button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
Blog > Komentarze do wpisu
TdP 2.0 - dzień 6 - Przez Łużyce do Ziemi Lubuskiej

Dzień zaczął się tradycyjnie - z lekkimi przebłyskami słońca - nauczony doświadczeniem porzuciłem na wstępie nieuzasadniony pogodowy optymizm. Uczyniłem słusznie. Czekał mnie piąty z rzędu dzień pochmurny, z ciagłą groźbą ulewy.

Uparłem się jednak jeszcze przed wyruszeniem z domu zobaczyć "Wieżę głodową" w Przewozie i długo woziłem się w te i z powrotem by ją odszukać. O tej porze roku była totalnie niewidoczna wśród gęstwy drzew. Jak to bywa w takich przypadkach zawiodłem się nieco. Baszta była mniejsza niż sobie wyobrażałem, na pocieszenie został mi fakt, że mury były grube. XIX-wieczny Słownik geograficzny Królestwa Polskiego wspomina o ruinach zamku piastowskiego. Co ciekawe Przewóz należał "od zawsze" do Śląska (był w tym pasie terenu wrzynającym się klinem w obszar Łużyc). Baszcie trzeba jednak oddać należny szacunek, bo trudno w promieniu wielu kilometrów trafić pokaźniejszy średniowieczny obiekt. W Słowniku czytamy o Przewozie, że jestto starożytna osada; już między 1010 a 1025 wzniesiono tu warowny zamek, po którym zostały okopy i wieża strażnicza, zwana Głodową (Hungerthurm), ponieważ Jan, ks. żagański, zagłodził w niej swego brata Baltazara w 1472 r. 

Zdecydowałem się też odwiedzić Republikę Federalną Niemiec bo jazda adolfiańskimi brukami po polskiej stronie była bardzo uciążliwa (opony 1.2 cala). Oczywiście ledwie przekroczyłem granicę trafiłem do krainy rowerowego szczęścia...

Mogłem podziwiać także zabytkowy XVIII-wieczny kościółek w Pechern. 

Rzeczywistym celem moich odwiedzin była wszakże przejażdżka po Parku Mużakowskim; konkretniej zaś jego niemieckiej, pieczołowicie zadbanej części.

W spokoju, pode dobrze zapamiętanym od ostatniej wizyty cypryśnikiem, konsumowałem drugie śniadanie. Wzniosłem też toast ku czci księcia Hermana von Pückler-Muskau; twórcy parku, który w pierwotnym zamiarze miał liczyć ponad 700 ha powierzchni (wg niektórych źródeł prawie 900 ha). Książę przeminął tak jak jego majątek (ten nawet szybciej), ale dzieło pozostało. Rozumiem jego pasję - też kocham parki, szczególnie wielkie :) Park Mużakowski liczy obecnie tj. realnie ok. 250 ha, jego ozdobą jest zaś pięknie odrestaurowany XVI-wieczny Nowy Zamek.

Tenże kikut buka wydawał mi się we wspomnieniach okazalszy, ale najistotniejszym nowym wrażeniem była kapitalna do jazdy rowerowej nawierzchnia alejek. Rowerzystów byłu tu zresztą o tej porze znacznie więcej niż pieszych :)

Gdy tylko wróciłem w granice Ojczyzny rozpadało się. Moment był fatalny bo droga nr 12 która wiodła z Łęknicy do miasteczka Trzebiel nie przypominała ustronnej ścieżki rowerowej. Na szczęście dość szybko przestało padać i już suchą stopą dotarłem do Karczmy Łużyckiej

Trzebiel powitał mnie szpetną ruiną potężnego dworu (pałacu?) i resztkami dawnej zabudowy z ułomkiem dawnych obwarowań.

 Przez następne kilkanaście kilometrów nie widziałem niczego ciekawego, ale byłem cierpliwy, bo świadom uroku zbliżającej się atrakcji. Sosna wśród naszych drzew pełni rolę podobną jak wróbel wśród ptaków. Pospolita i każdemu znana, uznawana zarazem za niegodną bliższego zainteresowania. Całkowicie niesłusznie! Mitologia sosny jest niezwykle bogata, jej wizerunek zaś w kulturze wyłącznie pozytywny. Łączono sosnę od tysiącleci w wielu zakątkach świata z nieśmiertelnością (także u nas) a XX-wieczne badania wykazały, że najstarsze drzewa na Ziemi to właśnie sosny (nie licząc wielokrotnych klonów jednego organizmu). W kosmogonii obok biblijnej jabłoni, oraz świętych u różnych ludów jawora, dębu i lipy najczęściej w środku świata lokuje się właśnie sosnę. Była czczona przez Azteków, Majów, Chińczyków, Japończyków, Greków czy Słowian. Zarówno Chińczycy jak i Japończycy szczególną estymą darzyli picie pod sosnami herbaty. Ja piłem zwykłą wodę mineralną, w dodatku niegazowaną.

Sosna Ośmiornica, choć wygląda zacnie, ma tylko 150 lat.

Ośmiornica jest bardzo  fotogeniczna, zresztą rowery i drzewa od zawsze żyją w symbiozie. Drzewa świetnie spełniają się np. w roli podpórek rowerowych. Gdyby natomiast na świecie nie było drzew, nie byłoby też rowerów...

W Brodach podziwiałem pokaźny, dobrze zabezpieczony, ale wciąż zrujnowany pałac hrabiego Henryka Brühla - postaci, która odcisnęła swe piętno na dziejach Rzeczypospolitej (minister skarbu za Augusta III).

Z dawnego miasta Brody zmierzałem do Gubina, po drodze przystanąłem jeszcze w Starosiedlu by nacieszyć się piękną póznogotycką wieżą tutejszego kościoła.

Przejazd rowerem przez Gubin okazał się być przeżyciem traumatycznym i przygnębiającym. Zniszczenia zabudowy w czasie II wojny osiągnęły tu 90%. Długo nie potrafiłem zrozumieć, że to na co patrzę to "rynek", a pustkowia dookoła to gubińska starówka. Gubin został całkowicie pozbawiony tkanki miejskiej. Odbudowany, bardzo estetyczny ratusz na środku pustego placu to czysty surrealizm.

Zrujnowana gubińska fara i jej "otoczenie" dopełniają obrazu rozpaczy. Gubin to jedno z najbrzydszych urbanistycznie miast w Polsce. Myślałem, że trafię tu na obiad, ale musiałem obyć się smakiem. Nie będe się też przesadnie pastwić - po prostu dla własnego dobrego samopoczucia nie planujcie tu dłuższego pobytu, najlepiej omińcie Gubin wielkim łukiem. 

Z Gubina uciekałem drogą nr 138 na płn-wsch. Czekała mnie przeprawa promowa w miejscowości Połęcko. Towarzystwo Nysy Łużyckiej zamieniłem zatem na Odrę.

PS: Ta czapeczka oczywiście patriotyczna, trwało Euro a ja naiwnie myślałem że barwy narodowe ochronią mnie przed słońcem. Nie ochroniły, bo słońca nie było...

 Gdy zmieniłem kierunek na płn-zach. skończyła się idylla. Nawierzchnia na drodze krajowej nr 29 była co prawda nienaganna, ale jezdnia niezwykle wąska i bardzo niekomfortowa dla rowerzysty. Rajdowców tu bowiem nie brakowało. Taka była cena "zaliczenia" gminy Cybinka.

 Miasto Cybinka okazało się być nieciekawe i ruchliwe, ale nagroda czekała nad brzegiem rzeki Pliszki: niezwykły późnoklasycystyczny kościół w miejscowości Sądów (w narzeczu niemieckim funkcjonowała intrygująca, rdzennie  starogermańska nazwa Sandow). Czy tylko ja mam - spoglądając na ową uroczą światyńkę - skojarzenia z gotyckim modernizmem? Może to klasycyzujący neogotyk? Tak czy siak, jest oryginalny i autentycznie zabytkowy - kościół ukończono w 1801 roku.

Ja zmierzałem do Rzepina, który obsesyjnie kojarzył mi się z Rzeplinem, ciekawe dlaczego? Tutaj zachowało się trochę tkanki, którą skwapliwie uwieczniłem i pojechałem dalej szukać noclegu.

Dzień zakończyłem tak jak zacząłem - w lesie. Wiadomo: nie było nas... Tym razem był to wyjątkowo gościnny bór sosnowy na jakimś sandrze, 10 km na wschód od Słubic. Po prawie 184 km jazdy z bagażem zasługiwałem na reset.

czwartek, 23 lutego 2017, stradovius

Polecane wpisy

Komentarze
2017/02/24 15:59:48
Bardzo ciekawa trasa! Terenów nie znam, więc podwójna przyjemność. Obcowanie z przygodą i poznawanie kraju!
Pozdrawiam
Maciej
-
2017/02/24 20:10:48
Najlepsze jest to, że choć dwa razy objechałem Polskę dookoła na rowerze to wciąż znam ją słabo.
-
2017/03/10 19:48:25
Miasto Gubin, jak wspominałeś, do przepięknych
nie należy, mówimy o nim "miasto emerytów i rencistów",
ale są jeszcze szkoły, uczniowie i inni,
którzy czynią je wyjątkowym :)
Widziałeś "rynek" i wydałeś osąd.
Szkoda.
Pozdrawiam z Gubina :)
-
2017/03/10 20:43:03
Mój osąd dotyczył tylko zabudowy centrum i wyglądu rynku właśnie :)
Nie śmiałbym oceniać mieszkańców Gubina.
Pozdrawiam serdecznie.
-
2017/03/12 10:03:05
:)