button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
Blog > Komentarze do wpisu
TdP 2.0 - dzień 7 - Tęskność za sosną

 Uwielbiam zapach sosen o poranku. Świerki i buki to nie to samo. Gonne pnie sosen dają przestrzeń a miękka darń wygodę. O dziwo nie obudził mnie deszcz tylko śpiew ptaków i słońce. Las sosnowy nie jest może moją ulubioną fitocenozą, ale do celów noclegowych jest wręcz stworzony. Mój entuzjazm podzielają też pewnie grzybiarze, nieco mniej ekolodzy. Czekał mnie rajd przez Ziemię Lubuską. Jeśli mnie pamięć nie myli tutejsze lasy mają najwyższy w Polsce udział sosny w drzewostanie.

 Na dzień dobry po raz pierwszy w życiu Ośno Lubuskie. W Ośnie było znośnie przez wzgląd na kilka ciekawszych obiektów. Dalej zmierzałem na gorzowski wariant okrążający tzn. chciałem za wszelką cenę ominąć Gorzów i poszwędać się po okolicznych "leśnych" gminach by zahaczając o Lubiszyn i Staw trafić do Myśliborza, który celowo ominąłem dwa lata wcześniej. 

Oto ulica Kopernika w Ośnie Lubuskim na odcinku gdzie tworzy jedyną zachowaną pierzeję zabudowy rynku. Ośno to niewielkie miasto (4 tys), ale zniszczeń zabudowy (70%!) szkoda, bo zachowane zabytki są ładne, np. neogotycki ratusz (tylko ta pustka dookoła),

czy wyjątkowo malowniczy gotycki kościół św. Jakuba z II poł. XV w. Ominęły go poważniejsze zniszczenia, ale nie uszedł uwadze poprawiaczy gotyku w XIX wieku (zabawiali się w latach 1853-78)...

Zachował się też w Ośnie obwód murów obronnych, oczywiście nieco "podpicowanych", ustępujących jednak znacznie urodą ratuszowi czy farze. Z uczuciem niedosytu ruszyłem zatem na północ, drodze nr 134 do pierwszej wsi (Radachów) towarzyszyła nawet przyzwoita ścieżka rowerowa. 

Przekroczyłem też Wartę w miejscu wielce malowniczym (nieco na zach. rozpościera się już PN "Ujście Warty"). 

Niektóre oczka polodowcowe potrafiły zwrócić na siebie uwagę - na tym poniżej znajduje się łódka z wędkarzem. Zaintrygowało mnie takie rozwiązanie - bezsensowne nieco zważywszy na rozmiary akwenu...

Ostatki na Ziemi Lubuskiej upłynęły mi zatem w miłej atmosferze. Spokojnymi leśnymi asfaltówkami osiągnąłem w końcu dawną stolicę Nowej Marchii, Myślibórz. 

 Miasto doznało jak na tutejsze warunki niewielkich zniszczeń zabudowy (ledwie 40%), niestety w miejsce zniszczonych kamienic poupychano bloczki psując tym samym wrażenia estetyczne, choć podnosząc zapewne komfort życia mieszkańców.

 Myślibórz to miasto kontrastów i niejednoznaczności. Rynek rozległy i zielony, ale zabudowa miejscami koszmarnie zapuszczona (i niejednolita). Jest tu zabytkowa kolegiata, mury obronne z dwoma bramami i basztą, piękne, wolnostojące gotyckie kaplice, sporo oryginalnej zabudowy. Miasto jest jednak bardzo ruchliwe i z urokliwością nie ma niestety wiele wspólnego. To smutne, bo mogłoby robić pod każdym względem lepsze wrażenie, ma do tego potencjał. 

Jednym z wielu zabytków miasta jest klasycystyczny ratusz z 1772 r. 

Poniżej typowy myśliborski ekspresjonizm:

 Następnym przystankiem na mojej trasie były Lipiany a odcinek Myslibórz-Lipiany nie należał do przyjemnych. Ruch nieznośny, ale alternatywy tradycyjnie nie było. 

 Lipiany okazały się być dużo spokojniejsze od Myśliborza. Zniszczeń wojennych nie było tu prawie wcale. Jak na ironię zabudowa tego niewielkiego miasta (4 tys) jest jednak uboga w detale. Zamożność lipiańskich mieszczan pozostawiała zapewne dużo do życzenia. Najstarszymi zabytkami są obie zachowane bramy miejskie (fakt, że były tylko dwie mówi dużo o kondycji miasta) z XV w.

 Odcinek do Pyrzyc był już spokojny a same Pyrzyce, no cóż, zabudową ustępowały zarówno Lipianom jak i Myśliborzowi, co należy czytać, że nie było tu prawie śladów starej zabudowy. Cytując ciotkę Wikipedię:

Do roku 1945, czyli do całkowitego zniszczenia podczas walk o miasto i znalezienia się Pyrzyc w granicach Polski, miejscowość ze względu na jej dobrze zachowaną starówkę nazywana była mianem "Rothenburg ob der Tauber Pomorza".

Przejazd przez Pyrzyce wpędza po prostu w depresję bardziej niż całodzienne opady. W ramach pocieszenia zjadłem tu smaczny obiad w niedrogiej restauracji (w Polsce mnie stać, a co!). Całokształt zabytków miasta prezentuje się następująco:

Poza - w znacznej mierze odbudowanymi - odcinkami murów miejskich z Bramą Bańską (pierwsze zdjęcie) i kilkoma basztami nie ma tu godnych uwagi obiektów (kościół farny zakończono odbudowywać w 1975). Nasuwa się pytanie czy konieczne było zrównanie tego 13 tys. miasta z ziemią w 1945 roku? Mam poważne wątpliwości. 

 Z Pyrzyc postanowiłem jechać na północ boczną drogą, wzdłuż zachodnich brzegów jez. Miedwie. Za chwilę jednak chciało urwać mi koła - zawiodła po raz pierwszy moja nowa mapa (jechałem z luźnym zestawem kartek z atlasu wydawnictwa ExpressMap na której zaznaczono z petyzmem 23 000 atrakcji turystycznych). Zamiast asfaltu były płyty, w dodatku oczkowane. Prawdziwy czyściec zdarzył się tuż przed Kołbaczem, gdy tak zależało mi na oświetleniu! Myślałem że zobaczę jezioro Miedwie, ale nic z tego.

Jakby nieszczęść było mało, niebo zaczęło przybierać dobrze znane mi barwy.

 Otoczenie sławnego cysterskiego kościoła mocno mnie rozczarowało. Brakuje tej specyficznej aury, którą tak uwielbiam w stareńkich wiejskich świątyniach. Nie doszukałem się informacji o zniszczeniu obiektu w 1945 roku. Był on jednak na przestrzeni dziejów palony i obrabowywany (np. kolumny romańskie przebywają w gościnie Muzeum Narodowego w Szczecinie, gotycki ołtarz główny w bazylice arch. św. Jakuba, także w Szczecinie). Niezatarty wpływ na jego odbiór ma z pewnością "gotyckie" odświeżenie w poł. XIX w. Z dawnego kompleksu zachowało się kilka innych obiektów np. Dom Opata (okupowany przez koneserów tanich trunków), Dom Konwersów (widoczny na zdjęciu po prawej) a nawet gotycka ponoć (w obecnym kształcie głównie XIX-wieczna, moim skromnym zdaniem) stodoła...

Najatrakcyjniejsza wizualnie jest nawa, ale obiekt (szczególnie transept) nosi wyraźne ślady XIX-wiecznych poprawek, których osobiście nie znoszę :)


 Kołbacz zobaczyłem, zawiodłem się srodze i ruszyłem sprintem na nocleg w okolice Gryfina. Lasy za Kołbaczem były - jak to w Puszczy Bukowej - bukowe. Normalnie bym się cieszył, ale nie szukając całonocnego odpoczynku.

Po drodze mijałem całą serię ciekawych, zniszczonych zazwyczaj w 1945 roku gotyckich kościołów. Wioska Żelisławice miała nawet dwa takie obiekty, oto jeden z nich:

W ostatniej wiosce na trasie 7 etapu - w Wełtyniu - podziwiałem jeszcze nietknięty przez pożogę wojenną XV-wieczny kościół. Całą nawę pokrywaja tu polichromie z XVI-wieku, wrażenie psuje nieco płaski strop, nie będę jednak krytykować bo nie miałem okazji własnoocznie lustrować wnętrza. 

Miejsce mojego nocnego spoczynku - już niemal w granicach administracyjnych Gryfina - było spodziewanie kiepskie. Rozłożyłem się na jakiejś mniej używanej leśnej drodze, bo jedynie tam nie było zielska, gałęzi i nierówności. W lesie nie było buków, raczej graby, dęby i klony. Zasypiając tęskiniłem za sosnami. Za igliwiem.  

Choć sosny potrafią znużyć nadmiarem
To wciąż ich absencję odczuwam jak karę
W trasie marzeniem jest zawsze to samo:
Z sosną „dzień dobry”, z sosną „dobranoc”
Wieczorem gdy szpilkę w miąższ igieł wwiercę
Wielką radością pulsuje me serce
Gdy budząc się chwalę miękkie posłanie
Rozchylam namiot i patrzę na nie
 

Przejechałem 172 km.

środa, 01 marca 2017, stradovius

Polecane wpisy

Komentarze
2017/03/01 22:11:55
Kolejny fajny wpis. Tworzę w komputerze bazę zdjęć polskich miast a nie zawsze można znaleźć ciekawe foty małych miast. Czy pozwolisz ściągnąć niektóre z nich? Tylko do mojego domowego użytku. Pozdrawiam
-
2017/03/02 15:39:45
Oczywiście, że tak. Widziałem zresztą niedawno Twoje zdjęcia miasta Lubsko, które ominąłem na trasie przejazdu i mam nadzieję, że nadrobię w tym roku braki :)
-
2017/03/03 00:24:39
Kwestia względnošci... Jak na jeden dzień bogato, jak na taki dystans już mniej, ale ma itak bym nie narzekał.
Jak koła zniosły te dziurawki?
-
2017/03/03 21:06:00
No właśnie! Koła to osobna opowieść, siódmego dnia nic im się nie stało, nabrałem więc zgubnej pewności w kwestii ich niezniszczalności...
-
2017/03/10 19:14:28
Ośno Lubuskie też po raz pierwszy zwiedziłem w ubiegłym roku. Zabytki spodobały mi się, ale poste place po przedwojennej zabudowie zostawiły we mnie przygnębiające wrażenie.