button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
Blog > Komentarze do wpisu
TdP 2.0 - dzień 5 - W drodze do króla drzew

Smak Zachodu poczułem niewiele po definitywnym opuszczeniu schroniska w Łupkach. Idealna ścieżka rowerowa, przypominająca mi te francuskie (prowansalskie), ciągnęła się aże 6 km. Jak na nasze standardy to niezły wynik. Co istotne, przebiegała przez serce "Szwajcarii Lwóweckiej".

 Sam Lwówek to groteskowa mieszanka śmiałych w swej średniowiecznej formie zabytków usytuowanych wśród gierkowskiego blokowiska. Czegoś takiego jak "tkanka miejska" vel "starówka" tutaj nie ma. Są odbudowane po zniszczeniach zabytki i odnowione co prawda, ale niezbyt współgrajace z nimi płytowce. 

W ramach akcji zaliczgmine.pl, którą interpretuje jako poznaj gminę zdecydowałem się jechać w kierunku Nowogrodźca i Lubania. Moja trasa przebiegała przez malownicze tereny. Przy okazji oglądnąłem sobie resztki zamku w Gościszowie.

Z radością witałem też idylliczne czerwcowe pejzaże. Widok takiej łąki zawsze powoduje, że zwalniam:

Rynek w Nowogrodźcu był znacznie bardziej sympatyczny niż ten lwówecki; znacznie. Zrobiło się nostalgicznie - po raz trzeci w życiu wjeżdżałem rowerem na Łużyce (drugi raz był dzień wcześniej) no i opuszczałem definitywnie Śląsk. Nowogrodziec był ostatnim śląskim miastem na mojej trasie. 

Dla odmiany górnołużycki Lubań powitał mnie blokowiskiem otoczonym murem obronnym. Uznałem to za jakiś performance...

Dopiero w okolicach rynku dało poczuć się klimat tego starego miasta. 

Następny na liście celów obowiązkowych (tym razem miałem wszak taką listę, spontaniczność szlag trafił) był cis w Henrykowie Lubańskim. Do celu obrałem drogę bardzo lokalną, wąską i cudownie pustą. Przemieszczałem się nią w radosnym skupieniu, niczym pątnik na Camino.

Henryków Lubański to jednak klasyczna ulicówka, można stracić resztki nadziei zanim osiągniemy wreszcie cel. Na duchu podtrzymują liczne drogowskazy pokazujące co jakiś czas dystans dzielący nas od naszego najstarszego drzewa. Gdy podniecenie zaczyna rosnąć ukazuje nam się widok jakiegoś obrzydliwego rusztowania i  cały czar pryska...

 Rusztowanie - o ironio! - powstało by tworzyć klimat, znaczy mikroklimat (drzewo zaczęło zamierać m.in. przez zbyt małą wilgotność powietrza a rusztowanie pełni rolę zraszacza). Gdy pierwsze fatalne wrażenie mija dostrzegam jednak majestat tego drzewa. Jest wspaniałe! Trzeba je widzieć okiem malarza, zniknąć rusztowanie i podziwiać te 1280 lat (wg Cezarego Pacyniaka) w ciszy i skupieniu. Ponad 4 metry obwodu u cisa to nie lada wyczyn. Taki pień zwróciłby uwagę na jodłę, nawet na buka a co dopiero mówić o filigranowym i niezwykle cienkopiennym cisie.

Co ciekawe cis nie ma imienia, to prawdziwy skandal. Przecież gdyby nie On do Henrykowa pies z kulawą nogą by nie zaglądał. Wieś zwała się przez stulecia Katholische Hennersdorf bo ostała się przy katolicyzmie (własność klasztorna) nawet w dobie największej ekspansji protestantyzmu na tych ziemiach. Mamy przypadkiem akurat 500-lecie reformacji... W pobliżu cisa postawiono tablicę informacyjną, z której dowiadujemy się o dziejach wsi słynącej z wytwarzania kołowrotków oraz losach iglastego bohatera - w takim 1813 roku pocieli go szablami kozacy. Tablica nie wyjaśnia nam jednak w jaki sposób założyciel wsi Henner został Henrykiem ;)

Mój plan jazdy dalej na zachód przez las drogą gruntową ugrzązł w łużyckim błocie. Do tego stopnia, że ledwo zdołałem uratować buty. Był to tzw. "szlak rowerowy".

Przez tak poprowadzone "szlaki" rowerowe co roku wielu rowerzystów ginie pod kołami samochodów, bo powiedzmy to szczerze przez 3/4 roku nie są owe szlaki żadną alternatywą dla asfaltu. Ja chciałem skrócić sobie drogę do Pieńska, ale okazało się to niemożliwe. Próbowałem nawet przeprowadzać rower skrawkiem błotnistej trawy tuż przy stosie drewna, bezskutecznie (nie licząc totalnego ubłocenia butów).

Sudety widziane z Łużyc wyglądały dla mnie dość egzotycznie.

W Węglińcu dominuje styl gierkowski, ale położenie miejscowości (przepastne lasy w każdym kierunku) powoduje, że latem żyje się tu zapewne całkiem przyjemnie.

Przez węglinieckie lasy jechało mi się cudownie a pod koniec dnia czekała na mnie ładna Iłowa. Miasteczko ma oryginalną zabudowę i pałac wraz z ciekawym parkiem. Zarazem położone jest wśród rozległych lasów.

Z Iłowej wyruszyłem na poszukiwanie noclegu w kierunku wsi Witoszyn, która znajduje się na obszarze chyba najrzadziej odwiedzanej przez turystów gminy w Polsce - gminy Wymiarki. Zresztą do samego Witoszyna już nie zaglądałem (za późno), czego żałuję bo w tamtejszym XIV-wiecznym kościele o charakterystycznej sylwetce znajdują się bardzo ciekawe płyty nagrobne i piękny gotycki ołtarz.

Tak to bywa, wieczorem za późno, rano zbyt pospiesznie. 

piątek, 17 lutego 2017, stradovius
Tagi: TdP 2016

Polecane wpisy

Komentarze
2017/02/17 22:54:59
Do Węglińca i Pieńska wybieram się rowerem w tym roku... jak będzie cieplej oczywiście :) Pozdrawiam
PS drobna uwaga: Z Iłowej - tak się poprawnie odmienia. Chociaż gdy mówimy o Iławie - to z Iławy
-
2017/02/18 10:55:53
Świetne!
Jedyne co komuna umiała robić naprawdę skutecznie, to psuć klimat i krajobraz. Chyba nie ma miasta w Polsce nie oszpeconego w podobny (choć czasami mniejszy) sposób. Mam nadzieję że w końcu przebije się do społecznej świadomości konieczność wyburzeń (choćby z racji stanu technicznego i uwłaczania nowoczesnym standardom).
Sama trasa znakomita.
-
2017/02/18 19:19:24
@Jalu
Nie wiedziałem, ale już poprawiłem :P

@Makroman
Ja tam w zasadzie nic do bloków nie mam, o ile na rynku nie stoją. Wtedy faktycznie nóż mi się w kieszeni otwiera. Nie potrafię zrozumieć jak można było nie podjąć tej odrobiny wysiłku i chociażby z grubsza nie odtworzyć zabudowy samego rynku...
-
2017/02/18 19:25:11
Nie można nazwać tych biało-czerwonych barierek modelową ścieżką rowerową. Modelowa ścieżka rowerowa Toruń-Unisław (przez Zamek Bierzgłowski, polecam) ma w takim miejscu znaki stop.

@Makroman powojenna odbudowa nie była traumatycznym przeżyciem tylko dla miast komunistycznych, polecam obejrzeć takie starówki jak np. Lubeka.
-
2017/02/18 20:45:11
@karakachanow
W zasadzie pisałem o idealnej nawierzchni i sposobie prowadzenia podobnym jak w Prowansji, bo tam także są barierki. Też chciałbym mieć pierszeństwo, ale skoro budują dla mnie ścieżkę to jestem gotowy do ustępstw :)
-
2017/02/19 17:27:24
Jak zwykle trasa bardzo ciekawa.