button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Grossglockner Hochenalpenstrasse & Edelweißspitze

 Ten długi ciąg teutońskich nazw w tytule zwiastuje relacje z mojego przejazdu rowerem (rok temu) przez najsławniejszą przełęcz Austrii, najsławniejszą drogę górską w Austrii i najwyższą górę w Austrii - ba!, w całych Alpach - osiągalną drogą. Niestety, także dla samochodów...

Na początku podjazdu lało straszliwie. Nie widziałem nic poza jezdnią (na jakieś 10 metrów), nie było się gdzie schronić a czekał mnie przecież podjazd niemalże bez końca. Żywioł odpuścił z nienacka. I zanim jeszcze woda spłynęła z drogi, ujrzałem słońce. Cały ten spektakl miał miejsce w obrzydliwie turystycznym i ohydnie malowniczo położonym Heiligenblut. Roiło się tu od rodaków. Byli głośni i poruszali się grupami. Łączył ich zdaje się Wielki Dzwonnik (Grossglockner). Mnie sam szczyt - przyznam szczerze - trochę zawiódł. Widziałem co najmniej kilkadziesiąt bardziej imponujących w Alpach. To jednak nie znaczy, że położenie Heiligenblut jest mało imponujące. 

Ten biały po prawej to Grossglockner - najwyższy szczyt Austrii

Gdy z mozołem zacząłem dalszą rowerową wspinaczkę ukazała mi się tęcza (na pierwszym zdjęciu). Jak niewiele człowiekowi trzeba do szczęścia. Trochę wody, zdrowia, ciut prowiantu, no i tęczy. 

Mój plan zakładał biwaczek na podjeździe, powyżej bramek, albowiem satelity dawały tam nadzieję na rozkoszny nocleg na łonie natury. Miejsce znalazłem faktycznie niezłe. Niestety w chwili rozkładania namiotu dopadła mnie ściana deszczu. To był taki wodospad, że musze przekląć alpejską psychopatyczną gwałtowność. Ledwo zdążyłem się zaniepokoić zmianą scenerii a już leżałem podtopiony na zalanej sypialni namiotu (akurat ją zapinałem). Oj, to nie była beztroska noc w suchym namiocie...

Zanim Alpy ukarały mnie za śmiałość, miałem szansę doznać wrażeń mistycznych, tj. przejechać przez bramki wyznaczające początek słynnej Grossglockner Hochalpenstrasse. Przejazd samochodem wyceniony jest na 35 euro, rowerem można przejechać gratis, ale trzeba przycisnąć przycisk na specjalnej samoobsługowej bramce dla rowerów. Rozwiązanie sprytne, bo skutecznie neutralizuje brawurę kolarzy (szczególnie dotyczy tych jadących z górki), którzy na zjazdach z alpejskich przełęczy uznają tylko pierwszeństwo motocyklistów, i to nie wszyscy. 


 O świcie powitała mnie alpejska rześkość na poziomie 5 stopni Celsjusza. Droga była pusta, no ale wyruszyłem przed godziną 5. Długo jechałem w całkowitej ciszy, którą zakłócały jedynie Milki, pobrzękując dzwonkami.

Tunel na Hochtorze mogłem pokonać jeszcze w spokoju. Czym bardziej zbliżałem się jednak do Edelweisspitze, tym ruch robił się większy. Czas płynął, a ja zbliżałem się do turystycznego epicentrum. 

Edelweissspitze (2571) z widocznymi zakosami drogi wiodącej na szczyt

Gdy tylko wczesny poranek przeszedł w zwykłe rano, pogoda stała się kapryśna i cały czas wisiała nade mną groźba oberwania chmury. To mocno zakłóciło przejrzystość widoku, ale dodało też szczypty tajemniczości.

Sam wjazd na wierzchołek był ciekawym doznaniem. Zabytkowy bruk, tabliczki z wysokościami na zakrętach i duma z wtoczenia się na samiuśki szczyt wioząc cały bagaż ze sobą. 


Potem był już tylko wspaniały zjazd. Długi, stromy, a po opuszczeniu bruku szeroki. Tylko tej atmosfery Równicy na szczycie żal. Góry na których szczyt można wjechać samochodem - to nie jest mój ideał. Oczywiście, to wielkie wyzwanie zrobić to na rowerze, szczególnie z bagażem, ale... 

Gdyby tak chociaż zrobili zakaz dla pojazdów silnikowych :) 

Zakaz wjazdu tylko na Edelweisspitze, z wypożyczalnią rowerów na dole. 

Trudno uwierzyć, że liczącą niemal 48 km drogę otwarto już w 1935 roku. 

Jakie są zatem moje wrażenia?

Na plus: 

+ bramki wjazdowe z kapitalnym pomysłem osobnej furtki rowerowej

+ perfekcyjna jakość jezdni

+ możliwość pobrania wody źródlanej w przykościelnym ogrodzie w Heiligenblut

+ emocjonujący podjazd brukiem na wierzchołek Edelweisspitze

+ widoki rzecz jasna (choć znam w Alpach widoki bardziej spektakularne)

 

Na minus:

- Zbyt szeroka droga odbierała trochę radości z jazdy, choć gwarantowała większe bezpieczeństwo

- niezbyt atrakcyjne widokowo wypłaszczenie między Hochtorem a Edelweisspitze

- duży ruch turystyczny w okolicy Edelweisspitze

środa, 06 września 2017, stradovius

Polecane wpisy

  • W ojczyznie Ladynów

    Wrzucam garść rozgrzewających letnich obrazków z Dolomitów. Paradoskalnie w Dolomitach mocno przemarzłem i naoglądałem się śniegu. Takich zdjęć jednak nie będzi

  • Zachód w stylu alpejskim

    6 sierpnia 2015 r. 18 dnia wspólnej jazdy przez Alpy nadszedł czas pożegnania z bratem. Nie zawsze było idyllicznie, spanie w jednym namiocie, gotowanie na jedn

  • Najwyższe drogi Europy

    W temacie najwyższych dróg w Europie panuje - jak w wielu tego typu zestawieniach - spory galimatias. Tymczasem sprawa jest prosta. Najwyżej w Europie droga asf

Komentarze
2017/09/12 06:02:07
Zdecydowanie plusy przeważają. Zresztá myślę że droga powstała właśnie z myślą o automobilistach, i teraz zamykanie jej dla nich było by nie fair.
-
2017/09/16 14:35:37
No oczywiście, że Hochalpenstrasse powstała z myślą o samochodach. Mój pomysł dotyczy tylko brukowego podjazdu na Edelweisspitze (odnogi całej trasy) :)