button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Gdzie ta jesień? W górach też jej nie ma...

Gwiżdżący prolog

  Wstałem kilka minut po czwartej, przed piątą byłem już na rowerze. Jechałem z Chorzowa do Podlesia przez Lasy Kochłowickie i w poblizu Stargańca. Tradycyjnie łanie mnie lekceważyły, dopiero gwizdanie powodowało że ruszały lustra z drogi. Poruszający się w nocnej ciszy rowerzysta jest przez kopytne permanentnie ignorowany, traktowany jak powietrze. Narusza to moje poczucie ważności i wyższości gatunkowej. Z drugiej strony na ul. Owsianej, tuż porzed przejazdem kolejowym stadko saren skupiło się wokół latarni i wyglądały pięknie, tajemniczo, jak w nieziemskiej poświacie. Zamiast wyjąć aparat - gwizdnąłem, no cóż, pośpiech jest złym doradcą.

 Szczęśliwie zdąrzyłem dzięki temu gwizdnięciu na pociąg (o 5:35) w Katowicach-Podlesiu, peronik był bowiem opleciony taśmami a na ziemi leżała kartka z napisem "peron 1 wyłączony z użytkowania". Ledwo to przeczytałem zobaczyłem światła pociągu i niemal natychmiast rzuciłem się do przeprowadzania roweru przez tory. Rozległ się potężny gwizd (tym razem lokomotywy, nie mój), ale uniknąłem wprasowania w tory.

Na wolnym ogniu

 Pociąg bił rekordy powolności, w samym Bielsku stał 20 minut, a do Milówki dopełznął po godzinie 8. W przedziałach było straszliwie - uwaga! - gorąco. Ludzie otwierali okna, a na zewnątrz było naprawdę chłodno, okolice 4 °C. Kaloryfery wagonowe pracowały na pełnych obrotach.

Rowerem po górskich drogach

 W Milówce nie było żywego ducha, sennie, zimno i wilgotno. Po przejechaniu kilometra od mniejsca wysiadki z pociągu zobaczyłem ośnieżone grzbiety. Powyżej 700 m n.p.m. występowały płaty śniegu, a powyżej 1000 metrów było już całkiem zimowo (jedynie drzewa nie były ubielone).

 Na stromej końcówce podjazdu na przeł. Koniakowską (766) zaczęło mżyć a z Koczego Zamku było widać tylko nabliższą okolicę (w stronę Słowacji chmury tworzyły wielki groźnie wyglądający ciemnoszary wał). Śląsk Cieszyński witał mnie listopadowo. 


 Widoki z Ochodzitej (894) były nieco lepsze, zobaczyłem też kilka nieco przebarwionych drzew. Było jednak generalnie szaro, buro i ciemnozielono z niewielkimi dodatkami bieli. To nie była złota polska jesień, to wcale nie była jesień tylko jakaś wrześniozima. Ochodzita jest świetnym punktem widokowym, ale nie zawsze. 


 Dalej zmierzałem na Kubalonkę i kilka razy zobaczyłem nawet mgnienie słońca (nawet błękitne niebo!), ale po drugiej stronie grzbietu słońce się poddało. Było jeszcze bardziej szaro, wilgotno i równie zimno. 


Pieszo na Bukowej

 Celem głównym wypadu był cyklotrek na Bukowej. Zostawiłem rower nieopodal bezimiennej przełęczy (593 m n.p.m), przypiąłem do drzewa i ruszyłem płajem a potem wygodną - zazwyczaj trawiastą - ścieżką na najwyższy punkt wzniesienia. Górka Bukowa leży nieco na uboczu, nie ma tu szlaków turystycznych. Nie ma tu także nic ciekawego poza tzw. leśnym kościołem i upamiętniającym go kamieniem pamiątkowym. Odbywały się tutaj w XVIII w. zakazane przez Habsburgów nabożeństwa ewangelickie. Buki tu były, ale z jesienną magią tych drzew nie miały wiele wspólnego...


Okolice Skoczowa

 Zjechałem z Bukowej do Ustronia i dalej jadąc ścieżką rowerową wzdłuż Wisły obrałem kierunek na Skoczów. Ścieżka była raz dobrej jakości, raz fatalnej (szuter otoczakowy) a skończyła się stromymi schodami, ot polska rzeczywistość. Aż prosiłoby się trochę zainwestować, poprawić kilka gorszych odcinków i dać rowerzystom piękną trasę Ustroń-Skoczów, ale lepiej wybudować kilka nowych parkingów, prawda?


 Drugim celem był Dębowiec z tężnią solankową. Byłem tu pierwszy raz w życiu. Oprócz tężni i skwerku jest nawet kawiarnia Mikroklimat. Całkiem sympatycznie. 


Szarobury koniec

 Z Dębowca pognałem przez przeraźliwie zgniłozielone równiny Żabiego Kraju (Ochaby, Chybie, Strumień) do Wisły Małej i Suszca. Na odcinku Dębowiec - Suszec (40 km) nie widziałem ani jednego ładnie przebarwionego drzewa.


 Sytuację uratował najstarszy wiąz na Górnym Śląsku. Suszecki wiąz zaczął się już na szczęście przebarwiać, za tydzień powinien być bardzo fotogeniczny. 

 Tym optymistycznym akcentem zakończę. Jaka tegoroczna jesień jest - każdy widzi. Raczej będzie to jesień uważnych poszukiwaczy nieoczywistych jej oznak, odzianych szczelnie w peleryny. 

poniedziałek, 10 października 2016, stradovius

Polecane wpisy

Komentarze
2016/10/11 09:37:11
Jechałem dziś moją ulubioną drogą Podlesie-Murcki i się mocno zdziwiłem, jak las jeszcze zielony.
-
2016/10/11 18:28:15
Czyżbyś uwielbiał drogę pod patronatem SS?
-
2016/10/11 19:19:27
Aż do samego Piasta! ;)
Inna z moich ulubionych jesiennych to Pszczyna-Suszec, nawet mam o tym notkę. Ze zdjęciami.
-
2016/10/11 21:02:36
Mam nadzieję, że złota jesień jeszcze nadciągnie, nie wiem jak u Was, ale na Mazurach jak dotąd nie było babiego lata, ciągle jest nieciekawie i ponuro. Zwróciłam uwagę na drewniany kościół, wpisał się w moją niedawną podróż do Wrocławia, bo skorzystałam z okazji żeby odwiedzić Kościół Pokoju w Świdnicy (bajeczny!).
-
2016/10/13 09:44:46
Fakt syf a nie pogoda... ale trudno - ostatnimi laty były piękne jasienie to teraz musi się wychlapać. Może choć zima będzie śnieżna, bo mam w planach kilka zimowych przejść?
Aura aurą, ale trasa świetna!