button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
Blog > Komentarze do wpisu
TdP 2.0 - dzień 9 - Nadmorska huśtawka nastrojów

 Obudziłem się wyspany. Sośnina była mi jak zwykle życzliwa. Pospiesznie zjadłem leśne śniadanie, bo nie umiałem się już doczekać widoku morza i pierwszej atrakcji. Był nią niezwykły szachulcowy zespół pałacowy we wsi Świerzno. Powstał na pocz. XVIII w. dla hrabiego Flemminga i pełnił funkcję dworu myśliwskiego. Widziałem w życiu setki pałaców i dworów, ale ten zaliczyłbym do najoryginalniejszych. Niestety obiekt nie należy do gościnnego właściciela. Jest to o tyle rozczarowujące, że prowadzi doń urocza aleja kasztanowców. Połączenie pruskiego muru, mansardowych dachów i spójność architektoniczna całego zespołu proszą się wręcz o sesję fotograficzną. Prośbie tej nie sposób jednak uczynić zadość.

Na pocieszenie Świerzno oferuje jeszcze jeden zabytek z muru pruskiego - kościół. Jest nieco starszy od zabudowań pałacowych, pochodzi z 1681 r. 

Słoneczny poranek i zabytki Świerzna dodały mi sporo pozytywnej energii. Mogłem więc w spokoju kontemplować uroczy rynek w Trzebiatowie. Zdążyłem już odzwyczaić się od takich estetycznych starówek.

Dalszy kierunek jazdy był oczywisty - nadmorska plaża! Było jeszcze dość wcześnie i wczasowicze Mrzeżyna nie zdążyli wylać się tłumnie na ulice. 

Na mrzeżyńskiej plaży było podobnie pusto. Przy takiej wyjątkowo dobrej - jak na lato 2016 r. - pogodzie postanowiłem rozgościć się dłużej na plaży. Koniec końców jechałem tu 1296 km i na początku 9 dnia podróży mogłem wreszcie zdjąć buty w innych okolicznościach niż w schronisku lub namiocie. 

Piasek był zimny, ale suchy. Drugie śniadanie pyszne, nastrój znakomity. 

Na plaży w Dźwirzynie ludzi było już więcej, w oddali majaczyła kołobrzeska latarnia przypominając mi o kolejnym mieście nie zdobytym jeszcze o własnych siłach.

W Kołobrzegu spotkałem jeszcze bardziej ekologicznego rowerzystę ode mnie. Miał też lepszą sylwetkę i pozwolił mi wyłudzić od sympatycznej pary emerytów, której robiłem przy nim zdjęcie, plan centrum miasta.

Od wsi Grzybowo po centrum Kołobrzegu ciągnęła się ładna ścieżka rowerowa, uczęszczana przez rowerzystów. Biznes wypożyczalni rowerowych jest w rozkwicie. Szkoda tylko, że nie zawsze wypożyczają sprawne rowery (nie byłem w stanie pomóc sympatycznej starszej pani przykręcić pedała, bo nie brałem ze sobą odpowiedniego klucza). Nasze wybrzeże świetnie nadaje się na trasę rowerowej wędrówki. Plaże mamy piękne, z głodu umrzeć tu nie sposób a rower pozwoli spalić nadmiar kalorii. Po większym wysiłku możemy nawet odpocząć na plaży (inna kolejność nie wydaje mi się atrakcyjna :)

W tak starym, zacnym grodzie jak Kołobrzeg, ze względu na ogrom zniszczeń wojennych, nie mogłem niestety zachwycać się rozległą starówką.

Odbudowę wspaniałej kołobrzeskiej katedry ukończono dopiero w 1984 roku...

Stratę duchową powetowałem sobie w Altstadt (Budzistowo). Znajduje się tu śliczna kaplica z XIII w. o uroczej XV-wiecznej absydzie. By nie przesadzać z zachwytami dodam, że w 1892 r. znacznie "poprawiono" jej wygląd, by ideologicznie reprezentowała czystą rasę gotycką (mam nadzieję, że w tym zdaniu dobrze uzasadniłem swoją niechęć do poprawiania historii, nie tylko zabytków).

W polu rażenia Gąsek co jakiś czas mijałem takie oto banery... Mobilizacja mieszkańców zakończyła się sukcesem - kilka tygodni przed moim przejazdem przez Gąski PGE wycofała się z pomysłu budowy elektrowni jądrowej w Gąskach.

 Z Budzistowa postanowiłem jechać na południe. Celem była gmina Dygowo. Pomysł rodem z zaliczgmine.pl okazał się fatalny w skutkach. Na drodze z Dygowa do Ustroni Morskich, na dziurach i przełomach, wyłamałem dwie szprychy. Co gorsza, nawet tego nie zauważyłem! Na fatalnym płytowym odcinku Ustronie Morskie - Tymień pękła trzecia. Odgłos brzęknięcia szprychy w trasie jest jednym z najstraszniejszych odgłosów (nie licząć uderzeń pioruna) jakie może wyłapać ucho rowerzysty. Wtedy odkryłem, że to już trzecia szprycha.

 Tak oto idylliczna nadmorska podróż 9 etapu zamieniła się w czas ciągłej czujności i niepokoju. Po raz ostatni trzy szprychy jednego dnia straciłem w... 2009 roku. Straciłem całkowicie czujność, przez 8 dni nie miałem żadnych problemów technicznych. Rower - pomimo ciężkich warunków - spisywał się znakomicie. Od teraz - akurat gdy minąłem przepełniony sklepami Kołobrzeg - moim głównym celem było dotarcie do Darłowa rowerem, nie zaś "z rowerem".

Największą atrakcją Gąsek jest 50-metrowa latarnia z 1878 r.

Pomimo olbrzymiej ostrożności, jeszcze przed sławnym Mielnem, straciłem szprychę nr 4. Tłumy wczasowiczów w Mielnie były wręcz groteskowe. Sznur samochodów był nieznośny a ja nie zawsze mogłem jechać skrajem jezdni, bo na szali było powodzenie moich planów i perspektywa utraty piątej szprychy (co zakończyłoby definitywnie moją podróż rowerem).

Karta się odwróciła i do zestawienia nieszczęść dopisała się pogoda.

Nad jeziorem Jamno dorwał mnie potężny burzowy front. Zdążyłem jeszcze strzelić poniższą fotkę i zanim schowałem aparat rozpętało się piekło (widoczne po lewej).

Decyzja pt. jechać na całego by trafić pod jakiś dach czy też rozpocząć długi rytuał przebierania się w strój płetwonurka jest jedną z najtrudniejszych dla sakwiarza w czasie tzw. dynamicznej pogody. Wybrałem jazdę "na złamanie karku" bo wieś Osieki była tuż-tuż.

Nieopodal XIV-wiecznego kościoła w Osiekach, zanim nie było czego zbierać, natrafiłem na przystanek z wiatą i dołączyłem do grona bytujących tamże miejscowych gimnazjalistów (w stanie wakacyjnego spoczynku); w tym samym celu, tj. uniknięcia podtopienia.

Kościół w Iwięcinie - perła Pobrzeża Koszalińskiego

 To był dzień nagłych zwrotów akcji, przymusowy pobyt pod wiatą trwał tylko 40 minut i ruszyłem dalej w kierunku Darłowa. Gdybym był w lepszym nastroju zrobiłbym wszystko by dostać się do środka pięknego XIV-wiecznego kościoła w Iwięcinie. Otoczenie kościoła jest bardzo zadbane, sama świątynia - wybudowana przez cystersów - zachwyca wyposażeniem wnętrza pochodzącym w całości z XVII w. Są też malowidła na stropie. Jak miło, że wojna nasyciwszy się Kołobrzegiem zostawiła w spokoju tu i ówdzie małe conieco. Ot, np. taki cudowny kościół w Iwięcinie.  

Zmianę nastroju przypieczętował widok tęczy w pobliżu Bukowa Morskiego. Nagłego przyrostu optymizmu nie zakłócił mi nawet 7-kilometrowy rajd przez zerwaną nawierzchnię drogi z Dąbek do Darłowa. By ustąpić miejsca samochodom w wielu miejscach musiałem zsiadać z roweru. Wdzięczności nie odnotowałem. Minąłem się jednak z naszą niezwyciężoną armią :)

Jeszcze przed zachodem słońca zameldowałem się na noclegu w Darłowie. Nie, tym razem nie zasypiałem w namiocie. Zmagania z fortuną objęły dystans 169 km.

PS

Wniosek jest jeden: skoro żal mi miejsca w sakwie na zapasowe szprychy i czasu na demontaż koła to warto chociaż zabierać klucz do nypli. Gdybym go miał, nie straciłbym czwartej szprychy i zyskał trochę więcej pewności siebie. Zabranie dwóch szprych nie zdołałoby mnie uratować, bo zorientowałem się w problemie dopiero po utracie trzeciej (a nigdy w życiu nie brałem więcej niż dwóch zapasowych szprych). 

piątek, 31 marca 2017, stradovius

Polecane wpisy

Komentarze
2017/04/02 12:03:49
Sklepy roweowe są w wielu miejscach, raz pozyskałem szprychy na... złomie.male klucz do kół i uniwersalny "rowerowy" mam zawsze nawet jak jadę tylko do pracy (10 km) ,za to w trasę mam też klucz do wielotrybu, zazwyczaj daje się znaleźć kogoś kto dysponuje imadłem żeby go wkręcić.

archirekturę uchwyciłeś rewelacyjną...
-
2017/04/02 22:49:58
A klucz do pedałów, sterów, bacik do kasety, zapasową oponę i widelec etc. wozisz? ;)
Dla pewności wypadałoby jeszcze zapasową obręcz a wprzypadku niektórych producentów jeszcze zapasową ramę...