button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Mizar w Studziance

 Takie powidoki z drugiego objazdu Polski na rowerze. Na 17. etapie mojego rajdu z 2016 r. największe wrażenie zrobił na mnie mizar w Studziance (na południowym krańcu Podlasia). 

 Meczet się tutaj nie zachował - puścili go z dymem Kozacy w dobie I wojny światowej (razem z całą wsią). Spis ludności z 1921 r. wykazał zaledwie 6 muzułmanów (wieś liczyła 541 mieszkańców). Ostatni imam - Maciej Barlujewicz - przekazał teren po spalonym meczecie pod budowę szkoły. Dziś nie ma tu Tatarów, szkoda. Pozostała jednak niezwykła historia wsi i jej namacalne dziedzictwo: ponad 170 zachowanych zabytkowych nagrobków na tutejszym mizarze. 

 Miejsce jest bardzo zaciszne, położone na skraju lasu, w dość znacznej odległości od drogi asfaltowej. Najstarsze zachowane nagrobki pamiętają jeszcze I Rzeczpospolitą, powstały w XVIII wieku (najstarszy z 1747 r., wcześniej mizar był w innym miejscu).

 Niezwykłość tej nekropolii bierze się z jej charakteru - od samego początku był to tatarski cmentarz wojskowy. Mówimy rzecz jasna o Tatarach pozostających w służbie Rzeczypospolitej. Drugą cechą - po zaciszności i położeniu na uboczu - jaka przypadła mi bardzo do gustu była spójność zabudowy. Cmentarz od zakończenia II wojny nie jest użytkowany. Stele nagrobne tworzą więc niczym nie zmącony klimat kamiennych kręgów. Biednych członków tatarskiej społeczności upamiętniano z lekka tylko ciosanymi polnymi kamieniami.  Tych znaczniejszych - kształtnymi stelami z piaskowca. 

 Na koniec smutna refleksja. Nie będzie pocieszającej historii o sielankowym współistnieniu, o poszanowaniu inności, nie wspominając nawet o akceptacji. To co działo się na mizarze po zakończeniu I wojny św., na pocz. lat 20. mrozi krew w żyłach. Mieszkańcy wsi - jak mniemam - po zejściu ostatniego imama zaczęli rozkopywać mogiły, część nagrobków potraktowali jako gruz lub znakomite osełki do kos... Zwyrodnialców nie był w stanie przywołać do przyzwoitości nawet miejscowy proboszcz (ponoć wyczynów tych dokonywali nowi, napływowi mieszkańcy wsi, co oczywiście nie uzasadnia w niczym profanacji).

 A przecież mówimy o miejscu szczególnym - cmentarzu. Miejscu gdzie wieczny spoczynek znaleźli obrońcy Rzpltej, uczestnicy konfederacji, walk w obronie Konstytucji 3 Maja z 1792 r., wojen napoleońskich i polskich zrywów narodowych. Tu spoczęli Tatarzy zawsze wierni Rzeczypospolitej. Żadni tam zdrajcy, żadni okupanci czy krwiopijcy. Społeczność nieźle zintegrowana, zasiedziała od wieków...

 Jaka była zatem motywacja sprawców profanacji? Rozkopywanie mogił znajduje proste, choć odrażające wytłumaczenie - rabunek, chęć zysku. Używanie kamieni nagrobnych jako gruzu lub materiału budowlanego? Antyislamizm? Odrażający przejaw ksenofobii? Czy może jak przy rozkopywaniu mogił - chłopski "pragmatyzm" (jak złoto leży w grobie to co się ma marnować, nieboszczykowi niepotrzebne przecież, kamień też mu zbędny).  Używanie nagrobków jako osełek - bezmyślność czy przejaw pogardy dla społeczności której nekropolię zbezczeszczono? Może wszystko po trochu? 

 Może to jedynie, znany przecież w antropologii kulturowej, motyw swój-obcy? Najbardziej przerażający, bo niedający się łatwo wytłumaczyć słowami-kluczami z prefiksem "anty" lub sufiksem "fobia"? Mówimy o chłopach, takich z Podlasia. Tego Podlasia (Wąsosz, Jedwabne, Radziłów). 

 Przecież dysponujemy przerażającymi świadectwami w postaci chłopskich pamiętników z końca XIX wieku. Dawali w nich liczne świadectwa swojego stosunku do sąsiadów. Nie, nie tylko do Żydów. Do polskich sąsiadów. Wystarczyło mieszkać w pobliskiej wsi i już było się obcym. Można było mieć identyczne pochodzenie, identyczny status, nawet wygląd. Jeśli tylko było się "spoza", było się tym obcym. Obcy był zaś zawsze tylko półczłowiekem, był inny, był wrogiem. Nawet gdy był takim samym polskim chłopem. Gdy był z tej samej wsi - starczyło by był nieco bogatszy lub jeszcze biedniejszy niż autor wspomnień. Był już obcym. Należało nim chociaż troszkę gardzić, lub trochę nienawidzić. Wyobraźcie sobie teraz, że jest muzułmaninem, Tatarem, nieco inaczej wygląda... 

To bolesne, ta trywialność zła. Mechanizm jest wszędzie podobny. 

Skoro zaś nagrobki (i szczątki!) były od heretyków, obcych, to i grzechu nie było. A ksiądz proboszcz? Przecież też w jakiejś mierze był obcy...

sobota, 17 marca 2018, stradovius

Polecane wpisy

Komentarze
2018/03/19 10:33:02
Bolesne słowa ale...
Co powiesz o historii z połowy XXw. Gdy w Tarnowie, "nowi ludzie" tacy wykreowani z tychże chłopów, ba nawet nie chłopów, komorników i innej wsiowej biedoty, nie mają skrupułów i wykorzystują pomniki nagrobne z cmentarza pierwszowojennego na fundamenty swoich domów...?
Owszem te z sąsiedniej wsi to "obce" (no chyba ze wieś po drodze targowej była, to wtedy już nie obce), ale przez pokolenia wytworzyły się zasady traktowania obcych, nie bylo w tym jakieś wielkodusznej gościnności, ale nie bylo też agresji czy nienawiści. Takie było życie, trudno oczekiwać od kogoś kto co przednówek głodem przymiera by z zyczliwością patrzył na obcych...
Inna sprawa ze czyny niegodziwe też nje wchodziły w rachubę, trzeba było dopiero rozpaczy takiej jak kilka lat głodu by wywołać rabację w Galicji, a i wtedy nie atakowano obcych czy Żydów ale panów i ekonomów.
Zakladam ze na Podlasiu nie było inaczej.
O właśnie przypomniały mi się rabunki na tarnowskim cmentarzu w okresie po pierwszej wojnie swiatowej... Też nie zrobili tego tarnowianie, ale przybłędy których zawsze w czasach zawieruchy mnóstwo.
-
2018/03/20 21:51:39
Profanacja cmentarzy to nie mordowanie. Inny ciężar gatunkowy - to prawda. Bierze się jednak z poczucia obcości i z pogardy/poczucia niższości. Formy wyrażania tych "uczuć" były różne w różnych miejscach. Niemal w białych rękawiczkach na Górnym Śląsku (powstania), poprzez rabację, pogrom kielecki i straszliwe rzezie na Ukrainie.

Da się zuważyć pewną prawidłowość: czym dalej na wschód, tym bardziej ekspresyjnie...