, bo dla ludzi i tego zgiełku została stworzona. Nie mogę się nadziwić, że o tej porze ulica stworzona do celów skrajnie przyziemnych (komunikacji, handlu) wydaje się unosić ponad doczesnością. Takich wrażeń się nie spodziewałem, może to efekt wcześniejszej drzemki na przystanku położonym wśród usypiska butelek po tanich winach, gdzie odwiedziło mnie dwóch lokalnych twórców tego pejzażu w stanie mocno wskazującym. Dzień wcześniej wracając rowerem z Ciechanowa zabawiłem trochę za długo w Płocku (byłem po raz pierwszy) i postanowiłem około północy trochę zresetować organizm (nieco na południe od geometrycznego środka Polski). Skończyło się na nocnych Polaków rozmowach, przebiegających w zadziwiająco przyjaznej atmosferze. I właśnie dlatego podróż rowerem jest jedyna w swoim rodzaju :)


17:10, stradovius
Link Komentarze (3) »
czwartek, 02 czerwca 2016
Rajd wielkopolski, dzień 3

Dzionek zacząłem od zwiedzania Szamotuł. Zbierałem się rano nieśpiesznie, źle mi się spało w nocy. Nie był to dobry prognostyk przed nocną jazdą... 

*** Szamotuły - niewątpliwie warto tu być. Ciekawy, rozległy rynek. Cenne zabytki w postaci zamku Górków i przede wszystkim pokaźnej ceglanej kolegiaty. 


* Gaj Mały - oglądałem tu z bliska zaniedbany pałac Raczyńskich

*** Kobylniki - bardzo malowniczy XIX-wieczny pałac, dostępny dla zwiedzających (restauracja aktualnie nie funkcjonuje). 

*** Obrzycko - bez wątpienia jedno z ładnejszych miast w Polsce. Jest tu w zasadzie wszystko: rynek i zabytkowa zabudowa, ratusz, pałac i dwa kościoły (katolicki i ewnagelicki). Na rynku niestety brakuje trochę cienia, ale wypocząć można wspaniale w pałacu Raczyńskich (własność UAM), a konkretnie w jego otoczeniu. 

** Piotrowo - uroczy szachulcowy kościółek do którego wiedzie asfaltowa ścieżka rowerowa.

Stąd jechałem wzdłuż Warty aż do miasta Międzychód, gdzie po skonsumowaniu smacznego obiadu wyruszyłem na południe - na Pszczew i Wolsztyn. 

* Wronki - słabiutki kościół parafialny, taki sobie rynek, znaczny ruch kołowy. W zasadzie miasto niewarte zwiedzania.

Cudowny był odcinek wzdłuż Warty drogą nr 150. Był poniedziałek, a droga totalnie pusta. Wiodła przez Puszczę Notecką, oferowała nawet gdzieniegdzie widoczki na jeziora.

** Sieraków - ciekawy widok miasta znad Warty, niestety zamek tutejszy zalicza się do najbrzydszych w Polsce a kościół parafialny z XVII-XVIII w. (pobernardyński) odstrasza swoją różowością. Jest to jednak obiekt wysokiej klasy, z cennym wyposażeniem. 

* Międzychód - dość spore miasto z ciekawym rynkiem. Polecam pierogarnię :)

* Pszczew - mocno się zawiodłem, nie ma tu w zasadzie nic ciekawego, choć Pszczew jest bez wątpienia ładnie położony.

Horror drogi Pszczew-Trzciel był dojmujący, bo nawierzchnia asfaltowa była albo tragiczna, albo tylko na jednym pasie, albo płyty. Na mapie droga wyglądała jednak wspaniale: wsród lasów, w pobliżu jezior...

* Trzciel - kilka zachowanych XVIII-wiecznych domów i rynek to w zasadzie wszystkie atrakcje miasta.

** Zbąszyń - cenna kolegiata, dużo mniej cenny rynek.

* Chobienice - malowniczy kościół, miałem nawet ofertę zwiedzenia, ale nie miałem czasu - chciałem zobaczyć Wolsztyn jeszcze w świetle dziennym.

*** Wolsztyn - bardzo estetyczne, zadbane miasto. 

** Wschowa - po raz trzeci na rowerze. Tym razem wrażenia najgorsze, przez stan nawierzchni drogi nr 305. 

* Szlichtyngowa - wreszcie zrobiłem nocną fotkę na rynku


- Głogów - ironia losu, "nigdy nie mów nigdy". Zrzekałem się, że moja stopa już tu nie postanie, minęło kilka dni i znów tu byłem. Niedospanie było tak groźne, że musiałem skrócić trasę i zamiast ze Wschowy jechac na Ścinawę, pojechałem znów na Głogów, sprawdzoną krajówką nr 12. 

Dworzec w Głogowie dobrze oddaje charakter miasta, jest dziwny, nie było też łatwo na niego trafić w tej plątaninie bloczków... 

sobota, 28 maja 2016
Rajd wielkopolski, dzień 2

Drugiego dnia podróży nadszedł czas uczcić niedzielę wizytą w Gnieźnie, uniknąć burz i osiagnąć cel drugiego etapu podróży - internat w Szamotułach. Co słoneczko widziało?

* Gosławice - dzielnica Konina gdzie noclegowałem. Fantastyczny industrialny widoczek z okna schroniska. Same Gosławice oferują nędzny zamek i ciekawy ceglany kościół. 

* Kazimierz Biskupi - kościół z romańskimi fragmentami, jeśli o mój gust idzie: nie powala.


* Jezioro Powidzkie - nieco płaska okolica, mogło być bardziej malownicze gdyby jakieś wypukłości majaczyły w tle...

* Witkowo - miasto jakich wiele, nic szczególnego.

- Małachowo Złych Miejsc - wbrew nazwie wcale tak źle nie było :)

*** Gniezno - wypadało w 1050 rocznicę przyjęcia chrztu przez Mieszka nawiedzić jego gniazdo. Starówka zrobiła na mnie lepsze wrażenie niż samochodowo. Przewagi roweru dały o sobie znać. Zobaczyłem szmat miasta, wiele urokliwych fragmentów. Rynek i zabudowa centrum na "+", choc mówimy o zabytkach rodem z XIX wieku. Nawet obrzydliwie sztuczna (regotyzacja) katedra wydała mi się znośna. Summa summarum Gniezno było najciekawszym punktem całego dnia.


- Lednicki PK: przejechałem przez jego przestrzenie, wrażenia jw.: zbyt płasko :) Miało to jednak swoje plusy, bo zdołałem uciec przed potężną burzową chmurą jaka goniła mnie od Gniezna po Kiszkowo.

* Kiszkowo - zarządziłem sobie odpoczynek przy tutejszym drewnianym kościele. Niestety kościół mało fotogeniczny, choć miał swój urok z racji położenia.

* Rejowiec - dość urokliwy kościółek drewniany przeżywał akurat niedzielno-mszalny najazd samochodów, więc wyglądał jak budka parkingowa (i tym samym stracił znacznie na uroku).

Potem był przejazd dość ruchliwą drogą wojewódzką nr 196 (Wągrowiec-Poznań) i ucieczka z niej ładnie wyglądającą w moim nowym atlasie drogą na Wojnowo, która okazała się brukowym koszmarem.

* Wojnowo - tutejszy dworek został otoczony wysokim murem obronnym przez współczesnego właściciela. Oczywiście dla rowerzysty to nie problem. Podstawiłem zatem rower pod mur, wspiąłem się na siodełko i zobaczyłem... nic specjalnego.

* Łukowo - chyba najładniejszy wizualnie drewniany kościół tego dnia podróży. Konkurencji jednak nie miał wymagającej...

* Oborniki - ładny, estetyczny rynek o XIX-wiecznej zabudowie, miasto bez cennych zabytków sakralnych.

Potem gnałem już do Szamotuł gdzie obiecałem być przed 21. Słowa dotrzymałem, choć terroryzowano mnie brukową ścieżką rowerową.

W sumie - pomimo 166 km - dzień nie obfitował w zabytki ani krajobrazy. Przez cały dzień nie było na czym dłużej oka zawiesić nie licząc Gniezna i burzowej chmury... 

niedziela, 15 maja 2016
2016 - rok Wielkopolski

Moja długa majówka przypadła tym razem w dniach 7-9 maja. Za cel obrałem Wielkopolskę (choć miały być Kujawy), już drugi raz w tym roku. Na tych dwóch się pewnie nie skończy - rok 2016 ogłaszam na wszelki wypadek Rokiem Wielkopolski. W zasadzie to powinien tak zwać się oficjalnie - mamy przecież 1050-lecie chrztu Polski. Chrzest jest datą symbolizującą proces podboju i przemocy (wg Gumplowicza), spiralę okrucieństwa która zakończyła się zmasakrowaniem okolicznych plemion i ustanowieniem hegemoni Polan wśród puszcz okolicznych zwanych dzisiaj Polską.

Wielkopolska to dla mnie kraina intensywnego rolnictwa, nudnego krajobrazu i ceglanych kościołów. Kraina niezbyt spektakularna. Nie ma tu - moim zdaniem - czegoś co mogłoby pozostawić niezatarte wrażenie (zabytku, pejzażu). Jest poprawnie, ale bez szału. Bliższa pejzażowo i zabytkowo - oraz dużo atrakcyjniejsza - jest dla mnie południowa część kraju. 

Rajdzik niniejszy utwierdził we mnie te wszystkie straszliwe stereotypy, sorry...

 Oto mój bedeker po wrażeniach z pierwszego dnia podróży przez Wielkopolskę:

* Brzeziny (łódzkie) - po raz kolejny jestem tu w weekend i znów ruch jak w mrowisku. Tym razem dotarłem na rynek. Znowu nie nawiedziłem fary - natężenie ruchu samochodowego wygnało mnie w pola.

* Bielawy - gotycki kościół miał otwarte drzwiczki w murze, których nie sposób było otworzyć. Zadziwiające. Poddałem się i pojechałem dalej.

*** Walewice - tym razem (byłem tu już samochodowo) wrażenia mam bardzo pozytywne. Otwarta brama, pachnące bzy i zabudowania pałacowe z bliska dobrze nastroiły mnie przed dalszą trasą.


*** Sobota - tutejszy XVI-wieczny kościółek zasłużył na miano najpiękniejszego zabytku dnia (czyli soboty). Piękna gotycka cegła, gotyckie sklepienie i renesansowe nagrobki w prezbiterium. Cacko. 

* Orłów - gotycki kościół niezbyt urodziwy i ewidentnie przebudowywany. Duży zawód po Sobocie.


** Kutno - horrorek nawigacyjny. Byłem na to przygotowany. Dzięki zapobiegliwości (planiki na smarfonie) widziałem tutejszy pałac (bieda), dość rozległy rynek i sympatyczny ratusz. Nie widziałem sławnego dworca o którym Kazik śpiewał :)


* Dąbrowice - ostatnia miejscowość woj. łódzkiego na trasie. O dawnej miejskości świaczy ratusz, poza tym nic tu ciekawego i brak oznaczeń na Przedecz...


** Przedecz - trafiłem na zlot miłośników hałasu (tych za słabych kondycyjnie na rower, ale też lubiących dwa kółka). Zabudowa przeciętna, a w rynku ciekawy ratusz z jatkami, ponadto nieopodal pseudozamek. 

- Modzerowo - odnotowuje przejazd przez wieś, bo to województwo kujawsko-pomorskie, po raz pierwszy na rowerze! Niniejszym zdobyłem ostatnie brakujące województwo na rowerze (zabawa w zaliczgmine.pl niewątpliwie poszerza świadomość administracyjną).


** Brdów - tutejsze sanktuarium to ładny obiekt o rozbudowanej bryle, ale tłumy modnych pielgrzymów odwiodły mnie od nawiedzenia wnętrza w moim skandalicznym stroju (wiadomo: rowerowym).

* Sompolno - w zasadzie byłem tu tylko po to by zaopatrzyć się na wieczór w pewnym dyskoncie z insektem w logo. Rynek był nawet dość przywoity.


** Ślesin - oryginalny zabytek w postaci jedynego w Polsce klasycznego łuku triumfalnego postawionego nieszczęśliwie w 1812 r. na cześć niezwykle popularnego wśród szlachty księcia warszawskiego Fryderyka Augusta z rodu Wettynów (mówiącego dobrze po polsku). Pod łukiem przebiega droga wojewódzka nr 263. 

* Licheń - widziałem z okolicznych pól sławny efekt zachodu w witrażach, robi pewne wrażenie, przyznaję. Zdania jednak nie zmieniam: pomnik pychy i symbol pewnego rodzaju kiczu architektonicznego.

Na zakończenie dnia, po 200 km pociągiem i 198 km rowerem dotarłem do schroniska w Koninie. Pobyt wspominam z nostalgią :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33