button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
Blog > Komentarze do wpisu
TdP 2.0 - dzień 13 - Dzień obfitości

Dzień trzynasty. Nie miałem prawa oczekiwać słonca, ciepła i jakichkolwiek przyjemnych doznań. Tliła się we mnie jednak nadzieja, że sznury deszczu odpuszczą chociaż w chwili oglądania sławnych warmińskich zabytków.

Moje oczekiwania - jak widać - topniały z każdym kolejnym dniem. Zestaw przeciwdeszczowy miałem cały czas pod ręką, zestaw zapasowy spakowany tuż pod nim. Byłem gotowy na spotkanie z przygodą. Spodziewałem się sporej dawki atrakcji w takich miastach jak Lidzbark, Bisztynek, Reszel czy Ryn. Zaczęło się jednak tradycyjnie - od ciężkich chmur nad głową, które z rzadka dopuszczały do głosu nieśmiałe słońce. Pejzaż okolic Górowa był cudny, nawet z chmurami na niebie.

Chmury ziściły się potężną ulewą, która przetrzymała mnie godzinę na przystanku we wsi Kandyty.

Po przymusowej przerwie ruszyłem na Górowo Iławeckie. Matecznik mickiewiczowskiego Konrada Wallenroda (Herkusa Monte) nie jest najpiękniejszym miastem pod słońcem (czy chmurą), ale rynek zawiera w sobie fragmenty dawnej zabudowy. Po wrażeniach z Pieniężna można odetchnąć z ulgą. 

Z Górowa dobrej jakości drogą nr 511 pojechałem (znowu pod silny wiatr) w oczywistym kierunku - na Lidzbark.

Lidzbark Warmiński to jedno z najatrakcyjniejszych turystycznie średnich miast (17 tys. mieszkańców) polskich. Okolice rynku zostały jednak doszczętnie zniszczone w czasie II wojny św. Zniszczenia zabudowy śródmieścia oszacowano na 80% (calutkie Stare Miasto wewnątrz murów miejskich), cytując ciotkę wikipedię:

W 1958 roku podjęto decyzję o nieodbudowaniu z ruin Starego i Nowego Miasta, a w następnych dziesięcioleciach na pozostałościach lidzbarskiej Starówki wzniesiono betonowe blokowiska.

Był tu kiedyś piękny gotycki ratusz, wspaniała starówka. Dziś oryginalną zabudowę możemy zobaczyć wyłącznie na obrzeżach centrum (łącznie zniszczenia objęły "tylko" 55% zabudowy miasta).

Na zdjęciu powyżej jedyna odbudowana pierzeja rynku...

Nieszczęścia ominęły zamek biskupów warmińskich - najlepiej zachowany gotycki zamek w Polsce. Ten obiekt decyduje o atrakcyjności miasta dla turystów. 

W Lidzbarku jest o wiele więcej zabytków, miasto jest jednak bardzo nieprzyjazne dla rowerzystów. Pstrzy się w głowie od zakazów a ręce trzęsą się od konieczności jazdy po betonowym bruku najgorszego sortu. Dla zilustrowania moich wrażeń wrzucam fotkę tzw. oranżerii Krasickiego:

Lidzbark nie lubi rowerzystów, muszę jednak przyznać że na rowerze zobaczyłem tu wielokrotnie więcej niż będąc kiedyś samochodowo. 

Następnym moim punktem przystankowym w pełnej atrakcji Warmii był Stoczek Klasztorny. Miejsce dla mnie niezwykłe: to jedyny istotny obiekt zabytkowy w tej częśći Warmii którego dotąd nie widziałem. Rowerem zawsze jest po drodze!

Bogactwo atrakcji architektonicznych na Warmii w sumie nie zaskakuje. Byłem tu już dwa razy, wiedziałem czego się spodziewać. Na rowerze zaskakuje przede wszystkim piękno warmińskiego krajobrazu. Celowo zjeżdżałem z utartych szlaków, czasem kosztowało mnie to przejazd przez szutrowe odcinki, ale było warto.

Zbaczając z utartych szlaków natrafić można na takie urocze kościoły jak ten w Sułowie. Nawa gotycka, drewniana wieża z izbicą z roku 1700. Droga tu fatalna, ale okolica malownicza.

W takim błogim spokoju lokalnych dróg zbliżałem się do Bisztynka. Miasto ma swój styl, choć wybitnych zabytków tu nie ma. Nie odbudowano nawet całej zabudowy, choć zniszczenia były umiarkowane (~40%).

Wizualnie najatrakcyjniejszym obiektem miasta jest Brama Lidzbarska z XVIII w. 

W drodze do Reszla mijam kolejny gotycki kościół. Było ich od rana kilka, wszystkie łączy budulec i neogotycki lifting. Oto Sątopy:

W dziedzinie urbanistycznej perłą Warmii jest oczywiście Reszel. Miasto to niewielkie, o jednolitej zabytkowej zabudowie (klasycyzujące piętrowe kamieniczki) i małomiasteczkowym klimacie.

Zamek tutejszy częściowo przebudowano na ewangelicką kaplicę.

Harmonia zabudowy, stylowe szyldy, jakiś taki ogólny ład... Przeciwieństwo nieszczęsnego Pieniężna. Reszel to jedno z najpiękniejszych polskich miast.

Z lotu ptaka Reszel wygląda równie wspaniale: https://prosto-w-serce.flog.pl

Granica Warmii jest znakomicie oznaczona w terenie: nie tylko tablicą informacyjną, także XVIII-wieczną kaplicą (niestety nieurodziwą).

Przekroczenie historycznej granicy oznaczało, że zbliżam się do wyspy katolicyzmu w Prusach Książęcych - do Świętej Lipki. Tutejszy jezuicki kościół wybudowano w klasycznym baroku pałacowym. We wnętrzu kościoła czujemy się jak w pałacu potężnego magnata. Analogia jest słuszna, bo powstał w dobie oligarchii magnackiej. Niezwykłość kościoła tkwi właśnie w tym fakcie: bycia fundacją katolickiej polskiej magnaterii (biskupa warmińskiego) na obszarze niemieckiego ewangelickiego królestwa (całe wyposażenie i fasada kościoła pochodzą z lat 1712-1730; Prusy miały już wówczas rangę królestwa). Ta świątynia jest namacalnym dowodem wpływów Rzeczypospolitej w Prusach. To taka witryna reklamowa katolicyzmu, arcycukierkowa, przebogata, barokowa, kontrreformacyjna, wyzywająca. Powstała w ogródku Hohenzollernów!

Z Lipki skierowałem się na Kętrzyn: pejzaż był pruski, zabytki krzyżackie.

Zależało mi na odwiedzeniu zamku-kościoła w Bezławkach. W XIV w. Krzyżacy postawili zamek, zamieniony w XVI w. na kościół ewangelicki. Obiekt został przystosowany bez większych przeróbek, stąd jego oryginalność. 

W Kętrzynie lustrowałem niezbyt pokaźny zamek krzyżacki.

W planach tego pełnego atrakcji dnia podróży był jeszcze Ryn. Postanowiłem jechać lokalnymi drogami, które w okolicy wsi Nakomiady urzekły mnie krajobrazem. 

Późnym popołudniem słońce wspaniale uwypuklało polodowcową rzeźbę. Gdy robiłem poniższe zdjęcie (tuż za wsią) usłyszałem z boku, czyli dochodzące z drogi człapanie dużego psa. Czym prędzej wyłączyłem aparat by czmychnąć prześladowcy, spojrzałem na drogę i zastygłem z wrażenia...

Borsuk, borsuk, wielki borsuk stał sobie na środku asfaltówki i gapił na mnie wyzywająco. Gdy zdołałem uruchomić aparat on człapał już w kierunku zarośli. Nawet nie raczył się zdziwić na mój widok. 

Co mnie podkusiło by wyłączyć aparat? Miałbym cudowny portret borsuka w korzystnym oświetleniu. Nie mam - zostały wspomnienia, ech.

Przeżywając niezwykłe spotkanie dotarłem w końcu do miasta Ryn, ostatniego na trasie 13. etapu. Słońce zbliżało się ku zachodowi a ja musiałem jeszcze znaleźć sosny :)

Znalazłem je w lesie nieopodal Starej Rudówki. Zmierzchało już, rozbiłem się więc na poboczu leśnej drogi, tak by nie wleźć butami w leśną szkółkę. Na liczniku mojego roweru, wyzerowanym przed wyruszeniem w Tour de Pologne, widniała cyfra 2003 km, dystans dzienny opiewał na 153 km. Bagaż wrażeń był tak pokaźny, że zrobiłem ponad 200 zdjęć jednego dnia (co zdarza mi się bardzo rzadko). Do pełni szczęścia zabrakło tylko jednej fotki :(

piątek, 05 maja 2017, stradovius

Polecane wpisy

Komentarze
2017/05/07 10:19:58
Byłem podzielam opinię, zwłaszcza na temat Reszla (most gotycki jest też świetny), natomiast moim zdaniem Warmia to rowerowy raj, choć w miastach faktycznie robią z siebie bałwanów, stawiając zakazy na złość rowerzystom. Był też przypadek spałowania rowerzysty przez jakiegoś półgłówka w mundurze, bodajże w Olsztynie.
-
2017/05/09 19:15:10
O tym Reszlu wiem wiele, ale i tak dolałeś oliwy do mojego na to miasto apetytu.